"Nie żałujmy oklasków". Jak wygląda objazd Kaczyńskiego po kraju? "Neurotyczna próba zagadania kompleksów"

Prezes PiS objeżdża Polskę, żeby spotykać się z działaczami i sympatykami PiS-u. Zdaniem Dawida Krawczyka trudno szukać podobieństw do poprzednich podobnych tourów. - Osoby, które śledzą przez lata występy publiczne Kaczyńskiego, znają taki obrazek: ludzie krzyczą "Jarosław, Jarosław", ten wchodzi i ich uspokaja ręką. Teraz ich już nie uspokaja, tylko przyjmuje do wiadomości pochwalny osąd - mówił w TOK FM dziennikarz i autor książki "Cyrk polski".
Zobacz wideo

Objazd Jarosława Kaczyńskiego zaczął się zaraz po konwencji PiS w Markach, która odbyła się 4 czerwca. - Ogłaszam mobilizację PiS i całej Zjednoczonej Prawicy. To nie jest hasło, to jest objazd kraju - stara, wypróbowana metoda - mówił wtedy. I jeździ, spotykając się z działaczami PiS i sympatykami obozu władzy. Prezes PiS chce odwiedzić wszystkie powiaty. Podróżuje też premier.

Jak ocenił w TOK FM Dawid Krawczyk, spotkania z udziałem Kaczyńskiego znacznie różnią się od tych, które odbywały się przy okazji wcześniejszych objazdów, które organizowano przed poprzednimi wyborami. Dziennikarz i autor książki "Cyrk polski" zwrócił uwagę na to, że są one po prostu nudne. - A główną różnicą jest pewność siebie samego Jarosława Kaczyńskiego i partii - mówił w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim.

Dziennikarz zwrócił uwagę na to, że wcześniej lider PiS "wychodził w lud, a zebrani - niezależnie od tego, czy byli zwolennikami, czy przeciwnikami PiS - mogli podejść do Jarosława Kaczyńskiego i wylać swoje żale". Teraz takiej możliwości już nie ma. 

- Wbrew temu, co na początku o mówiono i pisano w oficjalnych przekazach PiS, to nie są spotkania z mieszkańcami. Tylko z aktywem partyjno-samorządowym, który nie ustaje w pochwałach  - stwierdził. I przywołał jeden ze swoich ulubionych  przykładów, z Białegostoku. - Konferansjer mówił: "Zaraz spotkanie z naszym wspaniałym przywódcą. Nie żałujmy oklasków, które są dowodem naszej jedności z partią Prawo i Sprawiedliwość".

- Piękne. Aż się wzruszyłem i ręce same do oklasków mi się zaczęły składać. Ale się powstrzymałem - przyznał prowadzący. 

Jak mówił współpracownik "Gazety Wyborczej", "Polityki" i "Krytyki Politycznej", uczestnikom spotkań też ręce składają się do oklasków. - Bo jak się mają nie składać, jeśli jest się urzędnikiem zatrudnionym przez burmistrza z PiS. Czy znanym sympatykiem PiS - wyliczał.

Zdaniem gościa TOK FM duży wpływ na atmosferę spotkań mają wydarzenia, jakie zapoczątkowało orzeczenie dotyczące aborcji, wydane jesienią 2020 roku przez Trybunał Konstytucyjny, którym kieruje Julia Przyłębska.

- Doświadczenie tych kilkunastu tygodni, kiedy przez Warszawę i inne miasta w Polsce przechodziły marsze Strajku Kobiet, znormalizowało lżenie na PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego - tłumaczył. - Nawet w podsłuchanych wśród działaczy (rozmowach) widać, że oni się cieszą teraz ze spotkań w spokojnej atmosferze. Że nie ma "barbarzyńców", którzy by przyszli i zakłócili mir - mówił rozmówca Tomasza Stawiszyńskiego.

"Jarosław Kaczyński już nie uspokaja"

Standardem spotkań w terenie są odczytywane z kartki pytania. W Grójcu były marszałek Senatu Stanisław Karczewski czytał: "Szanowny i kochany panie prezesie, chcę bardzo podziękować za to, co robicie dla narodu polskiego. Tak dobrze, to nigdy nie było. Trwajcie, pomagacie. I pamiętajcie, że to wy jesteście Polakami i macie nam służyć jak najlepiej". Na co prezes odparł: "Minister to znaczy sługa. Ja nie jestem ministrem tylko skromnym prezesem partii. Ale też się czuję sługą narodu".

- Tu też się coś zmieniło. Osoby, które śledzą przez lata występy publiczne Jarosława Kaczyńskiego, znają taki obrazek: ludzie krzyczą "Jarosław, Jarosław", ten wchodzi i ich uspokaja ręką. Nawet można było dostrzec u niego elementy lekkiego zażenowania, tym skandowaniem. Za to teraz prezes już ich nie uspokaja, tylko przyjmuje do wiadomości pochwalny osąd - komentował Dawid Krawczyk.

"Neurotyczna próba zagadania kompleksów"

Przemówienia prezesa PiS są oparte na trzech filarach. Jak mówił dziennikarz, to pandemia, wojna i inflacja. A do tego zawsze dużo musi być wątków dotyczących Niemiec. - To punkt odniesienia, który kanalizuje ulubioną emocję w polskiej polityce - i w PiS-ie, czyli resentyment. Ile to razy słyszałem na tych spotkaniach: "Nie jesteśmy gorsi", "Nie jesteśmy słabsi", "Musimy wyzbyć się kompleksów". To wydaje się klasycznie neurotyczną próbą zagadania kompleksów, poczucia niższości - ocenił autor "Cyrku polskiego".

Gość TOK FM przypomniał, że "największą fantazją jest ta, by to Niemiec przyjechał do Polski i zbierał szparagi". Ten motyw podchwycił zresztą premier Morawiecki. - To klasyczna fantazja, jak z eposu o władzy, gdzie zdominowany fantazjuje, że to on będzie dominował, że to on będzie siał pożogę, jakiej doświadcza - stwierdził.

Nie ma za to na spotkaniach, jak zauważył gość TOK FM, nic pozytywnego o polskości czy o Polakach. A przecież to, jak dowodził, "dałoby szansę prezesowi na rebranding PiS, jako partii nie tylko konserwatywnej, zajmującej się ograniczaniem praw reprodukcyjnych kobiet". - Ale też tej, która ma wiele poszanowania dla cierpienia bliźniego czy praw człowieka. Z liberalnego słownika można by było tutaj uszczknąć, mówiąc np. o wielkim zrywie pomocowym wobec uchodźców z Ukrainy - powiedział w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim.

Krawczyk uważa, że nie bez powodu nie ma jednak opowieści o Polakach niosących pomoc Ukraińcom. Stoi za tym, jak podkreślił, fakt wycofania się państwa z pomocy uchodźcom z Ukrainy.  - Jest obawa, że ktoś powie: "sprawdzam". I wtedy okaże się, że to nie osiągniecie rządu Zjednoczonej Prawicy. Druga rzecz, nie wiemy, czy ten zryw nie skończy się za kilka miesięcy wzrostem nastrojów antyukraińskich. A PiS nie do końca wie, jak chciałby to wówczas rozgrywać - mówił.

Dziennikarz zwrócił też uwagę, że na spotkaniach widać przynajmniej jeden nowy motyw, czyli problemy dotyczące mieszkalnictwa. - Jarosław Kaczyński zagaja, że tu popełnili błąd. Inna rzecz, że tłumaczy to klasycznie: teorią spiskową. Że był układ postkomunistyczny. Nie sądzę, by Jarosław Kaczyński bił się w piersi, jeśli nie miałby nic do zaoferowania - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM