Scheuring-Wielgus: Dzięki temu, że stanę przed sądem, będę mogła być głosem ofiar

Joanny Scheuring-Wielgus nie zaskoczyła decyzja większość sejmowej o uchyleniu jej immunitetu. - To jest grupa, która zawsze stoi po stronie Kościoła - mówiła w TOK FM o posłach PiS i Konfederacji, którzy poparli wniosek Komendanta Głównego Policji. Posłanka zapowiedziała, że przed sądem będzie mówić o przestępstwach popełnianych przez ludzi Kościoła.

Za uchyleniem immunitetu Joannie Scheuring-Wielgus głosowało 232 posłów. Poza członkami klubu PiS byli to Łukasz Mejza oraz pięciu posłów Konfederacji. Sprawa dotyczy wydarzeń z 2018 roku, to wtedy polityczka zawiesiła na bramie wejściowej do toruńskiej bazyliki katedralnej św. Jana Chrzciciela dziecięce buciki oraz plakat z hasłem "Baby Schoes Remember. Stop pedofilii". Cztery lata temu w Polsce po raz pierwszy zorganizowano akcję, która ma swój początek w Irlandii. Jej celem jest zwracanie uwagi na przestępstwa pedofilii w Kościele.

Schuring-Wielgus przyznała w TOK FM, że decyzja o uchyleniu immunitetu nie jest dla niej zaskoczeniem. - Spodziewałam się takiej decyzji, bo patrząc na działalność posłów PiS oraz Konfederacji jest to grupa, która zawsze stoi po stronie Kościoła. Niezależnie od tego, ile informacji na temat przestępstw Kościoła ujawniają dziennikarze, pisarze, posłanki, to ci ludzie nie uznają tych win. Jakby Kościół był pod jakimś parasolem - oceniła. 

Posłanka przyznała, że nie była pewna, jak zagłosują przedstawiciele opozycji. Bo - jak stwierdziła - "wielu jest w mocnych relacjach z Kościołem".  - Ale była pełna solidarność, za co dziękuję - powiedziała w rozmowie z Wojciechem Muzalem. Warto zwrócić uwagę, że poza członkami klubów Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL oraz kołem Polski 2050 przeciwko uchyleniu immunitetu Scheuring-Wielgus głosowało też sześciu posłów Konfederacji.

Wniosek w sprawie posłanki Lewicy złożył Komendant Główny Policji. Ale polityczka przypomniała, że inicjatywa wyszła od prokuratora generalnego, czyli Zbigniewa Ziobry. Co ciekawe, w sprawie nic się przez kilka lat nie działo. - Nie wiem, co kierowało PiS, żeby akurat teraz do tej sprawy wracać - przyznał gościni TOK FM.

- To jest wręcz zadziwiające, że w sprawach tak błahych, jak zawieszanie bucików na płocie kościoła dochodzi do uchylenia immunitetu, a sprawy tak ważne, jak postawienie księdza przed sądem, jest tak wielkim wyzwaniem dla polskiej prokuratury. Akurat w przypadku pedofilii w Kościele i przestępstw Kościoła, to prokuratura za rządów ministra Ziobry raczej działa na korzyść Kościoła, a nie ofiar - podkreśliła Joanna Scheuring-Wielgus.

"Cieszę się, że ten temat wróci na agendę"

Posłanka oceniła, że dzięki temu, iż stanie przed sądem w związku z akcją "Baby Schoes Remember. Stop pedofilii", będzie mogła nagłośnić problem.  - Cieszę się, że ten temat wróci na agendę, a ja będę głośno o tym mówiła. Dzięki temu, że stanę przed sądem, będę mogła być głosem ofiar, które niejednokrotnie nawet nie mają sił, by mówić o tym, co je spotkało - zapowiedziała Joanna Scheuring-Wielgus.

Jak dodała, mówienie o przestępstwach Kościoła jest w Polsce bardzo ważne. - Proces ujawniania informacji (na ten temat), idzie powoli, ale trwa. Widzę, jak wiele osób zaczyna dojrzewać, by w końcu zobaczyć te przestępstwa, żeby zobaczyć, że coś jest nie tak, w tej instytucji, że księża są przenoszeni - stwierdziła posłanka Lewicy. 

DOSTĘP PREMIUM