"Ministerstwo umywa ręce". Nowicka o rejestrze ciąż i "polityce nawiedzonych urzędników"

Od 1 października wejdzie obowiązek przekazywania informacji o ciążach do Systemu Informacji Medycznej. Rzecznik resortu zdrowia powtarza, że to jedynie "poszerzenie systemu raportowania". - Wcale mnie nie uspokoił tym zapewnieniem. Tym bardziej, że jak został zapytany, czy do tych danych może mieć dostęp policja, czy prokuratura, to odpowiedział: "Ja tego nie wiem" - komentowała w TOK FM Wanda Nowicka.
Zobacz wideo

Minister Zdrowia Adam Niedzielski podpisał rozporządzenie, które od 1 października wprowadza obowiązek przekazywania informacji o ciążach do Systemu Informacji Medycznej.

Jak mówiła w TOK FM Wanda Nowicka z Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet, "to bardzo niepokojące". - Zwłaszcza w kraju, w którym obowiązuje w praktyce prawie całkowity zakaz aborcji - podkreśliła polityczka Lewicy. - Rejestry ciąż, umownie mówiąc, stosowane są w innych krajach w Europie, ale tam obowiązuje legalne prawo aborcyjne. U nas wszelka próba przejęcia kontroli i powzięcia informacji na temat intymnej sfery kobiet, jaką jest ciąża, musi budzić ten niepokój - mówiła w rozmowie z Tomaszem Settą.

Nowicka uważa, że po wejściu w życie nowych regulacji, "kobieta, idąc do jakiegokolwiek lekarza, będzie musiała powiedzieć, czy jest w ciąży, a ta informacja wpłynie już do zasobów informatycznych". - I może być w różny sposób wykorzystywana - oceniła polityczka, która przed laty była szefową Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

"Ministerstwo zasłania się sferą medyczną"

Na pytania mediów rzecznik Ministerstwa Zdrowia powtarza, że nie mamy do czynienia z rejestrem ciąż, a jedynie z "poszerzeniem systemu raportowania". A podobne rozwiązania funkcjonują w państwach UE.

- Wcale mnie nie uspokoił tym zapewnieniem. Tym bardziej, że jak został zapytany, czy do tych danych może mieć dostęp policja, czy prokuratura, to odpowiedział: "Ja tego nie wiem. Proszę pytać policję, czy prokuraturę". To najlepszy dowód ze ministerstwo zasłaniając się sferą medyczną, udaje, że nie widzi zagrożeń. A one występują - oceniła gościni TOK FM.

Jak podkreśliła, lista ewentualnych zagrożeń jest całkiem długa. Nowicka mówiła m.in. o sytuacji, w której "ciąża była, ale nie ma dziecka". - Wyobraźmy sobie sytuację, że prokurator (Zbigniew - red.) Ziobro będzie prosił co trzy miesiące ministerstwo, by udostępniało dane dotyczące zarejestrowanych ciąż. Wyjdzie, że jest ich 50 tys. Za dziewięć miesięcy w kolejnym rejestrze ministerstwo zada pytanie, ile dzieci się urodziło. Wyjdzie np. 48 tys. To zapyta dalej: co się stało z tymi dwoma tysiącami ciąż. Zacznie się możliwość śledztwa, badania, sprawdzania - stwierdziła posłanka Lewicy.

Polityczka dodała też, że w rejestrze znajdą się dane, które mogą być w różny sposób wyciągane, przerabiane i wykorzystywane do innych celów".

"Polityka nawiedzonych urzędników ministerstwa"

Rzecznik ministra zdrowia zapewnił też, że informacje dotyczące ciąży będą dostępne tylko dla lekarza. Jeśli inne podmioty, będą chciały po nie sięgnąć, będzie to możliwe wyłącznie za zgodą sądu.

- Tu nie chodzi tylko o kontekst polityczny i sytuację prawną - co też jest niepokojące, co widać po kobietach, które mają coraz więcej powodów, by w ciąże nie zachodzić. Ale chodzi o praktykę stosowania prawa (w Polsce) - komentowała posłanka.

 - Jeżeli będzie polityka nawiedzonych, fanatycznych urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, prokuratury czy policji, to jest wielce prawdopodobne, że będą chcieli zaglądać kobietom do ich intymnych sfer zdrowia i życia - oceniła Wanda Nowicka. 

Co w tej sytuacji planuje Lewica? - W porozumieniu z klubem będę chciała złożyć szereg interpelacji. Trzeba zadać pytanie, po co prokuraturze ta wiedza i co zamierza z nią zrobić. W jakich sytuacjach  zamierza z niej korzystać - mówiła posłanka. - A nie tylko kierować apele do resortu zdrowia, bo ono umywa ręce, mówi: "UE nam każe, my swoje robimy" - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM