Skruszony sędzia o aferze hejterskiej: Podziemna wojna przedstawicieli władzy z wymiarem sprawiedliwości

- Ministerstwo Sprawiedliwości zwalcza sędziów, którzy nie zgadzają się na ustępstwa wobec polityków - mówił w TOK FM sędzia Arkadiusz Cichocki, który należał do słynnej hejterskiej grupy Kasta, a dziś opisuje jej metody działania. Grupa obrała za cel sędziów, którzy krytykowali zmiany wprowadzane przez ministra Zbigniewa Ziobrę.
Zobacz wideo

Afera hejterska w Ministerstwie Sprawiedliwości wybuchła w 2019 roku, po ujawnieniu przez Onet, że ówczesny wiceszef resortu Łukasz Piebiak stoi za zorganizowanym hejtem wobec sędziów, którzy sprzeciwiają się wdrażanym przez PiS zmianom w wymiarze sprawiedliwości. Teraz głos zabrali dwaj sędziowie, Arkadiusz Cichocki i Tomasz Szmydt, którzy byli związani z grupą, która sterowała atakami. W piątek (29 kwietnia) pojawili się na posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości. Ale obrady zostały zakończone - decyzją Marka Asta z PiS. Sędziowie wystąpili za to na zwołanym przez opozycję posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. reformy wymiaru sprawiedliwości.

Sędzia Sądu Okręgowego w Gliwicach Arkadiusz Cichocki mówił w TOK FM, że chciał na posiedzeniu komisji sprawiedliwości opowiedzieć o tzw. aferze hejterskiej, by przeciwdziałać nadużyciom w wymiarze sprawiedliwości. - Niestety ja i sędzia Tomasz Szmydt okazaliśmy się persona non grata. Nasza obecność doprowadziła do tak dużego zamieszania, że obrady komisji zostały zerwane. To była dla mnie dość zaskakująca sytuacja, bo przybyłem tam nie po to, żeby zabierać siłowo mikrofon i nieproszony zabierać głos – stwierdził w rozmowie z Jackiem Żakowskim.

W ocenie sędziego "trwa podziemna wojna przedstawicieli władzy z wymiarem sprawiedliwości". - Uczestniczyłem w niej. Nie chcę oceniać, czy trafne wobec mnie jest określenie "skruszony", czy "kalkulujący". Od tzw. dobrej zmiany w wymiarze sprawiedliwości odciąłem się i zostałem odcięty już prawie 3 lata temu – mówił i dodał, że stało się to wtedy, gdy został wyrzucony z posady prezesa sądu w Gliwicach. - W zasadzie dzisiaj wróciłem do sytuacji sprzed mojego objęcia wygodnej posady w fotelu dobrej zmiany i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Nie korzystam z żadnych profitów od trzech lat – zapewniał.

Jak stwierdził, obóz rządzący walczy z grupą sędziów, których nazywa "kaściakami" lub "szkodnikami". To grupa sędziów, którzy nie godzą się na ustępstwa wobec władzy i – zdaniem Arkadiusza Cichockiego – są dla niej niewygodni, bo jej przeszkadzają. - Tymczasem sędziowie właśnie mają przeszkadzać, patrzeć na ręce władzy i ją oceniać – podkreślił.

Jak dodał, niezależne od polityków sądy są potrzebne obywatelom, którzy "zderzają się z machiną państwa". - Np. w takich sytuacjach, gdy zwykły obywatel zderza się na drodze z konwojem rządowym, a potem przez pięć lat wymiar sprawiedliwości próbuje dość do tego, jaka była przyczyna tego banalnego zdarzenia, jakim jest wypadek drogowy – mówił, nawiązując do kolizji drogowej z 2017 roku z udziałem ówczesnej premier Beatą Szydło. Wioząca ją limuzyna rządowa zderzyła się z autem, którym kierował 20-letni Sebastian Kościelniak. Emerytowany oficer Biura Ochrony Rządu ujawnił później, że on i pozostali funkcjonariusze, którzy jechali z Beatą Szydło, gdy doszło do wypadku, składali fałszywe zeznania.

"Akcje dezinformacyjne" wobec sędziów

Arkadiusz Cichocki podał też przykład pokazujący, jak obecna władza wpływa na organizacje prac sądów i pośrednio samych orzekających. - Jako prezes sądu w Gliwicach otrzymałem informację, że przewodniczącego jednego z dobrze działających wydziałów, należy natychmiast zdjąć z funkcji – mówił i zasugerował, że stało się tak, bo ów sędzia nie spodobał się władzy. - Nie zrobiłem tego, bo nie psuje się świetnie naoliwionej maszyny. Sądami nie zarządza się siłą, bo siłowo tworzy się tylko konflikty – tłumaczył.

Jak jednak wyjaśniał, sędziów nieprzychylnych "dobrej zmianie" spotykał hejt, który przenikał do mediów rządowych. - Wobec nich były podejmowane akcje dezinformacyjne, które miały na celu redukcje ich wpływów w środowisku sędziowskim (...) Chodziło o to, żeby zobaczyli, że nie mają żadnych szans w zderzeniu z machiną państwa – podsumował rozmówca Jacka Żakowskiego.

DOSTĘP PREMIUM