Millerowi jest przykro, kiedy patrzy na Morawieckiego. Były premier kreśli scenariusze dla szefa rządu

- Niestety pan Mateusz Morawiecki sprowadził stanowisko premiera do jakiegoś niespotykanego, niskiego poziomu. Natomiast udawanie, że nic się nie dzieje, to jest coś okropnego po prostu i uwłaczającego - stwierdził w TOK FM Leszek Miller, eurodeputowany i były premier.
Zobacz wideo

Polski Krajowy Plan Odbudowy nadal nie ma akceptacji KE, nie ma więc pieniędzy dla Polski z unijnego Funduszu Odbudowy po pandemii. Dominika Wielowieyska pytała Leszka Millera, czy PiS w końcu pójdzie na ustępstwa w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Oznaczać by to musiało, że Jarosław Kaczyński zmusi największego obrońcę Izby Dyscyplinarnej SN, czyli Zbigniewa Ziobrę do uległości.

Zdaniem eurodeputowanego Leszka Millera "gdyby prezes PiS poszedł na otwartą wojnę z Ziobrą, to musiałby mieć jakąś alternatywę w znaczeniu posiadanych mandatów". Bo bez głosów Solidarnej Polski rząd nie ma większości w Sejmie. - Więc nie wiem, czy chodziłoby o Konfederację, czy o jakiejś inne ugrupowanie - odparł były premier. Miller dodał też od razu: "Jest mi naprawdę bardzo przykro, kiedy obserwuję premiera Morawieckiego, bo mam szacunek także dla instytucji, w tym przypadku dla funkcji prezesa Rady Ministrów". - Niestety pan Morawiecki sprowadził to stanowisko do jakiegoś niespotykanego, niskiego poziomu - ocenił polityk.

Były premier kreślił też możliwe scenariusze dla obecnego szefa rządu. - Jeżeli Morawiecki toleruje Ziobrę, jeżeli toleruje różnych, także już wiceministrów, którzy go atakują, no to są dwie drogi dla premiera w takiej sytuacji: albo pisze wniosek o dymisję tego ministra, albo sam się podaje do dymisji. Natomiast udawanie, że nic się nie dzieje, to jest coś okropnego po prostu i uwłaczającego - stwierdził gość TOK FM.

Leszek Miller zaznaczył, że to nie Komisja Europejska nie chce dać Polsce pieniędzy z Funduszu Odbudowy, tylko polski rząd nie chce ich wziąć. - Bo uparcie nie chce spełnić warunków - wyjaśnił. 

Wielowieyska zwróciła uwagę, że wiele stowarzyszeń sędziowskich uważa, że zgłoszone projekty (ws. zmian w Sądzie Najwyższym) są niewystarczające, a w Polsce po ich przyjęciu wcale nie zostanie przywrócona praworządność. - Jest taka obawa, że Komisja Europejska potraktuje jednak rząd PiS ulgowo - mówiła dziennikarka.

- Ja też uważam, że to jest zmyłka i że te projekty prezydenta, czy teraz Ziobry, nic nie dają. To jest wszystko na niby i Komisja Europejska nie powinna dać się zwieść tym manewrom - stwierdziła były premier.

"Solidarna Polska cynicznie gra na niewiedzy obywateli"

Do tej pory powstały trzy projekty dotyczące zmian w Sądzie Najwyższym, które miałby odblokować środki dla Polski wpisane do Krajowego Planu Odbudowy. Pierwszy firmuje prezydent Duda, drugi PiS, a trzeci Solidarna Polska Ziobry.

Jak ocenił w Poranku Radia TOK FM Michał Szułdrzyński, "Solidarna Polska cynicznie gra na niewiedzy obywateli i opowiada przy okazji głupoty". - Nie oddaliśmy żadnej suwerenności, po prostu przyjęto zasadę, która chroni pieniądze budżetowe przed rozkradaniem - mówił dziennikarz "Rzeczpospolitej". Przypomniał niekorzystny dla polskich władz wyrok TSUE, dotyczący mechanizmu pieniądze za praworządność.

Szułdrzyński podkreślił, że partia Ziobry stosuje zasadę "im gorzej dla rządu, tym lepiej dla nich". 

- Solidarna Polska konsekwentnie od dłuższego czasu robi wszystko, aby Polska nie dostała żadnych pieniędzy ani z budżetu unijnego, ani z Krajowego Planu Odbudowy - ocenił. Wytłumaczył, że nie chodzi tutaj wcale o suwerenność, tylko o odróżnienie się od PiS-u oraz tworzenie samospełniających się przepowiedni. - Bo jeżeli Zbigniew Ziobro mówi, że nie dostaniemy pieniędzy od Unii Europejskiej, bo nam je zabiorą, po czym robi wszystko, żeby Polsce te pieniądze zabrano, a następnie wychodzi i mówi: patrzcie, a nie mówiłem: zabrali - wyjaśnił. Dziennikarz, że uważa, że konflikt między PiS a Solidarną Polską jest jak najbardziej realny.

DOSTĘP PREMIUM