Rosyjskie paliwo jądrowe nad Polską. Dziennikarze ujawnili manipulacje polskiego rządu

"Polski rząd zapewniał, że to Komisja Europejska prosiła o zgodę na przewożenie przez nasz kraj paliwa jądrowego z Rosji na Węgry. Przeczą temu jednak dokumenty" - poinformował Onet. Serwis skontaktował się także nieoficjalnie z brukselskim urzędnikiem, który także nie potwierdził tych informacji.
Zobacz wideo

Jak poinformował Onet, Rosjanie latali na Węgry przez Polskę w kwietniu cztery razy. "Za zgodą polskiego rządu wozili paliwo do węgierskiej elektrowni atomowej w Paks, którą rozbudowuje Rosatom - kontrolowany przez Kreml koncern, który buduje dwa nowe bloki tej siłowni w 80 proc. z rosyjskiego kredytu. Umowę w tej sprawie osobiście dopinali w 2014 r. Władimir Putin i Viktor Orban" - czytamy.

Minister mówi o sugestiach ze strony Komisji Europejskiej

Ze sprawy tłumaczył się w Sejmie minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, który nadzoruje Urząd Lotnictwa Cywilnego. Szef resortu tłumaczył m.in. że energetyka jądrowa nie podlega unijnym sankcjom oraz że "wcześniej Polska przepuściła przez swoją przestrzeń powietrzną paliwo jądrowe z Rosji do elektrowni na Słowacji. Sami Słowacy również przepuścili kwietniowe transporty na Węgry" - informował Onet. 

Dodał także, że "organizacja tych transportów lotniczych była uzgadniana z Komisją Europejską". - Mało tego i myślę, że pan prezes Samson (prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego – red.) to potwierdzi, Komisja Europejska występowała o zgodę na zorganizowanie tych przelotów, tłumacząc to właśnie stanem zagrożenia i takie były wprost sugestie ze strony Komisji Europejskiej - mówił Adamczyk.

Dowodów brak

Onet wystąpił do Ministerstwa Infrastruktury i Urzędu Lotnictwa Cywilnego o dowody potwierdzające słowa szefa resortu, w tym "dokumenty lub korespondencję mailową, która potwierdzałaby, że Bruksela rzeczywiście występowała o zgodę na przeloty z rosyjskim paliwem jądrowym".

"Urzędnicy nie byli jednak w stanie przedstawić żadnych dowodów. Rzecznik resortu infrastruktury odpisał jedynie, że Polska nie złamała unijnych przepisów, energetyka jądrowa nie jest objęta sankcjami, zaś procedura wydania zgody na przeloty odbyła się we współpracy z Komisją Europejską i Agencją Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA)" - czytamy.

Onet informuje, że biuro prasowe ULC podkreśliło z kolei jedynie, że unijni urzędnicy "nie zgłaszali zastrzeżeń" do wydawanych zgód na transporty z Rosji na Węgry przez Polskę.

Serwisowi udało się jednak nieoficjalnie porozmawiać z urzędnikiem Komisji Europejskiej, który zdradził kulisy kontaktów z polskim rządem w tej sprawie. "Doszło do nieformalnego kontaktu między właściwymi organami krajowymi a komisją, aby pomóc organom krajowym ocenić, czy takie loty mogą być objęte odstępstwem przewidzianym w art. 3d.3 (rozporządzenia ws. sankcji wobec Rosji - red.) i czy państwa członkowskie mogłyby je zgodnie z prawem autoryzować. Zezwolenia były jak zawsze wydawane przez państwa członkowskie" - czytamy.

Rozmówca Onetu nie potwierdził, by KE prosiła polski rząd o zgodę. Jak przekazał portal, dowodu na to nie było także w dokumentach, które w trakcie kontroli poselskiej w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego uzyskał Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej. 

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM