Senat próbuje ograć PiS. "Wie, że władza za chwilę ogłosi pseudosukces, choć w plecy jesteśmy kilka miliardów"

Możliwe, że kolegium unijnych komisarzy zatwierdzi w środę KPO dla Polski. - To żaden sukces, to jest ucieczka spod toporu. Bo gdyby w sprawie likwidacji Izby (Dyscyplinarnej - red.), nawet zamiany tej nazwy, władza dogadała się wcześniej, Polska nie straciłaby 5 miliardów euro zaliczki i uniknęłaby kar za nierespektowanie wyroku. A za to nikt teraz nie odpowie - komentowała w TOK FM Justyna Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Obóz rządzący uważa, że dzięki przyjęciu prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym Komisja Europejska uruchomi wypłaty dla Polski z unijnego funduszu odbudowy. Opozycja jest jednak innego zdania. Według niej ustawa nie spełnia wymogów stawianych Polsce przez Brukselę w kwestii praworządności. Dlatego Senat chce ją błyskawicznie poprawić. Ustawą zajmuje się już w środę na specjalnie zwołanym posiedzeniu - dzień przed wizytą szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w Warszawie.

- Senat przyspieszył posiedzenie pod presją PSL, bo chce poprawić ustawę przez wizytą von der Leyen. PSL liczy, że to utrudni PiS odrzucenie tych poprawek, gdy projekt wróci do Sejmu. Dla mnie to naiwność, władza się nie posunie ani o milimetr, bo i tak jakoś zakulisowo dogadała się z Komisją Europejską - mówiła w Poranku TOK FM Justyna Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej".

"Senat próbuje jak może"

Dziennikarka przypomniała jednak, że szefowa KE ma dać dopiero "zielone światło" i może ogłosić, że przyjęto plan "dochodzenia" do pieniędzy. - Kolejne transze mają być obwarowane realizacją kolejnych kamieni milowych. Nieoficjalne informacje są takie, że Komisja Europejska np. da rządowi 12 miesięcy na przywrócenie sędziów do orzekania - wskazała.

- Senat próbuje jak może, bo wie doskonale, że władza za chwilę ogłosi pseudosukces - koniec konfliktu z Brukselą. Choć w plecy jesteśmy kilka miliardów. To żaden sukces, to jest ucieczka spod toporu. Bo gdyby w sprawie likwidacji Izby (Dyscyplinarnej - red.), nawet zamiany tej nazwy, władza dogadała się wcześniej, Polska nie straciłaby 5 miliardów euro zaliczki i uniknęłaby kar za nierespektowanie wyroku. A za to nikt teraz nie odpowie - mówiła Dobrosz-Oracz.

Rozmówczyni Macieja Głogowskiego zauważyła jednak, że mimo wszystko władza się cofnęła. - I próbuje to doskonale wręcz zamaskować, bo przecież miesiącami ziobryści i twardogłowi w PiS zapowiadali, że nie ulegną żadnej presji Brukseli a teraz realizują kamienie, czy jak to niektórzy mówią, kamyczki milowe - podsumowała dziennikarka "GW". 

Także Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego i członek Komisji Budżetowej oraz Komisji Rozwoju Regionalnego w Parlamencie Europejskim uważa, że poprawki Senatu prawdopodobnie nie będą miały wpływu na decyzję KE. Zwrócił uwagę, że zostanie ona bowiem podjęta wcześniej. - Komisja, jeżeli chce podjąć decyzję, podejmie ją dzisiaj po godzinie 16. Trudno oczekiwać, żeby Senat zakończył swoje prace przed 16 - wskazał. I dodał, że pokazanie przez opozycję, w jakim kierunku toczą się prace, jest politycznie uzasadnione. Natomiast kluczowe dla dalszych działań będzie, co dokładnie wskaże Komisja jako kamienie milowe, czyli warunki, które Polska musi spełnić, aby otrzymać pieniądze. 

DOSTĘP PREMIUM