Inflacja w kwietniu znów do góry. "Wali po głowach rodziny, ale pozwala rządowi się obławiać"

- Inflacja jak kij - ma dwa końce. Jednym z nich wali po głowach polskie rodziny, emerytów, pracowników i kredytobiorców. Z drugiej strony pozwala bankom i rządowi obławiać się w dodatkowe środki. Bo inflacja to jest taki dziwny kryzys ekonomiczny, w którym tracą obywatele, ale zyskuje sektor bankowy i budżet państwa - mówiła w TOK FM Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Lewicy.
Zobacz wideo

Mamy w Polsce do czynienia z inflacją najwyższą od ponad 20 lat. Według Głównego Urzędu Statystycznego, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 12,3 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem o 2,0 proc. Premier Mateusz Morawiecki winą za inflację obarcza wojnę w Ukrainie i Władimira Putina. - Musimy sobie dzisiaj zdać sprawę, że jest to druga wielka broń Putina - "putinflacja" - mówił. - Inflacja, poprzez którą chce zniszczyć rozwój gospodarczy i odbudowę gospodarczą po pandemii - dodał.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Koalicyjnego Klubu Poselskiego Lewicy przyznała w TOK FM, że inflacja ma swoje źródła w sytuacji geopolitycznej Polski, ale - w jej ocenie - jest przede wszystkim "efektem nieudolnej polityki państwa". - Inflacja jak kij - ma dwa końce. Jednym z nich wali po głowach polskie rodziny, emerytów, pracowników i kredytobiorców. Z drugiej strony pozwala bankom i rządowi obławiać się w dodatkowe środki. Bo inflacja to jest taki dziwny kryzys ekonomiczny, w którym tracą obywatele, ale zyskuje sektor bankowy i budżet państwa - podkreśliła.

Zwracała uwagę na to, jak inflacja z miesiąca na miesiąc zmienia sytuację ekonomiczną polskich rodzin. - Senior zagląda do portfela i widzi, że marcowa waloryzacja emerytury już de facto zniknęła, bo została zjedzona przez inflację. Taki emeryt chciałby pomóc np. swojemu wnukowi, który założył własną rodzinę, spłaca kredyt na mieszkanie i dojeżdżają go raty, ale nie może, bo emerytura jest tak niska. Do tego jeszcze są pracownicy, którzy widzą, że ze względu na politykę państwa i sytuację geopolityczną jego pieniądze wyparowują. Czyli jedna czy dwie pensje w skali roku są pochłaniane przez inflację - stwierdziła.

"Polakom bieda zaczyna zaglądać do oczu"

Zdaniem posłanki Lewicy rząd powinien podjąć takie decyzje, które sprawią, że zwiększone wpływy do budżetu zostaną przekazane obywatelom. - Dlaczego nie możemy powiedzieć bankom, że poradzą sobie, jeśli np. zastosujemy mechanizmy finansowe zmuszające do zwiększenia oprocentowania lokat? Albo jeśli zamrozimy WIBOR na poziomie z grudnia 2019 roku, żeby efektywnie obniżyć raty kredytów na pierwsze mieszkanie? – pytała.

Zasugerowała także, że rząd skupia się na chronieniu banków, co uznała za "bardzo nieodpowiedzialne". - Sprowadzanie problemu kredytów do tego, żeby one były spłacane, a nie do tego, żeby te spłaty nie drenowały doszczętnie portfeli Polaków, to jest brak ludzkiej twarzy ekonomii – powiedziała.

Jednak prowadzący Poranek TOK FM Jacek Żakowski przypomniał, że premier Mateusz Morawiecki ogłosił w poniedziałek plan wsparcia kredytobiorców. Wskazane przez Morawieckiego rozwiązania to m.in. wakacje odsetkowe raz na kwartał. - Tyle że pan premier proponuje wakacje kredytowe dopiero za kilka miesięcy, a kredyty spłacać trzeba teraz. Więc tak naprawdę nie proponuje nic, żadnej pomocy dla kredytobiorców, którym średnio rata kredytu pochłania nawet 40 proc. ich dochodów – zauważyła Agnieszka Dziemianowicz-Bak.

Gościni TOK FM zwróciła również uwagę, że na problem inflacji i rosnących rat kredytów mieszkaniowych rząd powinien patrzeć całościowo. - Bo mamy dramaty w polskich rodzinach. Polakom bieda zaczyna zaglądać do oczu. Jest obowiązkiem moralnym i politycznym rządu, żeby w tej sytuacji obywatelom pomóc. Tym bardziej że są na to środki, ponieważ wpływy z inflacji powodują, że budżet państwa ma się całkiem dobrze - oceniła i dodała, że rządom opłaca się utrzymywanie inflacji.

DOSTĘP PREMIUM