PiS-owi łatwo bić w Niemcy, bo "się nie odwiną". "To jest trochę jak z dzieckiem"

Premier Mateusz Morawiecki wykorzystał obchody rocznicy Powstania Warszawskiego do ataku na Niemcy. - Łatwo bić w Niemcy, bo one nie oddadzą. Są krajem Unii Europejskiej. Chodzi o to, żeby zohydzić UE, przedstawić ją jako organizację de facto niemiecką, która dybie na Polskę. To się wpisuje w scenariusz ściągania z siebie winy za to, że Polska nie dostaje miliardów z Krajowego Planu Odbudowy - tłumaczyła w TOK FM Justyna Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Podczas uroczystości z okazji 78. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego premier Mateusz Morawiecki mówił o „bestialstwie i barbarzyństwie Niemców", które "po dziś dzień jest wielkim, niezmazanym wyrzutem sumienia Niemiec". - Potomkowie niszczycieli i zbrodniarzy, dzisiejsi Niemcy muszą zdać sobie sprawę, że bez faktycznego zadośćuczynienia nie może być mowy o zamknięciu tej karty historii. Jakakolwiek sprawiedliwość, prawda o tamtym czasie, odbudowa wspólnego dobra i pojednanie musi łączyć się z elementarną sprawiedliwością, a ta z kolei z rozliczeniem tamtych okrutnych zbrodni - mówił Morawiecki.

Jak zauważył Jacek Żakowski ten atak na Niemcy "dramatycznie nie współgrał z tym, co mówili powstańcy w czasie tych obchodów". Wanda Traczyk-Stawska apelowała na Cmentarzu Powstańców Warszawy, że nie należy "sączyć w dusze dzieci nienawiści do kogokolwiek. A najmniej do tych, którzy klęczą - do Niemców". 

"Granie niemiecką kartą działa na wyborców"

- Myślę, że PiS kalkuluje, że straszenie Niemcem, granie niemiecką kartą, działa na wyborców - ocenił w Poranku Radia TOK FM redaktor naczelny "Newsweeka" Tomasz Sekielski. I przytoczył sondaż, z którego wynika, że aż 8 proc. badanych uważa, że inflacja jest winą Tuska. - Więc jestem sobie w stanie wyobrazić, że ta karta niemiecka dla twardego elektoratu PiS-u jest bardzo ważna. A pewnie nie tylko, bo mamy chyba wszyscy w Polsce takie poczucie dziejowej niesprawiedliwości, że tych reparacji nie dostaliśmy - powiedział Sekielski.

Rozmówca Jacka Żakowskiego wskazał, iż "Newsweek" ustalił, że w zapowiadanym raporcie o stratach wojennych Polski podczas II wojny światowej autorstwa Arkadiusza Mularczyka, może się pojawić kwota nawet biliona dolarów. - Wyobraźmy sobie teraz, że występujemy o te pieniądze do Niemiec, nie mając podstawy prawnej, tocząc awanturę polityczną z Berlinem, do tego dochodzi Bruksela - mówił.

I dodał, że tzw. niepokorni publicyści, wspierający rząd, często piszą o osi Berlin-Bruksela. - Unia nie daje nam KPO, a tak naprawdę nie dają nam Niemcy. A do tego nie zapłacili jeszcze za zniszczenia w Polsce - relacjonował Sekielski. Jego zdaniem ten temat będzie więc "grzany" podczas kampanii wyborczej. 

"Łatwo bić w Niemcy, bo one nie oddadzą"

Justyna Dobrosz-Oracz z "Gazety Wyborczej" podkreślała, że PiS jako taka "rzekomo antyrosyjska partia" nigdy nie występowała z żądaniami reparacji w stosunku do Moskwy. - Łatwo bić w Niemcy, bo one w tej chwili nie oddadzą. Są krajem Unii Europejskiej - mówiła. I zgodziła się z Sekielskim, że to ze strony PiS-u kalkulacja. - Chodzi o to, żeby zohydzić UE, przedstawić ją jako organizację de facto niemiecką, która dybie na Polskę. To się wpisuje w scenariusz ściągania z siebie winy i odpowiedzialności za to, że Polska nie dostaje miliardów z Krajowego Planu Odbudowy - oceniła. 

Dziennikarka "GW" wskazała jednak, że taka strategia może się dla Polski źle skończyć. - Mam wrażenie, że PiS nie wie, że już nie rządzi Angela Merkel, która puszczała te ataki mimo uszu. A pokolenie Annaleny Baerbock (minister spraw zagranicznych Niemiec, ur. 1980 - red.) już nie było wychowane w takim poczuciu winy za nazistowskie zbrodnie. I Berlin, moim zdaniem, nie będzie za chwilę nadstawiał drugiego policzka - oceniła Dobrosz-Oracz.

Z tezą dziennikarki "GW" zgodziła się Magdalena Chrzczonowicz z oko.press. - PiS zakłada, że można w Niemców bezpiecznie bić, bo oni się nie odwiną. Rosja może się odwinąć i jesteśmy tu w większym niebezpieczeństwie - wskazała. - To jest trochę jak z dzieckiem, które ma poczucie, że może cały czas przesuwać granice i iść daleko, dlatego, że rodzic będzie rozumiejący i nie odwinie się w taki sam sposób - podsumowała dziennikarka.

DOSTĘP PREMIUM