W PiS jak w "państwie duńskim". "Kiedy wszyscy się boją, o władzę walczy się najlepiej"

Walka o władzę zarówno w Zjednoczonej Prawicy, jak i w PiS, zdaniem Zuzanny Dąbrowskiej, trwa w najlepsze. - Lepsi są tacy, którzy są posłuszni. A posłuszni są tacy, którzy albo nie myślą, albo bardzo dobrze myślą. Ale głównie o tym, jaka jest ich własna pozycja. Wtedy oczywiście będą się słuchać. Wiedzą, że im już nikt nie da tego, co może dać im władza przerażona perspektywą, że władzą być przestanie - mówiła w TOK FM dziennikarka "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

W Prawie i Sprawiedliwości lęk przed nadchodzącymi wyborami i wewnętrzne walki. Marek Kęskrawiec z "Tygodnika Powszechnego" cytuje polityków z PiS. Jeden z nich mówi wprost: "Jedno jest pewne. Bez przełomowego pomysłu, który przywróci energię możemy już zacząć szykować się na lata spędzona w ławach opozycji". A drugi twierdzi: "Nie ma już w nas tego żaru, jaki był przed laty". Także Andrzej Gajcy w Onecie pisze, że wpływowi politycy PiS dysponują dowodami na to, że ludzie premiera - na jego osobiste polecenie - mieli inspirować ataki medialne wymierzone w czołowe osoby partii władzy. Z kolei Agata Kondzińska w "Gazecie Wyborczej" donosi, że uchwała o jedności rządu nie pomogła. Między Zbigniewem Ziobro a Mateuszem Morawieckim aż iskrzy.

Zdaniem Zuzanny Dąbrowskiej z "Rzeczpospolitej" jest tu kilka linii podziału. Po pierwsze, dalej trwa konflikt w łonie samej Zjednoczonej Prawicy między Zbigniewem Ziobrą a Mateuszem Morawieckim. - Solidarna Polska prowadzi prostą, personalną walkę podjazdową, co widać w mediach - wskazała.  Ale jest też, jak mówiła, druga linia podziału, "coś w rodzaju buntu w PiS, o którym też pisały media". -  Różne poziomy. Grupa Beaty Szydło nie ustaje w wysiłkach, by odwojować partię. Uważa, że oni jako sprawdzeni, wypróbowani politycy - związani czy z dawnym zakonem PC czy z twardą grupą Beaty Szydło - wszystko zrobiliby lepiej. Nie ulegliby UE. Nie utracili koalicjanta, czyli Zbigniewa Ziobro - wyliczała Dąbrowska. - Czytaliśmy też relacje ze spotkania, którego jednym z organizatorów miał być minister Jacek Sasin. Z udziałem Beaty Szydło. Gdzie poseł Marek Suski tak się zagalopował, że nawet powiedział o rządzie zdrady narodowej. I to jest realny konflikt. To jest walka o władzę - podkreśliła.

W jej ocenie, "strach powoduje, że o władzę walczy się najlepiej". Bo, jak tłumaczyła, "do własnych kolegów i koleżanek argumenty mogą trafiać szybciej". - Takie jak: gdyby nasza Beata kochana była u sterów władzy to nie byłoby żadnej inflacji. UE dawno dałaby nam pieniądze. Albo w ogóle byśmy o nie nie prosili, bo byśmy ich nie potrzebowali, może nawet tak. PiS nie stałby przed widmem utraty władzy, co konsekwentnie pokazują sondaże. Mimo tego, że cały czas ma 30-33 proc. poparcia - wskazała na konkretnym przykładzie. 

Instynkt i krótka ławka 

Także na niższych szczeblach władzy nie brakuje przykładów kontrowersyjnych zachowań i wypowiedzi. Karolina Lewicka, prowadząca "Wywiad Polityczny", przypomniała choćby słowa Joachima Brudzińskiego, że "Niemcy próbują od Polski wymusić dzielenie się z nimi gazem, bo oni się z nami dzielili swoim gazem podczas II wojny światowej". Choć europoseł tłumaczył, że to "bardzo ostry wpis jego kolegi". Czy też np. wpis radnej sejmiku województwa zachodniopomorskiego Małgorzaty Jacyny-Witt, jednocześnie szefowej klubu PiS w tym sejmiku. Pochwaliła się w mediach społecznościowych zdjęciem z pola golfowego, określając piłkę nożną jako "pospolity" sport i twierdząc, że ona sama "jest elitą". W środę radna została zawieszona w prawach członka PiS. 

- Mamy do czynienia ze zużyciem się osób, które trochę się na polityce znają i mają instynkt, co należy mówić i kiedy. Chociaż z tym też jest różnie - jak się już porządziło, to instynkt zanika -  skomentowała dziennikarka "Rzeczpospolitej".

Jej zdaniem, to też efekt tego, że "do głosu dochodzi któryś tam szereg (działaczy), a i ławka rezerwowych w terenie nie jest przesadnie długa". - W polskiej polityce jest selekcja negatywna. Partie raczej bronią się przed napływem nowych, zdolnych - mówiła. - Lepsi są tacy, którzy są posłuszni. A posłuszni są tacy, którzy albo nie myślą, albo bardzo dobrze myślą. Ale głównie o tym, jaka jest ich własna pozycja, zasobność portfeli, jak można ustawić rodzinę. Wtedy oczywiście będą się słuchać. Wiedzą, że im już nikt nie da tego, co może dać im władza przerażona perspektywą, że władzą być przestanie - doprecyzowała. 

Ubezpieczenie na przyszłość

Tych, którzy zyskali za PiS czy to pieniądze, czy stanowiska, czy prestiż jest wielu. Niewielu odcina się od osób z pierwszych stron gazet, jak np. wiceprezes TK Mariusz Muszyński w pisemnym oświadczeniu od prezes TK Julii Przyłębskiej. "Nie podzielam spojrzenia Pani Prezes na rolę TK, sposób procedowania przed TK, jak i na rolę sędziego w życiu polityczno-społecznym Polski. A przede wszystkim uważam, że moja znajomość i rozumienie Konstytucji różni się jednak horrendalnie od znajomości i rozumienia tego aktu przez Panią Prezes" - napisał.

- Macha łapką do tych, którzy mogą zmienić wartę w obozie obecnie rządzącym - oceniła krótko Zuzanna Dąbrowska. 

Wskazała, że to też efekt tego, że "osoba Julii Przyłębskiej zgrywa się pomału". - Zaczyna być coraz bardziej problematyczna, a i wiceprezes potrząsa buławą prezesa, którą miał starannie w plecaku schowaną. I mówi: A tu jestem ja. Ja się lepiej znam na konstytucji. A dodatkowo byłbym o wiele bardziej skuteczny - dodała.

Dla niej wpis sędziego Muszyńskiego jest jednak "o tyle ważny, że pokazuje, jak powinien wyglądać standard. Że nie można kontaktować się - będąc członkiem TK z politykami - i uzgadniać ani terminów, ani treści werdyktów, ani polityki TK". - Z jednej strony, to więc komunikat skierowany do własnych ludzi, części TK, a z drugiej - ubezpieczenie na przyszłość. W razie gdyby komuś przyszło do głowy, po ewentualnie przegranych przez PiS wyborach, by wyciągać konsekwencje. Muszyński mówi: "Nie, nie. Ja nie" - podkreśliła. 

Zemsta polityczna i czystki 

Strach wyziera też z oświadczenia sędziego TK Jarosława Wyrembaka, który oskarża opozycję, że będzie robić czystki wszędzie, gdzie się da - zauważyła Karolina Lewicka. - Sędzia pewien być wolny od takich oświadczeń - zastrzegła krótko dziennikarka "Rzeczpospolitej".

Zwróciła przy tym uwagę, że "nadchodzi moment, kiedy będzie wiadomo, w którą stronę pójdzie relacja Polski z UE i wymogami dotyczącymi praworządności. Czy jednak zrobimy wszystko, by spełnić kamienie milowe, nie oceniać politycznie sędziów. Czy wygra narracja, którą posłowie PiS między sobą toczą: 'A w zasadzie nawet lepiej będzie jak nie będzie tych pieniędzy z KPO, poradzimy sobie. Dzięki temu z Ziobrą nie będziemy mieć konfliktów na posiedzeniach rządu. Nie będzie kłótni o żadne wiatraki, samochody spalinowe, emerytury. Będzie święty spokój i będzie można zając się kampanią'".

- Ten moment, kiedy to się wyjaśni, musi nastąpić w tym roku. Szybciej niż później, I powie nam, w jakim państwie do wyborów będziemy żyć. Czy będzie to państwo otwarcie odchodzące od UE czy nie. A jeśli nie, to sędzia Wyrembak może straszyć zemstą polityczną i czystkami za nietrzymanie standardów praworządności. Wcale się temu nie dziwie, że tak robi. On się po prostu boi - skwitowała Zuzanna Dąbrowska. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM