Wcześniejsze wybory? Ekspert wieszczy inny scenariusz i przypomina rząd Marka Belki

Prawo i Sprawiedliwość ma coraz większy problem z uzyskaniem większości dla swoich pomysłów. Coraz więcej mówi się w tym kontekście o przyspieszonych wyborach. Zdaniem Wojciecha Szackiego, analityka Polityki Insight, bardziej prawdopodobny jest jednak inny scenariusz.
Zobacz wideo

Sejmowa komisja sprawiedliwości wróciła w środę do prac nad prezydenckim projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. W założeniu projekt ten ma doprowadzić do odblokowania pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Na zaproponowane zmiany nie zgadza się jednak Solidarna Polska, która zgłosiła liczne poprawki. Chodziło w nich m.in. o wykreślenie "testu niezawisłości sędziego". Poprawki zostały jednak odrzucone przez komisję, co oznacza kolejny duży zgrzyt w koalicji rządzącej. A także niepewność, czy projekt zostanie przegłosowany przez Sejm. 

Jak zauważył Mikołaj Lizut, PiS prawdopodobnie liczy, że przerzuci odpowiedzialność za przyjęcie projektu na opozycję. Zdaniem analityka Polityki Insight Wojciecha Szackiego, partie opozycyjne mogą nie być jednak chętne do poparcia tych zmian, zwłaszcza, że wcześniej komisja odrzuciła także zgłoszone przez nią poprawki. - Mam wrażenie, że opozycja po początkowym okresie, gdy dość przychylnie patrzyła na ten projekt prezydencki, a przynajmniej PSL, już taka przychylna nie jest - ocenił Szacki i dodał, że nie wyklucza, że sprawa projektu nie rozstrzygnie się także na tym posiedzeniu Sejmu. 

"Jarosław Kaczyński nie ma wszystkich kart w ręku"

Straszakiem, jakiego używa PiS, aby skłonić koalicjantów do głosowania za ustawą mogą być przedterminowe wybory. Mogłyby one oznaczać eliminację Solidarnej Polski ze sceny politycznej. Analityk Polityki Insight uważa jednak, że takie rozwiązanie jest mało realne.  

- O przyspieszonych wyborach mówi najczęściej Ryszard Terlecki, który jest niezastąpiony w tego typu deklaracjach. Gdy przychodzi do straszenia koalicjantów; to on się z chęcią tego zadania podejmuje. Terlecki zdaje się nie przepada za Solidarną Polską i grupami "postgowinowymi". Ale także za pojedynczymi posłami PiS-u, którzy łamią dyscyplinę - mówił Szacki. 

Gość TOK FM przypomniał, że kluczowe jest zdanie szefa PiS, jednak "Jarosław Kaczyński nie ma wszystkich kart w ręku", jeśli chodzi o przyspieszone wybory. Do skrócenia kadencji Sejmu potrzebne jest bowiem 307 głosów. A więc Kaczyńskiemu musiałaby pójść na rękę opozycja. - A niekoniecznie powie: "Drogi Jarosławie oczywiście zgadzamy się, jak ty przyjdziesz do nas z wnioskiem o przyspieszone wybory, to my następnego dnia go posłusznie i karnie przegłosujemy" - stwierdził Szacki i dodał, że niełatwo będzie taką większość zdobyć. Jego zdaniem skuteczniejszym straszakiem byłoby więc wyrzucenie Ziobry z kolacji.

- Łatwiej może się zdarzyć nawet przejściowe rozejście się koalicji niż przyspieszone wybory - stwierdził. - Ta koalicja mogłaby np. po trzech miesiącach zejść się znowu. Rząd mniejszościowy Marka Belki trwał i radził sobie przez jakiś czas, aż do wyborów - przypomniał ekspert. 

"Maszyna PiS-owska się mocno pozacinała"

Analityk Polityki Insight pytany był także o rozgrywkę wokół wyboru prezesa NBP Adama Glapińskiego na drugą kadencję. Także w tym przypadku PiS od dłuższego czasu stara się zebrać wystraczającą liczbę głosów. Według nieoficjalnych informacji to właśnie tej sprawie miało być poświęcone posiedzenie klubu PiS na Nowogrodzkiej, czyli w siedzibie partii. - To jest niesamowita zmiana w porównaniu z poprzednią kadencją, gdy po prostu działo się to, co zażyczył sobie Jarosław Kaczyński. Z dnia na dzień czasami były przegłosowywane ustawy i wybierane różne osoby na stanowiska. Teraz zarówno jeśli chodzi o ustawę o Sądzie Najwyższym, jak i w przypadku Adama Glapińskiego to się niesamowicie wlecze - mówił Szacki. 

Przypomniał, że już przed poprzednim posiedzeniem Sejmu w kwietniu prominentni politycy PiS-u mówili, że Glapiński zostanie wybrany. Sprawa z projektem o SN zaczęła się zaś w lutym. - To pokazuje, że ta maszyna PiS-owska się mocno pozacinała - wskazał Szacki. - Ci posłowie z dalszych ław PiS-u, przychodzą co chwila do Jarosława Kaczyńskiego albo Ryszarda Terleckiego i czegoś sobie życzą. Solidarna Polska nie jest aktywna w sprawie Glapińskiego, ale wykorzystuje tę sytuację, żeby pokazać siłę swoich głosów i ugrać coś na boku. Grupy Adama Bielana, Marcina Ociepy również występują z różnymi żądaniami. Paweł Kukiz od czasu do czasu demonstruje swoją niezależność - analizował ekspert.

Szacki ocenił, że mamy do czynienia z "kryzysem obozu władzy, który jest już znużony po 6 latach rządzenia". - Teraz to jest konserwowane przez nieco wyższe sondaże i wojnę w Ukrainie, ale jeśli zdejmiemy na chwilę ten filtr, to zobaczymy, że w drugiej kadencji PiS jest pozbawiony inicjatywy, niezdolny do jakiekolwiek akcji ofensywnej. Jeśli już się na coś zdobędzie to jest weto prezydenckie jak z "lex TVN" albo po prostu tych ustaw nie ma - powiedział analityk. 

Jak jednak zauważył, także ten efekt gromadzenia się wokół flagi niedługo się skończy, a głównym tematem stanie się galopująca inflacja. - Polacy będą się skupiali na swoim bezpieczeństwie socjalnym - ocenił i dodał, że partie właśnie na tym będą budować swoje poparcie. - Tego portfela w kampanii będzie znacznie więcej niż różańca - podsumował Szacki.

DOSTĘP PREMIUM