Cukier nie stanieje. Piechociński: nie chodzi o to, że "naród wrócił do instynktu samozachowawczego"

Ceny cukru i węgla rosną w zastraszającym tempie. Zdaniem Janusza Piechocińskiego nie ma co liczyć na zmianę sytuacji. Jak mówił w Poranku Radia TOK FM, rząd miota się, próbując załagodzić sytuację, przez co wpada w coraz większe kłopoty. - Ktoś musi za to zapłacić - ocenił były wicepremier.
Zobacz wideo

Ceny cukru są jednym z najgorętszych tematów lata w Polsce. Są sklepy, w których brakuje tego produktu. Tam, gdzie cukier jest, trzeba za kilogram zapłacić 7-10 złotych. Rząd - ustami ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka - zapewnia, że cukru w Polsce nie zabraknie, a ostatnie jego ceny są "bardziej spekulacyjne niż rzeczywiste". - Cena 4-5 zł za kg będzie nawet w przyszłym sezonie, mimo droższego skupu energii - zapewnił Kowalczyk.

O przyczyny galopujących cen cukru został zapytany w TOK FM Janusz Piechociński, były wicepremier i były minister gospodarki. - Jesteśmy piątym producentem, jeśli chodzi o przemysł cukrowniczy, a także ważnym producentem chociażby czekolady. Dlatego wytwórcy, widząc, że wszystkie ceny wokół rosną, woleli mieć cukier u siebie w magazynach. Kupowali go, bo wiedzieli, że będzie drożał. Dzieje się to w wakacje, gdy gorzej działa logistyka, spedycja i dystrybucja. Więc gdy na półkach sklepów Biedronki pojawiły się braki cukru, a media o tym poinformowały, to naród wrócił do instynktu samozachowawczego, że trzeba mieć na potrzeby domowe 10 kg cukru. I się zaczęło - tłumaczył w rozmowie z Jackiem Żakowskim.

Jak podkreślił były wicepremier, Polacy coraz więcej konsumują cukru zawartego w żywności, a coraz mniej cukru jako produktu finalnego. Przyznał, że sam "demokratyczną Polskę przeżył bezsłodko", bo ponad 30 lat temu zrezygnował ze słodzenia kawy i herbaty.

Niestety Piechociński nie miał dobrych informacji, bo jak mówił, ceny tego surowca rosną i ten trend będzie się utrzymywał w najbliższym czasie. - Grupy producentów rozpoczęły już kolejną fazę negocjacji umów na przyszły sezon. Proponuje im się już nie 39, a 45 euro za cukier. Więc już wiemy, że w przyszłym roku będzie on na pewno droższy - wyjaśnił.

Gość Poranka TOK FM zwrócił również uwagę na pewien paradoks: mimo dynamicznego wzrostu cen cukru i żywności rolnicy nie zarabiają więcej. - U rolnika zdrożała produkcja buraka i wcale w tym nie ma rentowności. Ich udział w finalnej cenie produktów żywnościowych niestety maleje - tłumaczył były wicepremier.

"Najpierw rząd tworzy problem, a potem go łagodzi"

Były minister gospodarki nie miał też dobrych wieści w sprawie rosnących cen energii. Przypomniał, że trzej duzi producenci i dystrybutorzy energii już wystąpili do Urzędu Regulacji Energetyki o zgodę na "podniesienie podstawowej ceny prądu, którą płacą gospodarstwa domowe". Wszystko przez ograniczone dostawy węgla i gazu, a także rosnące ceny obu surowców.

Zdaniem Janusza Piechocińskiego winę za obecną sytuację ponosi rząd, bo nie przygotował się na embargo na rosyjski węgiel, na który sam się zdecydował. Analitycy już w kwietniu sygnalizowali, że dostawami węgla będzie kłopot. - Było wiadomo, że w ciągu dwóch lat nasze rezerwy na składach przy elektrowniach i w handlu zredukowane zostały o 84 proc. W roku 2015 wydobywaliśmy 74 mln ton węgla, a teraz nie jesteśmy w stanie wydobyć 52 mln ton. Dlatego w 2018 roku sprowadziliśmy prawie 20 mln ton, z czego większość z Rosji – tłumaczył i dodał, że po wprowadzeniu embarga na rosyjski surowiec jego deficyt dramatycznie się powiększył.

Teraz – jak dodał gość TOK FM – rząd miota się, próbując załagodzić sytuację, przez co wpada w coraz większe kłopoty. Gabinet Mateusza Morawieckiego chce bowiem zwiększyć wydobycie węgla w polskich kopalniach, ale zaraz słyszy od górników żądania podwyżek.

- Bardzo fajnie, że górnicze związki zawodowe w ramach wyjaśniania przyszłości polskiego węgla wywalczyły w Jastrzębskiej Spółce Węglowej podwyżki. Tylko nie powiedzieliśmy społeczeństwu, że jeśli istotnie rosną płace, także w górnictwie, to rośnie cena węgla i energii. I ktoś za to musi zapłacić. Wiele lat temu wicepremier Sasin obiecał nam rekompensaty za podwyżki cen energii. Tylko proszę zwrócić uwagę: wpierw tworzy się problem, a potem stara się łagodzić go poprzez jakieś daniny dla społeczeństwa – ocenił rozmówca Jacka Żakowskiego.

Zatem – jak podkreślił - rząd w tych próbach łagodzenia problemu popada w coraz głębszy chaos. - Niedawno rząd miał pomysł, że to składy węglowe mają nam załatwić węgiel, a teraz że mają to zrobić spółki energetyczne. Sama Polska Grupa Energetyczna czeka na 11 statków z tym surowcem (…) Tylko że nadbrzeża węglowe pierwsze wolne okienka, jakie mają, by przyjąć ten surowiec, to jest 4-7 października. A w dodatku ten węgiel ze Szczecina trzeba jeszcze rozwieść po Polsce koleją, która nie ma wagonów na ten surowiec. Więc diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM