"Bydlak, kretyn, mośki". Język grupy Piebiaka jak zza "drzwi toalety"

- Polityka od mniej więcej dekady została zdefiniowana w ten sposób, że mamy walkę przeciwnych grup, które trzeba zniszczyć. I tym sędziom było opowiadane to tak, że oni są na froncie, w okopach i w związku z tym mają zniszczyć "kaściaków" - mówił w TOK FM prof. Jacek Wasilewski z UW.
Zobacz wideo

Do grupy "Kasta", która miała zwalczać przeciwników reform sądownictwa Zbigniewa Ziobry należeli sędziowie i prawnicy skupieni wokół byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka. W wyniku dziennikarskiego śledztwa ujawniane są kolejne fragmenty rozmów, które prowadzili ze sobą w sieci. Uwagę przykuwa m.in. język, którego używali. Jak cytowała w TOK FM Karolina Lewicka, padały określenia: "bydlak", "kutasina", "trzeba utłuc kaściaka" (czyli osobę przeciwną reformom), "mośki", "amerykańce", "ruscy", "szwaby", "chinolskie", czy "kretyni rządzący stolicą". 

W Poranku Radia TOK FM prof. Jacek Wasilewski stwierdził, że język, który pojawia się w rozmowach na komunikatorze tej grupy, traktowałby jako język "za drzwiami toalety". Przypomniał prowadzone przez siebie badania jeszcze sprzed czasów internetu. - Na drzwiach toalety wypisywano bardzo różne rzeczy, ponieważ była taka zasłona anonimowości i można było pisać brzydkie rzeczy. I trochę ten komunikator - jako taki ukryty pokój - był taką toaletą, w której można było się spotkać i w której uczniacy palili szlugi i mówili brzydkie rzeczy na nauczycieli i tak dalej - ocenił autor Programu Językowego w TOK FM.

Zwrócił tym samym uwagę na "pewną niedojrzałość osób, które w ten sposób rozmawiają" oraz rolę, w którą zostały one wtłoczone. - Polityka od mniej więcej dekady została zdefiniowana w ten sposób, że mamy walkę przeciwnych grup, które trzeba zniszczyć. I tym sędziom było definiowane to tak, że oni są na froncie, w okopach i w związku z tym mają zniszczyć jakichś wirtualnych "kaściaków", którzy taką dostali etykietę. I oni się w ten sposób zachowują (ci sędziowie - red.) - tłumaczył.

Jak mówił, osoby skupione wokół Łukasza Piebiaka skupili się na atakowaniu wroga. - A żeby dobrze atakować wroga, trzeba go językowo upodlić - zwracał uwagę.

"Im więcej mamy przyzwolenia na ataki, tym bardziej jesteśmy żołnierzami w okopach"

Prowadząca program Karolina Lewicka zastanawiała się, czy mamy do czynienia z mentalności osób, które stworzyły grupę "Kasta", czy z nowym modelem komunikacji. Jak ocenił prof. Wasilewski, wpływ na styl porozumiewania się mają oba wymienione czynniki. I zwrócił uwagę, że wybrano osoby "nabuzowane", które będą mieć motywację, by niszczyć przeciwnika. - Jeżeli Ministerstwo Sprawiedliwości mówi: my tak działamy, to jest nasz cel i my w ten sposób taką grupę robimy, żeby niszczyć "kaściaków", to upowszechnia się pewna norma i trudniej się z niej wyłamać - tłumaczył. 

Ekspert uważa, że gdyby obowiązywały inne normy, to nie można wykluczyć, że ci sami sędziowie mogliby mówić "pięknym językiem Olgi Tokarczuk". - W dużej mierze zależne jest to od bańki, w której oni funkcjonują. I to, że takie normy zostały dopuszczone w instytucji publicznej, która podjęła się działań nietransparentnych, pogłębia pewną patologię. Im więcej mamy transparentności, tym więcej się pilnujemy. Im więcej mamy przyzwolenia na ataki, tym bardziej jesteśmy żołnierzami w okopach, a nie sędziami - przekonywał.

"Brawa są dlatego, że komuś przyłożyliśmy, a nie, że kogoś przekonaliśmy"

Prof. Jacek Wasilewski analizował też, dlaczego knajacki język jest częściej używany przez polityczne elity. Zwrócił uwagę na to, że w debacie politycznej nie chodzi już o to, aby zwracać się do siebie. Bo w czasie debat politycznych najczęściej mówi się... do mediów, a nie osób, które w niej uczestniczą. - Jesteśmy zdefiniowani jako osoby, które zadają ciosy i brawa są dlatego, że komuś przyłożyliśmy, a nie dlatego, że kogoś przekonaliśmy - podkreślił językoznawca.

Do tego trzeba pamiętać, że obecnie rekrutacja do elit odbywa się inaczej, niż dawniej bywało. - To, co się obecnie dzieje sprawia, że do elit wchodzą osoby, które mają trochę inny kapitał społeczny, kulturowy niż kiedyś. I właściwie (...) nie ma momentu przedpokoju: czyli czasu, żeby się trochę oładzić, żeby się trochę przyzwyczaić. Tylko od razu te elity polityczne są wysyłane na front i mają pokazać jak bardzo dają odbiór - podsumował rozmówca Karoliny Lewickiej.

DOSTĘP PREMIUM