"Postanowiono jako panaceum na problem zastosować lewatywę". Konstytucjonalista o projektach ws. Izby Dyscyplinarnej SN

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego musi zniknąć, by TSUE i Komisja Europejska przestała naliczać Polsce kary. A to już ponad 100 milionów euro. Zlikwidować izbę trzeba także po to, by Polska miała szanse na pieniądze z Funduszu Odbudowy po pandemii. Projekty są, ale nie do końca dają rozwiązanie problemu. - Żaden z projektów, pokładanych w nim nadziei na odblokowanie pieniędzy unijnych, nie spełnia - diagnozuje konstytucjonalista prof. Sławomir Patyra.

Zdaniem prof. Sławomira Patyry, który legislacją zajmuje się od lat, projekty rządzących to zrobienie jednego kroku w przód i jednocześnie dwóch kroków wstecz. - Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z sytuacją, że pacjentowi, który jest dotknięty gangreną - a myślę tu o systemie wymiaru sprawiedliwości - postanowiono, jako panaceum zastosować lewatywę, a nawet podwójną lewatywę - mówi obrazowo konstytucjonalista o projektach nowelizacji zmian ustawy o Sądzie Najwyższym przygotowane przez prezydenta oraz posłów PiS.

- Żaden z projektów, pokładanych w nim nadziei - na odblokowanie pieniędzy unijnych, nie spełnia. Gdybyśmy funkcjonowali w rzeczywistości rodem z "Wojaka Szwejka", to może byłoby komiczne. Tymczasem to nie jest ani komiczne, ani tragikomiczne, tylko tragiczne. Jesteśmy w Polsce XXI wieku, w państwie Unii Europejskiej i państwo to właściwie balansuje na granicy tego członkostwa - ocenia profesor. Jak dodaje, projekty nie przekonają Komisji Europejskiej do tego, że Polska stara się przywrócić praworządność. Wprost przeciwnie.

Prawnik bardzo dokładnie przeanalizował projekt prezydencki i nie zostawia na nim suchej nitki. Jak mówi, Andrzej Duda wciąż chce sobie rościć prawo do wpływania na skład Sądu Najwyższego. - Spośród 33 kandydatów, których ma mu przedstawić kolegium Sądu Najwyższego, to prezydent ma wybierać 11 osób do Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Co więcej, na czele tego kolegium, czyli gremium, które ma dokonywać wskazania prezydentowi kandydatów - ma stać prezes SN. Ale jednocześnie w projekcie jest zastrzeżenie, że jeśli I prezes SN by nie mógł, to na czele kolegium stanie sędzia wskazany przez pana prezydenta - mówi prof. Sławomir Patyra.

Ekspert zwraca uwagę na coś jeszcze. - Prezesem Izby Odpowiedzialności Zawodowej ma być sędzia, którego na to stanowisko powoła prezydent RP, po zaopiniowaniu przez I Prezesa SN. Czyli znów będzie to sytuacja, która już miała miejsce, gdzie rola organów wewnętrznych Sądu Najwyższego, takich jak I Prezes, Kolegium, Zgromadzenie zostaje właściwie zredukowana do roli ciała opiniodawczego czy pomocniczego prezydenta - podkreśla nasz rozmówca.

"Nie ma mowy o neo-KRS, a to ona jest problemem"

- Nie ma w tym projekcie absolutnie jakichkolwiek rozwiązań, które przywracałyby standard demokratyczny, praworządny, zgodny z Konstytucją RP, czy prawem Unii Europejskiej - mówi prof. Patyra. Zwraca przy tym uwagę, że prezydent pomija kwestię neo-KRS, a to właśnie upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa - w myśl orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, czy uchwały trzech połączonych izb Sądu Najwyższego - jest zarzewiem problemów.

Podkreśla, że nie może być tak - co zakłada projekt prezydencki - że neosędziowie z Izby Dyscyplinarnej SN trafią do innych izb Sądu Najwyższego. - Jeśli te osoby zostaną rozproszone po wszystkich izbach, to będziemy mieli do czynienia z pogłębieniem problemu. Bo "zainfekowane" zostaną wszystkie izby i wszystkie składy orzekające. Będziemy w stanie kompletnego paraliżu praworządności w Polsce - dodaje konstytucjonalista.

Projekty wystarczy poprawić? "Nie da się"

Jak mówi ekspert, nie ma wątpliwości, że projektu prezydenckiego, jak również tego, przygotowanego przez posłów PiS - nie da się poprawić. - Projekty te po prostu są intencjonalnie złe. Zmierzają do tego, by stwarzać wrażenie, że coś się zmienia, a nie, aby coś rzeczywiście zmienić - oceni profesor.

Swój projekt złożyła też Solidarna Polska. Stoi on niejako w kontrze do projektów prezydenta i posłów PiS. Jest - w opinii wielu - najbardziej radykalny. Zamiast łagodzić spór z Unią Europejską, mógłby jeszcze go pogłębić. Zakłada m.in. zmniejszenie liczby sędziów SN do 30, usunięcie legalnych sędziów i powstanie tyko dwóch izb.

Zdaniem mecenasa Michała Wawrykiewicza z Wolnych Sądów, Sąd Najwyższy - w myśl tego projektu - stałby się sądem politycznym."Sędzia Sądu Najwyższego, który zakwestionuje status wadliwie powołanego neosędziego - w ramach wydawanego orzeczenia, zostanie usunięty z SN" - napisał adwokat.

"Ślepy upór. Zaślepiająca nierozwaga. Wbrew prawu, rzeczywistości, wbrew wyrokom sądowym,Trybunału. Wbrew ustawom i Konstytucji RP. Byle tylko utrzymać swoich nominatów na stołkach" - pisze z kolei sędzia Olimpia Barańska-Małuszek.

W sumie mamy już cztery projekty zmian.  Pierwszy złożyła opozycja - jej projekt zakłada pełne wykonanie wyroków TSUE i ETPCz. Chodzi m.in. o wycofanie się z "reform" ministra sprawiedliwości i odwołanie tzw. neosędziów, ale też o powołanie nowej KRS. Są jeszcze projekty firmowane przez prezydenta, PiS oraz Solidarną Polskę. Czy Sejm zajmie się nimi na trwającym właśnie posiedzeniu? Nie ma pewności.

DOSTĘP PREMIUM