Pieniędzy z KPO nie ma i nie będzie? PiS już się z tym pogodził. "Weszli w stan: po nas choćby potop"

- Gdyby te pieniądze z UE przyszły to skończyłyby się argumenty pod tytułem "zła Wspólnota". Dla PiS ważniejsze jest granie na rynek wewnętrzny i tłumaczenie, że my bronimy was przed smartonami, przed Unią Europejską i wszystkim, co złe. My jesteśmy rycerzami, współczesną husarią, a tamci to wrogowie - mówiła w TOK FM Kamila Biedrzycka z "Super Expressu".
Zobacz wideo

W wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stwierdziła, że Polska wciąż nie wypełniła wyroku TSUE ani warunków niezbędnych do odblokowania pieniędzy z KPO. - Nowa ustawa nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej - powiedziała. Niedawno, podczas spotkania z wyborcami w Płocku, Jarosław Kaczyński irytował się na Unię Europejską. Jego wypowiedź nie wskazywała na to, żeby PiS miał zamiar wypełnić porozumienie zawarte z KE odnośnie kamieni milowych. - Koniec tego dobrego. Myśmy wykazali maksimum dobrej woli. Z punktu widzenia traktatów nie mamy żadnych obowiązków, żeby słuchać Unii w sprawie wymiaru sprawiedliwości - powiedział prezes PiS.

Według Kamili Biedrzyckiej z "Super Expressu" PiS-owi niekoniecznie zależy na pieniądzach z KPO. Jej zdaniem, prezes PiS uznaje antyunijną retorykę za korzystniejszą z perspektywy nadchodzących wyborów. - Chodzi o to, żeby mieć wroga. Jarosław Kaczyński od zawsze uwielbiał i był bardzo skuteczny w zarządzaniu kryzysem. I w momencie, kiedy tego kryzysu nie ma, to kończy się Prawu i Sprawiedliwości paliwo - przekonywała w Poranku TOK FM.

W opinii publicystki, PiS wie, że próby szukania tego wroga w osobach LGBT+ mogą być nieskuteczne. - Już coraz trudniej jest szczuć na siebie różne grupy społeczne. Teraz ta Unia jest takim wyimaginowanym wrogiem, który niedługo stonkę ziemniaczaną, imperialistyczną będzie na nas zrzucać - oceniła.

I dodała, że wypłata pieniędzy z UE wytrąciłaby PiS-owi ten oręż z ręki. - Gdyby te pieniądze z UE przyszły, to skończyłyby się argumenty pod tytułem "zła Wspólnota". Dla PiS ważniejsze jest granie na rynek wewnętrzny i tłumaczenie, że my bronimy was przed smartfonami, przed Unią Europejską i wszystkim, co złe. My jesteśmy rycerzami, współczesną husarią, a tamci to wrogowie - powiedziała Biedrzycka.

"Po nas choćby potop"

Aczkolwiek, rządowi przydałyby się te pieniądze, bo - jak przypomniała Biedrzycka - mógłby je rozdawać wyborcom. - Tylko z drugiej strony to oznacza spełnienie wszystkich warunków. To się PiS-owi nie opłaca z ich perspektywy, bo wtedy by musieli zrobić kilka kroków wstecz. Jest za mało czasu do wyborów - oceniła dziennikarka.

- Dlatego moim zdaniem PiS pogodził się z utratą tych środków, bo oni już weszli w taki stan: Po nas choćby potop. To znaczy zrobimy wszystko, aby władzę utrzymać, nie patrząc na to, jakie będą konsekwencje - mówiła Biedrzycka. I dodała, że ma wrażenie, że "tam ta plemienność wygrywa ze zdrowym rozsądkiem i z troską o naród, o poziom naszego życia". - To ma drugorzędne znaczenie - gorzko podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM