PiS myśli o skróceniu kadencji, ale na przeszkodzie stoi... opozycja. "Nie ma chętnych"

W koalicji rządzącej jest coraz więcej tarć, w kuluarach posłowie PiS mają mówić o możliwości przyspieszonych wyborów. Zdaniem publicystki "Wprost" Elizy Olczyk, do konfrontacji ze Zbigniewem Ziobrą dojdzie po świętach - przy głosowaniu w sprawie KPO. - Jeśli Ziobro się wstrzyma albo nawet będzie głosował przeciw, to rzeczywiście może dojść do technicznego rozpadu koalicji, ale ona nie upadnie. Tak czy inaczej będzie trwała - oceniła w TOK FM Olczyk.
Zobacz wideo

W koalicji rządzącej nadal mamy do czynienia z patem w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym. Zbigniew Ziobro nie zgadza się na uchwalenie prezydenckiego projektu likwidacji Izby Dyscyplinarnej. Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna" coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz doprowadzenia przez PiS do przedterminowych wyborów jeszcze w tym półroczu.

Jednak, zdaniem Eliza Olczyk z "Wprost", doprowadzenie do wcześniejszych wyborów byłoby bardzo trudne. Publicystka przypomniała, że podanie się rządu do dymisji nie oznacza jeszcze nowych wyborów, a jedynie rozpoczęcie konstytucyjnej procedury tzw. trzech kroków. W pierwszym kroku nowego premiera wskazuje prezydent. Kandydat ma 2 tygodnie na stworzenie rządu i uzyskanie dla niego w Sejmie wotum zaufania (udzielane jest ono bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów). Jeśli to się nie uda inicjatywę przejmuje Sejm. Kandydata na premiera może zgłosić grupa 46 posłów. Jeśli i tym razem sformułowany przez niego gabinet nie uzyska akceptacji sejmowej większości bezwzględnej inicjatywa wraca do prezydenta. W trzecim podejściu Sejm uchwala wotum zaufania zwykłą większością głosów (więcej głosów za niż przeciw, nie liczą się głosy wstrzymujące się). Dopiero gdy i tym razem nie uda się wyłonić nowego rządu, prezydent może skrócić kadencję Sejmu.

Inna ścieżka to głosowanie Sejmu za samorozwiązaniem - wymaga to co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby posłów. Pytany w "DGP" o gotowość do przyspieszonych wyborów, wiceprzewodniczący PO Borys Budka powiedział: "Zawsze jesteśmy gotowi, natomiast jeśli Kaczyński chciałby robić wybory w środku wojny, to potrzebuje do tego głosów opozycji. A skoro tak, to wybory powinny odbyć się na naszych warunkach, a nie warunkach Kaczyńskiego".

W ocenie publicystki "Wprost", opozycja nie poprze więc tego rozwiązania. - Uważam, że opozycji byłoby bardzo łatwo odmówić głosowania za samorozwiązaniem Sejmu. Zawsze może powiedzieć, że skoro PiS jest u władzy ciągle, to te wybory nie będą się odbywały na naszych warunkach. W związku z tym niech się rząd poda do dymisji i sprawdzajmy procedurę trzech kroków. Moim zdaniem nie ma chętnych do samorozwiązania Sejmu i przeprowadzenia wyborów właśnie teraz - stwierdziła Olczyk.

Dodała, że już wkrótce może też dojść do oficjalnego starcia PiS z Solidarną Polską. - Moim zdaniem dojdzie do konfrontacji po świętach przy głosowaniu w sprawie KPO (Krajowego Planu Odbudowy). Jeśli Ziobro się wstrzyma albo nawet będzie głosował przeciw, to rzeczywiście może dojść do technicznego rozpadu koalicji, ale ona nie upadnie. Tak czy inaczej, ona będzie trwała - oceniła.

Olczyk zaznaczyła, że najbliższa szansa na samorozwiązanie Sejmu będzie przy uchwalaniu przyszłorocznego budżetu, a więc pod koniec roku. W jej ocenie, wtedy nie będzie już sensu skracać kadencji Sejmu, ponieważ i tak skończy się ona planowo w 2023 roku.

"Jeśli zapadnie decyzja o przyspieszonych wyborach, to opozycja będzie zmuszona się na to zgodzić"

Odmiennego zdania jest Michał Broniatowski, związany z Onetem i Politico. Drugi gość Dominiki Wielowieyskiej co prawda również zaznaczył, że przyspieszone wybory opłacają się PiS-owi, ponieważ coraz bardziej pogarsza się sytuacja gospodarcza w kraju. Jednak, jego zdaniem, opozycja nie może nie zagłosować za samorozwiązaniem Sejmu. - Nigdzie na świecie tak nie ma, że opozycja walczy z jakimś przeciwnikiem politycznym, który jest u władzy, a kiedy pojawia się szansa na obalenie go mówi nie, bo my mamy swoje własne warunki. Z pewnością jeśli zapadnie decyzja o przyspieszonych wyborach to pan Budka i reszta jego klubu parlamentarnego będą zmuszeni się na to zgodzić - ocenił. 

O to, czy niebawem planowane są przyspieszone wybory Dominika Wielowieyska pytała też Marcina Ociepę, wiceministra obrony narodowej i lidera Stowarzyszenia OdNowa, które należy do koalicji rządowej.

- Słyszę o przyspieszonych wyborach mniej więcej od 6 lat i na dziś nic się nie zmienia, nie przybliżyliśmy się do nich ani o centymetr - odpowiedział. - Nie widzę takiej potrzeby, ale oczywiście niczego nie można wykluczyć. Na dzisiaj mamy stabilną większość rządową, myślę, że jest to myślenie życzeniowe opozycji - dodał Ociepa.  

DOSTĘP PREMIUM