"Wybory miały być tej wiosny". Gowin ujawnia plan Kaczyńskiego na większość dla PiS-u

- Latem 2021 roku, kiedy sprzeciwiłem się Polskiemu Ładowi, premier przekonywał mnie, że będzie on wielkim sukcesem. Na jego fali tej wiosny miały się odbyć przedterminowe wybory, które zagwarantowałyby zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy - powiedział w "Poranku Radia TOK FM" Jarosław Gowin z Porozumienia.
Zobacz wideo

Gowin, który był gościem Macieja Głogowskiego, przyznał, że Jarosławowi Kaczyńskiemu bliska może być idea przedterminowych wyborów parlamentarnych. Zgodnie z kalendarzem wyborczym powinny się one odbyć jesienią 2023 roku, ale - jak się okazuje - myśl o ich przyspieszeniu pojawiła się w PiS już jakiś czas temu. 

- Latem 2021 roku, kiedy sprzeciwiłem się Polskiemu Ładowi, premier przekonywał mnie, że będzie on wielkim sukcesem i na jego fali tej wiosny miały się odbyć przedterminowe wybory, które zagwarantowałyby zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy. Jednak Polski Ład okazał się porażką, co do czego nikt chyba dziś nie ma wątpliwości - przyznał Jarosław Gowin.

Ale zaraz dodał, że nie oznacza to, iż Jarosław Kaczyński odrzucił ideę wcześniejszych wyborów. - Tyle że na dziś nie ma dobrego scenariusza, żeby je przeprowadzić. Gdyby istniał sposób na ich ogłoszenie, być może by się na to zdecydował, bo ma świadomość, że najbliższe lata będą bardzo trudne gospodarczo, że inflacja będzie z nami przez dłuższy czas - wskazywał lider Porozumienia, a do sierpnia 2021 roku wicepremier w rządzie Mateusza Morawieckiego. Jak dodał, do samorozwiązania Sejmu, czyli realizacji jednego ze scenariuszy prowadzących do przedterminowych wyborów, potrzebna jest w obecnej sytuacji zgoda największej partii opozycyjnej, czyli Platformy Obywatelskiej. - A PO, co wypowiedziała ustami Donalda Tuska, tego nie chce - dodał Gowin.

PiS i "efekt flagi"

Komentował również, że wysokie dziś notowania PiS w sondażach są "efektem flagi" - wynikają z konsolidacji społeczeństwa wokół rządzących w obliczu wojny czy zagrożenia. Ale, jak dodał, skala tego efektu wydaje się mniejsza, niż liczyli liderzy PiS. - Są takie notowania, które pokazują, że po przedterminowych wyborach PiS razem z Konfederacją mógłby rządzić trzecią kadencję. Jednak jak będziemy o tym rozmawiać za półtora roku, te notowania będą niższe niż obecnie - prognozował lider Porozumienia. 

Pytany przez Macieja Głogowskiego, czy w takiej sytuacji PiS ma czym straszyć Solidarną Polskę, która nie chce poprzeć zmian w ustawach sądowych (zmiana ta miałaby odblokować unijne środki na odbudowę po pandemii), Gowin ocenił, że mamy do czynienia z przeciąganiem liny, której żadna ze stron nie chce zerwać. - Jarosław Kaczyński bardzo chce pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, widzi, że rynki reagują nerwowo ze względu na fakt, że ich wciąż nie ma. A dla Zbigniewa Ziobry istotne jest utrzymanie wiarygodności w oczach najtwardszego, częściowo eurosceptycznego elektoratu. On się obawia, że pieniądze unijne trafią do nas kosztem firmowanych przez niego zmian w sądownictwie - tłumaczył gość TOK FM.

"Będę głosował przeciwko Glapińskiemu"

Na czwartek zaplanowane jest w Sejmie głosowanie w sprawie wyboru nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego. PiS chce, by był nim ponownie Adam Glapiński. Jarosław Gowin zapowiedział w "Poranku Radia TOK FM", że zagłosuje przeciw tej kandydaturze. - Bo Glapiński nie zdał egzaminu, jakim jest walka z inflacją - wyjaśnił. 

Jego zdaniem większość, którą w tym celu usiłuje zgromadzić PiS - poparcie zadeklarował już Zbigniew Ziobro oraz Paweł Kukiz - to "większość w złej sprawie". Podkreślił, że w okolicach obozu rządzącego są lepsi ekonomiści na to stanowisko. Wskazał przy tym szefa Giełdy Papierów Wartościowych Marka Dietla, którego nazwisko ma się pojawiać w dyskusjach na ten temat. 

DOSTĘP PREMIUM