Na Słowiańsk spadają rakiety, ale miasto funkcjonuje. "Kładziony jest asfalt, sadzone są kwiaty"

Piotr Andrusieczko, korespondent Outriders i "Gazety Wyborczej" w Donbasie relacjonował, że cały czas zarówno na Słowiańsk, jak i Kramatorsk, spadają pociski rakietowe. - Takie przypadki są praktycznie codziennie. Największe obawy są takie, że rosyjskie wojska mogą zacząć ostrzeliwać Słowiańsk artylerią lufową, rakietową na dużą skalę, tak jak to miało miejsce z Siewierodonieckiem i Lisiczańskiem. Bo to miasto już jest w zasięgu tej artylerii - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

Ukraińcy już sto dni bronią się przed rosyjską agresją. W tej chwili najcięższe walki toczą się o Siewierodnieck, a więc o ostatnie fragmenty obwodu ługańskiego, które jeszcze nie są pod rosyjską kontrolą. Piotr Andrusieczko, korespondent Outriders i "Gazety Wyborczej" przebywa obecnie w sąsiednim obwodzie donieckim. Był m.in. w Słowiańsku i Kramatorsku. 

- Ta linia frontu jest już bardzo blisko Słowiańska. To może być mniej więcej 10 kilometrów w jednym z miejsc.To po prostu słychać - kanonadę artyleryjską z tej linii frontu, czasami też widać, bo np. można zobaczyć chmurę dymu od strony północno-wschodniej Słowiańska, czasami samoloty ukraińskie - relacjonował Andrusieczko. I wyjaśnił, że wbrew temu, co twierdzi Ministerstwo Obrony Rosji, lotnictwo ukraińskie nie zostało zniszczone. - Samoloty ukraińskie cały czas latają i wspierają swoje oddziały broniące wschodu i południa Ukrainy - zapewniał.

Korespondent Outriders i "GW" mówił też o tym, że cały czas, zarówno na Słowiańsk jak i Kramatorsk spadają pociski rakietowe. - Takie przypadki są praktycznie codziennie. Największe obawy są takie, że rosyjskie wojska mogą zacząć ostrzeliwać artylerią lufową, rakietową na dużą skalę sam Słowiańsk, tak jak to miało miejsce z Siewierodonieckiem i Lisiczańskiem. Bo to miasto już jest w zasięgu tej artylerii - wskazał Andrusieczko.

"Kładziony jest asfalt, są sadzone kwiaty". Życie w zagrożonym mieście

Jak podkreślił gość Światopodglądu miasto jednak funkcjonuje, pracują służby komunalne. - To jest niesamowity widok, kiedy na ulicy robią remonty, kładziony jest na przykład asfalt, są zadbane trawniki, sadzone kwiaty. Przywożona jest gotówka do części bankomatów, działają niektóre sklepy - relacjonował dziennikarz.

Dodał jednak, że "każdy ostrzał przynosi swoje problemy". - Wczoraj np. do wieczora nie było prądu w Słowiańsku. Wieczorem została ta linia napięcia naprawiona - mówił. Dodał, że występują też problemy z wodą. 

Gość Agnieszki Lichnerowicz podkreślił, że pomimo zagrożenia i apeli władz, ponawianych codziennie od 24 lutego, ok. 30 proc. mieszkańców nie wyjechało z kontrolowanej przez Ukrainę części Donbasu. Andrusieczko wskazał, że jego rozmówcy podają różne powody takiej decyzji. - Część osób tłumaczy, że nie może wyjechać, bo ma starsze osoby w rodzinie, które są chore i nie wyobrażają sobie tułać się z nimi po zachodniej Ukrainie a tym bardziej po zagranicy - opisywał.

Jego zdaniem dużą role odgrywają czynniki psychologiczne. - Boją się czegoś nieznanego. Często posługują się pewnymi stereotypami, które można napotkać w prorosyjskich sieciach społecznościowych - o tym, że nikt na nich nie czeka, że tak naprawdę nikt nie chce pomagać, ani w zachodniej Ukrainie, ani też w Europie - opowiadał korespondent Outriders. 

Dodał także, że wielu nie chce opuścić dorobku swojego życia, chce go pilnować. - Mi ciężko to zrozumieć, zwłaszcza kiedy mówiły to osoby, naprzeciwko których dom został zniszczony całkowicie rakietą - wskazał. Podkreślił, że zostają też nawet osoby z dziećmi. 

Jego zdaniem w obliczu nadchodzącego zagrożenia to się może zmienić. - Jestem w Pokrowsku, to najbardziej wysunięte miasto na zachód obwodu donieckiego. Znajduje się tu jedyny czynny dworzec kolejowy, z którego jest odprawiany codziennie jeden pociąg ewakuacyjny. Pracownicy tego dworca mówili mi, że dziś jest więcej osób niż w ostatnich dniach. To oznacza, że do niektórych jednak dociera to niebezpieczeństwo i decydują się wyjeżdżać - podsumował Andrusieczko.

DOSTĘP PREMIUM