Donald Tusk o nawet 100 posłach PiS podsłuchiwanych Pegasusem. "To nie jest mój wymysł"

Donald Tusk mówił w TOK FM o aferze związanej z Pegasusem. - Około stu osób z PiS obawia się, że były podsłuchiwane. To nie jest przesada, ani mój wymysł. To dość okrutna ilustracja tego z jakim ugrupowaniem mamy do czynienia. To o wiele bardziej przypomina regularny gang. Czasem Gang Olsena a czasem mafię sycylijską, a nie partię polityczną - ocenił w TOK FM przewodniczący PO, były premier i były przewodniczący Rady Europejskiej.
Zobacz wideo

W czwartek "Gazeta Wyborcza" ujawniła dwie kolejne ofiary inwigilacji Pegasusem. To Magdalena Łośko, posłanka KO oraz prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza.  - To, co wyprawia się wokół Pegasusa to forma represji wobec opozycji. To gwałt na demokracji. Ci, którzy odpowiadają za użycie tego typu narzędzi, będą odpowiadali karnie i oni o tym wiedzą - podkreślił w TOK FM lider PO i były premier Donald Tusk. 

Zdaniem przewodniczącego PO nie jest przesądzone czy w tej kadencji Sejmu powstanie komisja sejmowa w tej sprawie, ale są na to szanse. Podkreślił, że wniosek poparło 230 posłów.  - Nie jestem biegły w tym procederze łowienia szabel. Wiem, że są posłowie PiS, którzy są załamani tym Pegasusem, bo sami byli podsłuchiwani, więc wszystko jest możliwe. Około sto osób z PiS ma takie obawy. To nie jest przesada, ani mój wymysł. To dość okrutna ilustracja tego, z jakim ugrupowaniem mamy do czynienia. To o wiele bardziej przypomina regularny gang. Czasem Gang Olsena a czasem mafię sycylijską, a nie partię polityczną - powiedział Tusk.

"Rządu jedności narodowej nie będzie"

Lider PO podkreślał, że jego misją polityczną jest odsunięcie PiS od władzy w najbliższych wyborach. Zapowiedział, że będzie startował do Sejmu, ale miejsc na listach jeszcze nie ustalano. Wciąż nie wiadomo bowiem czy PO pójdzie do wyborów sama, czy w koalicji. - Ciągle zagadką pozostaje dla mnie stanowisko potencjalnych partnerów do budowania większej niż tylko nasza listy. Staram się konsekwentnie przekonywać do współpracy, ale na razie nie do końca przynosi to efekty - wskazał.

Tusk pytany był przez Karolinę Lewicką czy możliwe jest przejęcie władzy jeszcze w tej kadencji i utworzenie rządu technicznego. Tusk nie jest zwolennikiem tego rozwiązania.

- Nie będzie żadnego rządu technicznego, takiego o jakim myślą niektórzy z PiS: że zrobi się taki rząd jedności narodowej, żeby oni uniknęli odpowiedzialności. Moim zdaniem wykluczony jest taki scenariusz. Choćby z tego względu, że taka większość składałaby się z umownych Mejzów. I to nie jednego, tylko kilkunastu parlamentarzystów. Od każdego z nich zależałoby czy taki rząd trwa - wskazał Tusk.

Lider PO podkreślił, że odsunięcie PiS od władzy w wyborach "to projekt, od którego nie ma alternatywy". Zapewnił, że PO będzie do tego dążyć wraz z partnerami na których jest otwarty lub samodzielnie. Powiedział, że program jest oczywiście ważny, ale w polityce liczy się skuteczność. - Trzeba mieć program, ale program partii, która ma 2 proc. nie ma żadnego znaczenia. Jeśli opozycyjni partnerzy nie będą gotowi do budowania wspólnego obozu politycznego (co dałoby gwarancję zwycięstwa), to będziemy musieli zrobić wszystko, żeby wygrać wybory. Albo z nimi, albo bez nich - ocenił. Tusk nie wykluczył, że po wyborach, jako lider zwycięskiego obozu, może objąć stanowisko premiera. Podkreślił jednak, że nie przywiązuje się do tych scenariuszy.

"Rosja będzie podtrzymywała ten stan ni to zimnej ni gorącej wojny"

Donald Tusk odniósł się także do sytuacji wokół Ukrainy. W ocenie byłego premiera dla Putina bardzo istotne są "kwestie reputacyjne" w samej Rosji. - Putin na pewno nie może sobie pozwolić na jakąś wyraźną przegraną. Więc moim zdaniem, dojdzie do - tak czy inaczej - skonstruowanej prowokacji, która uzasadni obecność Rosji w tej części kontynentu, czyli na wschodniej Ukrainie - wskazał Tusk. Dodał, że "wydaje się wręcz nieprawdopodobne, żeby bez żadnego efektu, bez żadnego sukcesu te zmobilizowane w tak wielkiej skali wojska sobie wróciły do swojej jednostki".

Zdaniem Tuska, mówienie o deeskalacji jest więc dziś przedwczesne, a problem wciąż nie jest rozwiązany. - Każdy scenariusz jest w każdej godzinie możliwy. To może się dzisiaj zdarzyć, może się zdarzyć za miesiąc. Ale z całą pewnością Rosja będzie podtrzymywała ten stan: ni to zimnej, ni gorącej wojny na granicy z Ukrainą i w jakimś sensie też w relacjach z Zachodem - ocenił były premier.

Tusk podkreślił, że po wyborach potrzebne będzie odbudowanie pozycji Polski w relacjach z Zachodem, także po to, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. - Jeśli w Polsce będą rządzili ludzie, którzy przypominają bardziej rosyjski styl myślenia o polityce, jeśli PiS będzie nas małymi kroczkami wyprowadzał z Zachodu tym bardziej te gwarancje bezpieczeństwa będą iluzoryczne - alarmował lider PO.

DOSTĘP PREMIUM