Podkomisja Macierewicza brała pieniądze nawet po publikacji raportu. "Traktują budżet państwa jako dojną krowę"

Podkomisja smoleńska jeszcze w maju wydawała publiczne pieniądze, choć raport ze swoich prac ogłosiła w kwietniu - informuje Onet.
Zobacz wideo

Podkomisja Macierewicza ogłosiła raport 11 kwietnia. Jak wynika z ustaleń Onetu, do 5 maja Ministerstwo Obrony Narodowej na ekspertów Antoniego Macierewicza wydało 108 tys. zł. Łącznie od początku roku do maja tego roku resort przeznaczył na ten cel 613 tys. zł.

"Witam pana serdecznie, bardzo się cieszę, do widzenia" - to cały komentarz, na jaki zdobył się sam Antoni Macierewicz, pytany o ustalenia dziennikarskie. Także MON nie udzielił do tej pory odpowiedzi na pytania dotyczące wydatków, jakie resort przeznaczył na działania podkomisji, którą kieruje polityk PiS.

Wcześniej o udostępnienie informacji o wydatkach podkomisji wielokrotnie wnioskował senator Krzysztof Brejza. Polityk Koalicji Obywatelskiej poszedł nawet do sądu, po tym jak MON nie odpowiedziało na jego pytania. Wygrał. Dzięki temu dziś wiadomo, że miedzy 2016 a 2022 roku, resort na działalność podkomisji wydał 24,7 mln zł.

- Przepalają te pieniądze nadal, robią to w sposób bezwstydny. Przecież ten pseudo raport przyjęli w sierpniu 2021 r. i ta podkomisja pseudo ekspertów dawno już straciła rację bytu. Powinna być rozwiązana, a nadal wydaje ona pieniądze Polaków. Nawet teraz, 10 miesięcy po przyjęciu pseudo raportu, traktują budżet państwa jako dojną krowę - skomentował Krzysztof Brejza w rozmowie z Onetem. - Wyrzucili w błoto prawie 25 mln zł. Efektem jest dokument nadający się do śmietnika, pseudo raport, w którym skandalicznie ujawnili zdjęcia zmasakrowanych ciał ofiar katastrofy lotniczej. Ten pseudo raport nie uwzględnia faktów, naukowych dowodów, a ma tylko jeden polityczny cel, czyli spełnienie oczekiwań Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza - dodał.

Raport podkomisji Macierewicza

W opinii Antoniego Macierewicza katastrofa smoleńska miała być efektem "ingerencji zewnętrznej". Z dokumentu podkomisji wynika, że przyczyną tragedii 96 pasażerów Tu-154 M był "wybuch w lewym skrzydle na 100 metrów przed minięciem brzozy", który wywołał następnie "eksplozję w centropłacie kilkanaście metrów nad ziemią, która zniszczyła cały samolot i zabiła polską delegację na czele z prezydentem".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM