"Dlaczego karpie miałyby głosować za Wigilią?". Jażdżewski uważa, że opozycja nie poprze wcześniejszych wyborów

- Zgadzam się, że być może po raz pierwszy od początku pandemii Kaczyński może dojść do wniosku, że wybory teraz mu się bardziej opłacają niż czekanie - ocenił w TOK FM Leszek Jażdżewski. Redaktor naczelny "Liberte!" uważa, że teraz przedterminowe wybory to nie jest pomysł, który powinna poprzeć opozycja.
Zobacz wideo

W koalicji rządzącej trzeszczy a przed władzą piętrzą się problemy - m.in. gospodarcze. Wrócił więc temat przyspieszonych wyborów. Zdaniem Leszka Jażdżewskiego to bardzo realny scenariusz. Ale - jak podkreślił redaktor naczelny "Liberte!" - trudno wskazać, w jakim terminie się odbędą. Gość Wywiadu Politycznego w TOK FM uważa, że to kwestia kilku miesięcy.

Decyzja Kaczyńskiego o wyborach to dopiero początek. Bo zmiana kalendarza wyborczego to nie jest wyłącznie kwestia dotycząca obozu władzy. - Nie jesteśmy w systemie brytyjskim, w którym premier mógłby ogłosić te wybory jednostronnie. Potrzebna jest zgoda opozycji - przypomniał Jażdżewski.  Zgodnie z zapisami Konstytucji RP Sejm może skrócić kadencję uchwałą, którą poprze co najmniej 2/3 głosów, czyli minimum 307 z 460 posłów i posłanek.

Rozmówca Karoliny Lewickiej przyznał, że "trudno mu sobie wyobrazić, żeby opozycja chciała pomagać PiS-owi". - Zgadzam się, że być może po raz pierwszy od początku pandemii, Kaczyński może dojść do wniosku, że wybory teraz bardziej mu się opłacają niż czekanie. Natomiast nie bardzo rozumiem dlaczego karpie miałyby głosować za Wigilią, żeby przywołać słynne powiedzenie Leszka Millera - argumentował.

Jażdżewski zwrócił uwagę także na to, że wśród obozu rządzącego nie wszyscy mogą ochoczo głosować za skróceniem kadencji. - Wielu posłów PiS-u może racjonalnie zakładać, że nie znajdzie się w następnym Sejmie. Oni mają bardzo wiele do stracenia - ocenił. 

Kalkulacje Donalda Tuska

Od czego zależy, czy opozycja zgodzi się na wcześniejsze wybory? - Wszystko jest kwestią tego, co skalkuluje Tusk. Czy bardziej mu się opłaca iść na wybory teraz, czy za rok. Opozycja może kalkulować, że tak naprawdę to są ostatnie momenty, kiedy PiS wciąż może powalczyć o zwycięstwo - uważa redaktor naczelny "Liberte!". Jego zdaniem skrócenie kadencji mogłoby być możliwe za pół roku, kiedy Platformie Obywatelskiej uda się bardziej skonsolidować opozycję lub po prostu zwiększyć poparcie dla swojej partii.

Pytaniem jest, jak największa partia opozycyjna wytłumaczyłaby brak poparcia dla skrócenia kadencji Sejmu. Gość TOK FM uważa, że to kwestia argumentów. - Wytłumaczeniem może być np. to, że wybory mogą się odbyć wcześniej, ale PiS powinien oddać opozycji część kontroli nad TVP, albo że powinno się poczekać do końca wojny. I PiS nie będzie w stanie spełnić tych warunków - wyjaśniał.

Jażdżewski uważa, że gdyby wybory odbyły się niedługo, to nawet jeśli Prawo i Sprawiedliwość by je przegrało, to - być może - niewielką różnicą głosów. I wtedy Kaczyński i jego współpracownicy mogliby próbować tworzyć koalicję rządową, poprzez wyciąganie posłów z innych ugrupowań. A to przecież taktyka, którą skutecznie uprawiają od lat.  - Opozycja musi mieć pewność, że idąc na wybory, wygra je, Myślę, że perspektywa wyborów za rok jest dużo lepsza dla opozycji niż w tym roku, gdy trwa wojna i PiS ma wciąż większe poparcie - przekonywał. 

"Przegrana z PiS-em po raz trzeci zmiecie obecną klasę polityczną"

Choć na razie - zgodnie z kalendarzem - wybory czekają nas za rok, już pojawiają się analizy i dyskusje, czy opozycja demokratyczna powinna wystawić jedną listę. O wspólnym starcie najczęściej mówi Donald Tusk i Koalicja Obywatelska oraz Ruch Samorządowy Tak! dla Polski. Zdecydowanym przeciwnikiem takiego rozwiązania jest Nowa Lewica. A Polska 2050 Szymona Hołowni oraz PSL opowiadają się raczej, za utworzeniem dwóch bloków wyborczych opozycji.

I takie rozwiązanie - według Leszka Jażdżewskiego - byłoby najlepsze. Jeden blok byłby skierowany do wyborców bardziej konserwatywnych, mieszkańców mniejszych miejscowościach. - Drugi blok to miałaby być grupa bardziej progresywna, wielkomiejska i postępowa - dodał.

Gość TOK FM nie ma wątpliwości, że opozycja musi się dogadać, bo wystawianie przez każdą z partii swojej listy, jest najgorszym z rozwiązań. - Sądzę, że te cztery partie, które mamy dzisiaj (w Sejmie) będą musiały bardziej kombinować i jakoś próbować się łączyć. Bo przegrana z PiS-em po raz trzeci, tak naprawdę zmiecie obecną opozycyjną klasę polityczną - podsumował rozmówca Karoliny Lewickiej. 

DOSTĘP PREMIUM