Inflacja może zedrzeć teflon z PiS-u. "Jak rozmawia się z politykami obozu rządzącego, to są tym przerażeni"

Słyszałam od rządzących, że już muszą przygotowywać ludzi na to, że będzie ciężko. Więc mają świadomość tego, jak trudna będzie sytuacja gospodarcza - mówiła w TOK FM Joanna Miziołek z "Wprost". Jak dodała, jeśli Polakom zacznie nie starczać do pierwszego i będą mieli poczucie biedy, to PiS straci władzę.
Zobacz wideo

Rosnąca wysokość rat kredytów i galopujące ceny to coraz większy problem dla rządu, premiera i całej rządzącej prawicowej koalicji. Potwierdza to najnowszy sondaż IBRiS, przeprowadzony dla "Rzeczpospolitej". Najwięcej, bo 31,3 proc. ankietowanych uznaje, że winę za inflację ponosi obecny prezes banku centralnego Adam Glapiński, a 28,2 - że PiS i cała ekipa rządząca. To razem prawie 60 proc. badanych. Jest też spora grupa respondentów, która wskazuje odpowiedzialność przywódcy Rosji i wywołanej przez niego wojny w Ukrainie - to 22,4 proc. Niewielka część pytanych wskazuje na Unię Europejską - 6,6 proc. Prawie nikt nie wskazał opozycji.

Wyniki tego sondażu komentowały w Poranku TOK FM komentatorki: Renata Kim z "Newsweeka" i Joanna Miziołek z tygodnika "Wprost". Zdaniem tej drugiej, kiedy przyjdą wybory, nie będzie miało znaczenia, kto jest winny wysokich cen. - Będzie miało znaczenie tylko to, że ludziom gorzej się żyje (…) Wtedy będą chcieli zmiany i to nie będzie dobre dla PiS. Bo zrozumieją, że ta partia nie poradziła sobie z sytuacją. Jak dzisiaj się rozmawia z politykami obozu rządzącego, to są tym przerażeni. A tym bardziej są przerażeni, że jesteśmy krajem frontowym, rynki finansowe nie chcą u nas inwestować - mówiła w rozmowie z Janem Wróblem.

W jej ocenie, dodatkowym problemem dla PiS są zablokowane środki europejskie z Krajowego Planu Odbudowy. - To nawet nie chodzi o to, czy realnie dostaniemy te pieniądze, tylko o sygnał, czy Bruksela nam chce, czy nie chce przyznawać pieniędzy. Bo jeżeli rynki finansowe słyszą, że Bruksela jest z nami w konflikcie i nie chce nam dawać pieniędzy, to je motywuje do tego, żeby nie inwestować – tłumaczyła.

Powołała się na swoje rozmowy z otoczeniem premiera Mateusza Morawieckiego, w którym – jak mówiła - panuje przekonanie, że wszystkie te czynniki doprowadzą do "ogromnego kryzysu gospodarczego w Polsce". - Już teraz niektórym raty kredytów wzrosły o ponad tysiąc złotych. To jest dla nich dramatyczne. A jeśli jeszcze PiS nie będzie umiał wygrać sytuacji z KPO ani gospodarczo wyjść na prostą, to wygra opozycja (…) Słyszałam od rządzących, że oni już muszą przygotowywać ludzi na to, że będzie ciężko. Więc mają świadomość tego, jak trudna będzie sytuacja gospodarcza – podkreśliła i dodała, że jeśli ludziom zacznie nie starczać do pierwszego i będą mieli poczucie biedy, to PiS straci władzę.

"Pieniądze topnieją nam w rękach"

Z kolei Renata Kim z „Newsweeka" zwróciła uwagę, że przez lata PiS był teflonową partią, do której "nie przyklejały się" żadne afery. - Wszyscy jednak wieszczyli, że jedyną rzeczą, która może pozbawić PiS władzy, jest potężne załamanie gospodarcze. Problem polega na tym, że za te problemy gospodarcze nie zapłaci wyłącznie PiS, ale my wszyscy, co widzimy już teraz. Nasze pieniądze topnieją nam w rękach i widzimy, że nasze życie się pogarsza. A przypomnę, że dotąd socjologowie mówili, że żyje nam się dobrze i to jest klucz sukcesów PiS-u – stwierdziła.

Jej zdaniem to pogorszenie jakości życia Polaków jest także konsekwencją złej polityki gospodarczej obozu władzy. - Prezes NBP popełnił gigantyczne błędy i do akcji (walki z inflacją – przyp. red.) wkroczył zbyt późno, czego konsekwencje ponosimy. Przypomnę też, że Polska jest mocno zadłużona – powiedziała i dodała, że w historii żadnego państwa nigdy nie było tak, iż w chwili kryzysu gospodarczego wyborcy mobilizują się wokół władzy, która do niego - choćby częściowo - doprowadziła.

DOSTĘP PREMIUM