Kaczyński o "wszystkim wie", ale i tak traci kontrolę nad partią. "Tam po prostu toporki latają w powietrzu"

- Trochę mnie rozbawiły te sformułowania Jarosława Kaczyńskiego, który pokazuje, że jest takim nestorem tego środowiska, z dystansem patrzy na to wszystko. To taki sygnał dla elektoratu PiS, który widzi, że tam po prostu latają toporki w powietrzu między Morawieckim a frakcją Błaszczaka - mówiła w TOK FM Renata Grochal z "Newsweeka".
Zobacz wideo

W wywiadzie dla portalu Interia Jarosław Kaczyński odniósł się do swojej znajomości z prezeską Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską. - Proszę mi powiedzieć: dlaczego nie mam prawa znać osobiście pani Julii Przyłębskiej, której skądinąd przed tym, jak została prezes Trybunału, kompletnie nie znałem? Gdy została wybrana - polubiliśmy się. Cała historia - stwierdził prezes PiS. - Mój zysk ze znajomości z panią prezes jest wyłącznie towarzyski, a nie polityczny. Moje kontakty z panią prezes nie przekraczają norm w demokratycznym państwie prawa - dodał.

W te zapewnienia nie wierzy Renata Grochal z "Newsweeka". Dziennikarka oceniła, że są dowody na to, iż  "styk władzy sądowniczej i władzy wykonawczej jest w Polsce chory". - I cokolwiek Jarosław Kaczyński by powiedział, nie zmieni to obrazu, że pani Przyłębska jako prezeska Trybunału Konstytucyjnego w nieformalny sposób ustala, czym ma się zajmować Trybunał - wskazała w Poranku Radia TOK FM. Z rzekomych maili Michała Dworczyka, które opublikowano na stronie Poufna Rozmowa, wynika, że szef KPRM miał rozmawiać z Julią Przyłębską o tym, w jaki sposób TK ma zajmować się poszczególnymi kwestiami. - Te trzy sprawy, które wypłynęły z ostatniego maila Dworczyka, pokazują, że władzy zależało na tym, żeby w roku 2019 - podwójnych wyborów - zaoszczędzić 20 miliardów w budżecie i pani Przyłębska w tym pomogła - mówiła Grochal. Warto przypomnieć, że rząd cały czas oficjalnie zaprzecza prawdziwości maili i twierdzi, że to prowokacja rosyjskich służb. 

Rozmówczyni Karoliny Lewickiej oceniła więc, że Jarosław Kaczyński "próbuje pudrować rzeczywistość". - Nawet jeśli lubi panią Przyłębską, to nie powinien się z nią spotykać w momencie, kiedy ona jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Bo my, jako społeczeństwo, nie wiemy, czy oni rozmawiają tylko o filozofii, czy o konkretnych sprawach, które ma rozpatrzyć Trybunał, a partii rządzącej zależy na konkretnych rozstrzygnięciach - powiedziała gościni TOK FM.

"Obóz władzy zaczyna się zajmować po prostu sam sobą"

Kaczyński w rozmowie z dziennikarzem Interii pytany był także m.in. o wewnętrzną sytuację w obozie władzy. W sejmowych kuluarach huczy o grupie spiskowców w PiS, którzy są sfrustrowani i chcą obalić premiera. Takie "narady" miałyby się odbywać w siedzibie Ministerstwa Aktywów Państwowych, gdzie rezyduje Jacek Sasin. W czwartek Radiu WNET wicemarszałek Sejmu pytany o spotkania, które odbywały się w Ministerstwie Aktywów Państwowych, został zapytany o to, czy jest "spiskowcem". - Nie, nie jestem spiskowcem - zapewnił. - Te spotkania odbywały się w jednym z ministerstw tylko ze względu na pomieszczenie. Te spotkania miały na celu zintegrowanie osób, które najmocniej utożsamiają się z tradycyjną linią Prawa i Sprawiedliwości wywodzącą się jeszcze z Porozumienia Centrum - podkreślił. - Nie widzę w tym spisku. To jest raczej próba dogadania się w części klubu, która uważa się za najtwardsze Prawo i Sprawiedliwość - zaznaczył Terlecki.

Prezes PiS mówił, że takie spotkania odbywają się za jego wiedzą. - Sam byłem inicjatorem tych spotkań. (...) Są różne zaszłości, interesy, sprzeczne ambicje, fakty, są ludzie starsi, młodsi, ci, co odeszli, ci, co wrócili - całe skomplikowanie ludzkiego życia. Wielotysięczna partia z ponad trzydziestoma latami na karku musi być gotowa na takie zjawiska. Moją rolą jest zaprowadzić porządek - powiedział.

- Trochę mnie rozbawiły te sformułowania Jarosława Kaczyńskiego, który pokazuje, że jest takim nestorem tego środowiska, z dystansem patrzy na to wszystko. To taki sygnał dla elektoratu PiS, który widzi, że tam po prostu latają toporki w powietrzu między Morawieckim a frakcją Błaszczaka - oceniła Grochal.

I wskazała, że do frakcji przeciwnej premierowi należą: Jacek Sasin, Zbigniew Ziobro, Beata Szydło czy marszałek Terlecki. - To, że dokumenty na temat kłopotów z węglem wyciekły do mediów, jest dowodem na to, że te wewnętrzne wojny wymknęły się Jarosławowi Kaczyńskiemu spod kontroli - dodała dziennikarka. W jej opinii rząd przestaje mieć przez nie zdolność rozwiązywania problemów. Wskazała, że np. przez konflikt Ziobry z Morawieckim nie mamy pieniędzy z KPO, a przez wojnę z Sasinem zamiast rozwiązywać problem węgla, premier jeździ po kraju, żeby umocnić swoją pozycję. - Ten obóz władzy zaczyna się zajmować po prostu sam sobą. I to może być jedna z przyczyn porażki wyborczej za rok - podsumowała Renata Grochal. 

DOSTĘP PREMIUM