"Sami zapracowaliśmy na to, że nie mamy mitu 4 czerwca. Rozwaliliśmy go". 33. rocznica wyborów 1989 r.

Na taki sukces nie liczyłam - przyznała w TOK FM Ludwika Wujec, wspominając wybory 4 VI 1989 roku. 33 lata temu antykomunistyczna opozycja zdobyła 99 miejsc w stuosobowym Senacie oraz 35 proc. mandatów sejmowych. Z listy PZPR do Sejmu wszedł wtedy Włodzimierz Cimoszewicz. - Wspominam tamte czasy z ogromnym szacunkiem, ponieważ udało się ponad politycznymi podziałami stworzyć większość, kierującą się czymś, co wzniośle określę mianem dobra wspólnego - podkreślił.

W wyborach, które odbyły się 4 czerwca 1989 roku po raz pierwszy o miejsca w Sejmie i nowo powołanym Senacie walczyli przedstawiciele antykomunistycznej opozycji. Głosowanie skończyło się sukcesem dla rywali PZPR-u, który skala zaskoczyła. Także tych, którzy od lata działali o działalności opozycyjnej.

- Liczyłam na to, że nam się te 35 proc. miejsc w Sejmie - może niecałe - uda wygrać, na to byliśmy nakierowani. Dlatego szliśmy pod wspólnym szyldem opozycyjnym, żeby się głosy nie rozbiły, żebyśmy sami siebie nie wykluczyli. Senat? Liczyłam, że część kandydatów wejdzie, bo to były wspaniałe nazwiska. Ale absolutnie nie wyobrażałam sobie, że będziemy mieli 99 senatorów. Większość naszych posłów mieliśmy już w I turze. Na taki sukces nie liczyłam - mówiła w TOK FM Ludwika Wujec.

Jak wspominała działaczka demokratycznej opozycji, przed wyborami 4 czerwca zakładała, że rywalom rządzącej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nie uda się stworzyć grupy, która będzie mogła odgrywać ważnej roli w głosowaniach. Liczyłam na trybunę, z której będzie można to nasze patrzenie na świat przepychać i docierać do ludzi - stwierdziła.

"Skłonność władz do zmiany historii"

Wujec 4 czerwca 1989 roku zapamiętała jako dzień fantastycznie słonecznej pogody. - Różnych szczegółów nie pamiętam, np. lokalu wyborczego czy wrzucania karty do urny. Pamiętam, że jak szłam przez miasto, to był taki oddech słońca. I cała Warszawa była w plakacie z Garym Cooperem. To było bardzo, bardzo radosne - wspominała w rozmowie z Karoliną Głowacką.

06.1989 Ikona Wyborów '89 - nawołujący do uczestnictwa plakat (projektu Tomasza Sarneckiego)'W samo południe 4 czerwca 1989'. Przedstawiony na nim Gary Cooper w oryginale reklamował western 'High Noon'.06.1989 Ikona Wyborów '89 - nawołujący do uczestnictwa plakat (projektu Tomasza Sarneckiego)"W samo południe 4 czerwca 1989". Przedstawiony na nim Gary Cooper w oryginale reklamował western "High Noon". Fot. Sławomir Sierzputowski / Agencja Wyborcza.pl

Rocznica wyborów, które odbyły się 33 lata temu, nie jest obecnie szczególnie celebrowana. Jak mówiła gościni TOK FM, "ludzie rzeczywiście coraz mniej o niej pamiętają". Wujec zwróciła uwagę, że "teraz jest taka skłonność władz do zmiany historii". - Raczej kładzie się nacisk na to, że były to "częściowo wolne wybory", a nie na to, że te wybory dały taki start, szwung - oceniła.

- Uważam, że to naprawdę powinno być święto. Nie chodzi o to, że dzień wolny od pracy, ale święto, bo wtedy ludzie pierwszy raz pokazali, czego nie chcą - podkreśliła.

- Szkoda, że nie mamy wspólnego mitu narodowego dotyczącego 4 czerwca, tylko są dwie zwalczające się narracje. Nie mamy takiego mitu eksportowego - mówiła dziennikarka TOK FM. Jak stwierdziła Ludwika Wujec, "sami zapracowaliśmy na to, że nie mamy takiego mitu". - Mieliśmy, ale go rozwaliliśmy. Zrobiły to walki polityczne; to, że Polska podzieliła się na dwa obozy - argumentowała, podkreślając, że polaryzacja doprowadziła do tego, że praktycznie nie funkcjonuje debata polityczna, dyskusja.

- Teraz patrzymy, za czym głosuje moja grupa, a nie patrzymy na treść - to straszny podział. Kiedyś też tak bywało, ale były też dyskusje. Tak było np. w tym tzw. kontraktowym Sejmie. To przecież ten Sejm, w którym większość mieli tzw. czerwoni, uchwalił jedną z najlepszych ustaw: ustawę samorządową, czyli oddanie części władzy niżej, żeby ludzie mieli coś do powiedzenia - przypomniała.

Zdaniem Ludwiki Wujec współcześni parlamentarzyści mogliby się od posłów i posłanek wybranych w 1989 roku uczyć "rozmowy, dyskusji i wojny na argumenty". 

Zapomniana rocznica?

Na to, jak niewiele mówi się dziś o wyborach 4 czerwca, jak mało pamięta się o 33. rocznicy głosowania, mówił też w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz.

Były premier i szef MSZ - obecnie eurodeputowany - w 1989 roku zdobył poselski mandat, startując w barwach PZPR. - Po raz pierwszy wszedłem do wielkiej polityki - przypomniał. Jak wspominał, wielu wybranych wtedy parlamentarzystów znał z telewizji.

- Wspominam tamte czasy z ogromnym uznaniem, szacunkiem, respektem. Ponieważ udało się  bardzo szybko ponad politycznymi podziałami, które były przecież emocjonalnie zrozumiałe, stworzyć przytłaczającą większość (sejmową), kierującą się czymś, co wzniośle określę mianem dobra wspólnego. A bez tego nie byłoby tych wszystkich reform niezwykle szybko przyjętych - podkreślił w rozmowie z Karoliną Głowacką.

DOSTĘP PREMIUM