"Przestańcie się tym dzisiaj zajmować". Jażdżewski o "obsesji warszawskich publicystów i polityków"

- Im więcej opozycja mówi o sobie, tym mniej ma zainteresowania Polaków, bo sorry, ale ten temat interesuje może parędziesiąt tysięcy aktywistów. Oczywiście Tusk widzi ich na spotkaniach ze sobą, na Twitterze, ale naprawdę to nie jest ogół Polaków. Ludzie mają większe zmartwienia, nie żyją konfiguracją list wyborczych i nie liczą sobie w Excelu, kto w jakim okręgu dostanie ile mandatów - mówił w TOK FM Leszek Jażdżewski, publicysta "Liberte!".
Zobacz wideo

Od wielu tygodni ciągnie się publiczna dyskusja o tym, w jakiej konfiguracji opozycja powinna pójść na wybory. Do utworzenia jednej listy nawołuje przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk. - Naprawdę nie trzeba być Sokratesem ani Einsteinem, by to wiedzieć. Ryzyko wygranej PiS-u jest tym większe im bardziej podzielona jest opozycja - mówił ostatnio były premier. To, że zjednoczona opozycja pokonałaby PiS potwierdzają także sondaże. Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz na antenie TOK FM przekonywał jednak, że - według badań - większy sukces gwarantują dwie listy opozycji.

- Przyznam, że trochę nie rozumiem tej obsesji warszawskich publicystów i polityków, mówienia półtora roku przed wyborami o wspólnej liście. Mam takie deja vu z czasów negocjacji ciągnących się miesiącami, od kiedy PiS rządził w pierwszej kadencji do powołania w końcu po wielu próbach Koalicji Europejskiej. Wszyscy byli już tak zmęczeni, że to, czego się domagali na początku, już nie cieszyło - mówił w Poranku TOK FM Leszek Jażdżewski, publicysta "Liberte!".

Gość Karoliny Lewickiej dodał, że - według niego - takie rozmowy powinny toczyć się nie publicznie, a za zamkniętymi drzwiami. - Im więcej mówienia o tym publicznie, tym mniej powagi w realnych rozmowach na zapleczu. To jest po prostu jakiś rodzaj pozycjonowania się politycznie przed wyborami, a nie realnych prób jednoczenia - ocenił.

"Im więcej opozycja mówi o sobie, tym mniej ma zainteresowania Polaków"

Zdaniem Jażdżewskiego, jeśli opozycja chce odnieść wyborczy sukces, powinna skupić się na tematach programowych. - PiS zajmował się sobą i przede wszystkim Platformą przez wiele lat, aż w końcu zaczął się zajmować sprawami, które Polaków obchodziły. I to był właśnie kluczowy 2014-2015 rok - wskazał. Publicysta "Liberte!" przypomniał, że wtedy - nie tuż przed wyborami, a rok-półtora przed wyborami, PiS zorganizował wielkie konferencje, gdzie przedstawił swoją wizję Polski.

- Im więcej opozycja mówi o sobie, tym mniej ma zainteresowania Polaków, bo sorry, ale ten temat interesuje może parędziesiąt tysięcy aktywistów. Oczywiście Tusk widzi ich na spotkaniach ze sobą, na Twitterze, ale naprawdę to nie jest ogół Polaków. Ludzie mają większe zmartwienia, nie żyją konfiguracją list wyborczych i nie liczą sobie w Excelu, kto w jakim okręgu dostanie ile mandatów - mówił Jażdżewski. I zwrócił się do polityków opozycji: Przestańcie się tym dzisiaj zajmować. Jeśli naprawdę chcecie o tym rozmawiać, to zróbcie to w gabinetach i przyjdźcie do nas (wyborców), kiedy będziecie już mieć gotowe rozwiązanie. 

"Albo będzie jedna lista albo PiS będzie rządziło"

Publicystka "Newsweeka" Renata Grochal przypomniała jednak, że Zjednoczona Prawica też łączyła się w bardzo widowiskowy, medialny sposób. Wspomniała pamiętną zdradę Jacka Kurskiego. - Zostawił konającego już Zbigniewa Ziobrę i jego Solidarną Polskę po eurowyborach. Następnie zaczął udzielać wywiadów, że Ziobro nie nadaje się na lidera, a jedynym liderem jest Jarosław Kaczyński - wskazała. Jak dodała, Kurski wygłaszał to nawet na kongresie PiS-u, "wbijając sztylet w serce Ziobrze". - Mówił, że Ziobrze trzeba było zmieniać pampersy i on miał już tego dosyć, przechodzi do PiS-u. No i Zbyszku zapraszamy cię tutaj - relacjonowała.

Podkreśliła, że nawet tak upokorzony Ziobro potrafił dogadać się z Kaczyńskim. - Tylko dlatego, że sam nie miał szansy wejść do parlamentu - mówiła Grochal. Jej zdaniem więc "im słabsze będą mniejsze partie opozycyjne, tym bardziej będą chciały dogadać się z Platformą". - Dziś są widocznie jeszcze zbyt silne - oceniła.

Dziennikarka wskazała, że "tutaj z pomocą może przyjść Jarosław Kaczyński" i zmienić ordynację wyborczą. - Jeśli będzie dążył do podzielenia Polski na sto nowych okręgów, realny próg wyborczy się podwyższy, co będzie skłaniać do stworzenia wspólnej listy - stwierdziła Grochal.

Gościni TOK FM odniosła się także do wypowiedzi lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza o tym, że bardziej korzystne jest utworzenie dwóch opozycyjnych bloków. - Albo będzie jedna lista albo opozycja pójdzie podzielona, bo dwie listy to jest najtrudniejszy wariant - wskazała. Argumentowała, że w tej konfiguracji PSL z Hołownią chce zagarnąć konserwatywno-centrowy elektorat, wpychając PO w ramiona SLD. - To nie jest w interesie Platformy. Albo będzie jedna lista albo PiS będzie rządziło - podsumowała publicystka "Newsweeka".

DOSTĘP PREMIUM