Policjant użył gazu wobec przeciwników PiS. "Nadużycie władzy. Nie jest sędzią, a tym bardziej katem"

Karnista dr Piotr Kładoczny oczekuje, że wobec policjanta, który w Inowrocławiu użył gazu wobec przeciwników PiS, zostaną wyciągnięte konsekwencje. - On nie jest sędzią w swojej sprawie, a tym bardziej nie jest katem - mówił prawnik w TOK FM. I tłumaczył, że w przypadku lżenia funkcjonariusza można zatrzymać osobę, która go obraża, ale nie samemu stosować środki przymusu bezpośredniego.
Zobacz wideo

Jarosław Kaczyński w niedzielę 26 czerwca był w Inowrocławiu. Po spotkaniu z sympatykami - jak poinformowała "Gazeta Wyborcza" - jeden z policjantów użył gazu łzawiącego wobec protestujących przeciwko polityce Prawa i Sprawiedliwości. Całe zdarzenie zostało zarejestrowane, a nagranie opublikowane. Widać na nim, jak policjant z zasłoniętą twarzą psika gazem prosto w twarz jednego z protestujących.

Słychać też, że wcześniej mężczyzna używając wulgaryzmów - krzyczał w kierunku policjanta.

- Ten pan zachowywał się dosyć niegrzecznie, wcześniej wypowiadał się w sposób, który można byłoby uznać za obraźliwy. Chciał dać wyraz swojemu niezadowoleniu i dostał miotaczem gazu w twarz. Nie mogę tego ocenić inaczej, jak zupełnie nieproporcjonalne zachowanie funkcjonariusza - komentował w Wywiadzie Politycznym w TOK FM prawnik dr Piotr Kładoczny.

Karnista z Wydziału Prawa i Administracji UW oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zacytował też ważny zapis Ustawy o policji. - "Policję tworzy się jako umundurowaną i uzbrojoną formację służącą społeczeństwu i przeznaczoną do ochrony ludzi oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego". Zdaje mi się, że ten konkretny funkcjonariusz nie wytrzymał psychicznie. Każdy, kto obejrzy nagranie zobaczy, że funkcjonariusz nie działał w kierunku ochrony społeczeństwa, czy poszczególnych obywateli. Nikt nie groził Jarosławowi Kaczyńskiemu, nikt też nie zagrażał temu funkcjonariuszowi - ocenił rozmówca Karoliny Lewickiej.

Dr Kładoczny podkreślił, że w przypadku, kiedy ktoś kieruje pod adresem policjanta wulgaryzmy, obraża, funkcjonariusz ma możliwości zareagowania na taką sytuację. Ale nie tak, jak stało się to w Inowrocławiu.

- Nie jest tak, że funkcjonariusz ma patrzeć, jak go przeklinają, wyzywają, kłaniać się, uśmiechać i udawać, że nic się nie dzieje. Powinien człowieka wylegitymować, albo zatrzymać za znieważenie, jeżeli poczuł się dotknięty, złożyć notatkę. Mogłoby zostać wytoczone postępowanie karne, bo lżenie to przestępstwo. To się tak powinno odbywać. On nie jest sędzią w swojej sprawie, a tym bardziej nie jest katem - stwierdził.

Policjant zostanie ukarany?

Gość TOK FM zacytował też przepisy ustawy, które dotyczą użycia środków przymusu bezpośredniego przez policję. - Środków przymusu bezpośredniego "używa się lub wykorzystuje się je w sposób niezbędny do osiągnięcia celów". Ja bym chciał wiedzieć, jakie cele chciał osiągnąć (policjant), używając miotacza gazu, kiedy nie było żadnego zagrożenia? To było nieproporcjonalne działanie i oczekiwałbym wyciągnięcia konsekwencji wobec funkcjonariusza - mówił prawnik.

Jak przypomniał, środków przymusu bezpośredniego można użyć "po wcześniejszym bezskutecznym wezwaniu osoby do zachowania się zgodnego z prawem oraz po uprzedzeniu jej o zamiarze ich użycia".  - Nie widziałem tego na nagraniu. Myślę więc, że to jest po prostu nadużycie władzy ze strony funkcjonariusza, który nie wytrzymał, chciał mieć sprawę załatwioną "na skróty" - ocenił. Prawnik zauważył, że "to w obecnym czasach coraz częstsze, u wszelkich przedstawicieli władzy, że procedury mają za nic, starają się działać na skróty, bo - ich zdaniem - mają rację. To się może przenosić na funkcjonariuszy policji - stwierdził dr Kładoczny.

Prawnik podkreślił, że funkcjonariuszy, którzy nie wytrzymują presji, podejmują działania niezgodne z przepisami "należy się pozbywać, bo oni psują wizerunek całej reszty".

DOSTĘP PREMIUM