"Bez totalnej opozycji totalna władza totalnie słabnie". Dziennikarki o pomyśle prezesa PiS na polityczną wojnę ws. wojny

Ponad tydzień minął od zapowiedzi zmiany konstytucji. I nadal nic konkretnego nie wiadomo. - Wyszedł kierownik i miał ochotę zaszantażować opozycję. Okazało się, że te zmiany są tak... nieracjonalne, żeby nie użyć słowa głupie, że nie ma tego jak zapisać - tak sprawę podsumowała w TOK FM Dominika Długosz z "Newsweeka".
Zobacz wideo

Najpierw dowiedzieliśmy się (21 marca), że premier przedstawi "pakiet wymagający zmian w konstytucji, m.in. wyłączenie z reguły finansowej wydatków na armię oraz możliwość konfiskaty majątków oligarchów i podmiotów rosyjskich". Kilka dni później Jarosław Kaczyński obwieścił, że "kto nie poprze zmian w konstytucji, dokłada się do zbrodni Rosji na Ukrainie".

Tylko, że cały czas nie wiemy, o czym dyskutujemy. Bo nie ma nawet śladu propozycji konkretnych zapisów.

- Na razie wizję ma Jarosław Kaczyński i próbują to przekuć w przepisy, co nie jest łatwe, bo trwają spory, czy to w ogóle zrobić osobny rozdział do konstytucji. Jest totalny bałagan - komentowała w TOK FM Justyna Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej".

- Wyszedł kierownik kraju i miał ochotę zaszantażować opozycję, to był ewidentny szantaż. I się okazało, że te zmiany są tak... nieracjonalne, żeby nie użyć słowa głupie, że nie ma tego jak zapisać, żeby to miało jakikolwiek sens - dodała Dominika Długosz. Jak stwierdziła, pomysł na zmianę Konstytucji RP pojawił się ad hoc. - Jarosław Kaczyński miał serdecznie dosyć opozycji, która mu się zgadza na wszystko. On chciał wojny wewnętrznej w sprawie wojny w Ukrainie, a tutaj opozycja przyjęła ustawę o obronie ojczyzny, która mogła być punktem zapalnym, przyjęła ustawę o uchodźcach. I postanowił pójść z opozycją na wojnę o konstytucję - argumentowała.

- To wrzutka, żeby politycy zaczęli się gryźć. Bez totalnej opozycji totalna władza totalna słabnie. Prezes więc rzucił myśl i teraz wszyscy próbują ją złapać - stwierdziła Dobrosz-Oracz.

Jak mówiła, wypowiedzi przedstawicieli rządu potwierdzają tę tezę. - Rozmawiałam z Maciejem Wąsikiem, pytałam, ilu jest rosyjskich oligarchów w Polsce. I pan wiceminister spraw wewnętrznych, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych powiedział mi, że nie ma żadnego. A premier powiedział, że był jakiś oligarcha na spotkaniu z opozycją, ale nazwiska nie poda. Więc to wszystko przypomina farsę - przyznała w rozmowie z Maciejem Głogowskim.

Dziennikarka "GW" podkreśliła też, że żadne zmiany w konstytucji dotyczące zajmowania majątku nie są potrzebne. Bo przepisy o konfiskacie rozszerzonej dają duże możliwości. - Wystarczyłoby więc tylko zmienić ustawę - dodała.

Niebezpieczny wyjątek

Wśród pomysłów, które - jak wynika z zapowiedzi medialnych przedstawicieli obozu władzy - mają się znaleźć w pakiecie, jest też kwestia wydatków na obronność. A dokładniej wyłączenia wydatków na wojsko z konstytucyjnego limitu zadłużenia, który wynosi 60 proc. PKB.

- Jestem przeciwna, bo brak bezpieczników może oznaczać horrendalne długi. Znacznie gorsze niż za Gierka. Można wzmacniać armię i bez tego - komentowała Dobrosz-Oracz.

Dominika Długosz oceniała, że zwiększanie wydatków na armię, kupowanie nowego sprzętu to dobry kierunek. Pochwaliła też ministerstwo obrony np. za zakup tureckich dronów - Bayraktarów. Ale to takich rzeczy nie potrzeba wyłączania wydatków spod publicznej kontroli. - Od razu widać, że będzie coś kręcone - powiedziała. Argumentowała, że otwarcie raz furtki na wyłączanie jakiś wydatków spod reguły zapisanej w konstytucji, spowoduje, że politycy będą próbowali korzystać z tego sposobu przy innych okolicznościach.

DOSTĘP PREMIUM