"To sygnał, że napęd PiS się kończy". Aleksander Kwaśniewski o scenariuszach kampanii wyborczej i "szantażu patriotycznym"

- Zimą możemy mieć wzrost typowego dla świata sytego poziomu egoizmu. Sporo konsumentów, którzy dziś zrozumieją argumenty za pomocą dla Ukrainy, powie wtedy: "Ale dlaczego mam cierpieć. Niech już Ukraina odda połowę terytorium. Zakończmy tę wojnę. Byleby u mnie w domu było ciepło" - mówi w TOK FM Aleksander Kwaśniewski. Zdaniem byłego prezydenta, jak nie będzie węgla, ale też cukru, to może nie być też kolejnego rządu Prawa i Sprawiedliwości.
Zobacz wideo

Nie ma jednolitego komunikatu obozu władzy w sprawie węgla. Premier Mateusz Morawiecki mówi, że "węgla ma być nadmiar". Minister Anna Moskwa dodaje, że chwilę, że na węgiel będziemy musieli poczekać. Z kolej prezes PiS Jarosław Kaczyński przekonuje, że węgiel to nie problem, bo "wąskim gardłem są porty".  - Mamy porty, ale nie mamy nabrzeży, które sprzedała PO. Teraz są one w obcych rękach -wskazuje. 

Zdaniem byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, problem z węglem jest i będzie. - Rząd obiecuje, że węgiel będzie, ale już teraz wiadomo, że na pewno go nie będzie. Nie ma takich mocy przeładunkowych. Zwiększenie wydobycia w polskich kopalniach też jest bardzo trudne, bo wymaga i czasu, i zatrudnienia ludzi. A my tych ludzi nie mamy, bo od lat, i słusznie, zamykaliśmy przemysł węglowy - mówił w "Wywiadzie Politycznym" u Karoliny Lewickiej. - To typowa akcja polityczna, by uspokoić i działania nerwowe, by jednak węgiel zdobyć - dodał. 

Zwrócił przy tym uwagę, że Polsce, podobnie jak innym krajom członkowskim, grozi nie tylko brak węgla, ale też ograniczenie zużycia gazu o 15 proc. Komisja Europejskiej proponuje nawet obowiązkowe jego ograniczenie w państwach Unii Europejskiej - decyzja w tej sprawie ma zapaść jutro. Niezależnie od wyników nadzwyczajnego spotkania ministrów energii państw UE, w ocenie byłego prezydenta, oznacza to, że "trzeba będzie ruszyć w stronę konsumentów indywidualnych".

- Niewątpliwie będą różne próby ograniczenia zużycia gazu, jego reglamentacji, decyzje o zmniejszaniu temperatury w pomieszczeniach zimą - jesteśmy przecież w wojennym położeniu. To dotyczy zresztą całej Europy - przekonywał. 

Zastrzegł przy tym od razu, że boi się jednak czegoś innego. Zmęczenia wojną. I wysokiego poziomu niezadowolenia, co będzie kłopotem dla Ukrainy.

- Zimą możemy mieć wzrost typowego dla świata sytego poziomu egoizmu. Sporo konsumentów, którzy dziś zrozumieją argumenty za pomocą dla Ukrainy, powie wtedy: "Ale dlaczego mam cierpieć. Niech już Ukraina odda połowę terytorium. Zakończmy tę wojnę. Byleby u mnie w domu było ciepło" - mówił. 

"Tego PiS nie rozumie"

W ostatnich wystąpieniach Jarosław Kaczyński dużo miejsca poświęca też UE. W Poznaniu prezes PiS ocenił np. że polityka premiera Matusza Morawieckiego wobec Brukseli nic nie dała. - Nie jestem pewien, czy to jest taki z góry założony plan, czy też mechanizm szaleństwa, które jest w Unii, plus oczywiście pewne interesy, głównie niemieckie. Ale to z naszego punktu widzenia jest już w tej chwili obojętne. Wynik jest taki, jaki jest: robimy to, czego byśmy nie zrobili, gdyby nie Unia i Unia w odpowiedzi zamiast po prostu dać nam to, co nam się należy absolutnie jak każdemu innemu państwu, to nie daje - mówił.

Kaczyński postawił krzyżyk na pieniądzach z funduszu odbudowy? - dopytywała prowadząca.

- Nie sądzę. Kaczyński nigdy nie był entuzjastą UE. Ale jest na tyle świadomym politykiem, że rozumie, że tych pieniędzy potrzebujemy - odpowiedział Aleksander Kwaśniewski. Poza tym, jak dodał, "prezes Kaczyński przecież nie powiedział na koniec swojego wystąpienia w Poznaniu: "Skoro tak, to występujemy z UE".  - Tego nie mówi, bo wie, że w tym momencie przegrywa wybory. I to z kretesem. To raczej przeciąganie liny. Umizgi do własnego elektoratu - ocenił. 

Zapewnił też, że pozostanie to bez wpływu na UE, która "trzyma się bardzo twardo zasady: było podpisane, ma być zrealizowane, nie ma żadnych wyjątków". - Tego PiS nie rozumie. Uważa, że parę małych gestów wobec UE powinno zdjąć temat. Nie zdejmuje, bo praworządność w Polsce jest ciągle zagrożona. Problem pozostaje - dopowiedział były prezydent. 

"Inflacja może ten rząd skutecznie obalić"

Gość TOK FM był też pytany o to, jak ocenia trwająca już teraz kampanię wyborczą. Jak przekonywał, "codzienne wizyty Jarosława Kaczyńskiego w różnych miejscach świadczą o tym, że ma on poczucie zagrożenia". - Nie mają pewności, że to wygrają - podkreślił. 

Zastrzegł jednak, że decydujące dla kampanii będą dwie kwestie. Z których jedna PiS pomaga, a druga przeszkadza. Pierwszy czynnik to wojna. - Konflikt będzie trwał. Będzie dużo dramatycznych sytuacji, a to każdej władzy daje szansę na budowanie jedności w sprawie bezpieczeństwa. Pomocy dla Ukrainy. Wzmacniana własnej armii - wskazał były prezydent, podkreślając, że "będzie to też rodzaj patriotycznego wyzwania, a czasami nawet i szantażu. Czyli niemożności krytyki działań rządowych".

Drugi czynnik to inflacja, której szczyt prognozowany jest na koniec tego roku i początek przyszłego roku. - Z inflacją, która ma ok. 20 proc. trudno wygrać wybory - zapewnił. Głównie dlatego, jak tłumaczył, że "rząd będzie prowadził niezwykle niekonsekwentną politykę antyinflacyjną".  - Bank centralny będzie podnosił stopy procentowe, czyli denerwował kredytobiorców. A władza będzie się starała rozdawać pieniądze różnym grupom, czyli będzie napędzać inflację. Mówiąc krótko inflacja może ten rząd skutecznie obalić, bo każda inflacja powoduje elementy paniki - dodał.

Aleksander Kwaśniewski zapewnił, że już się zresztą o tym przekonał. W sobotę, kiedy próbował na Mazurach kupić cukier. - Nigdzie go nie było. Cukru nie było też w 1986 r., a potem 1986 rok okazał się  końcem optymistycznej epoki Gierka. Być może ten cukier także teraz jest sygnałem, że napęd PiS się kończy na naszych oczach - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM