"Minister mówił, że można się kąpać w Odrze. Szkoda, że tego nie zrobił". O dezinformacji rządu

To, co pozostanie po katastrofie ekologicznej na Odrze, to brak ryb i brak zaufania do państwa - mówił w TOK FM medioznawca prof. Maciej Mrozowski. Jak dodał, "Odra będzie martwa jeszcze przez jakiś czas i to będzie takim garbem tego rządu, który będzie kłuł w oczy".
Zobacz wideo

Nadal nie ustalono, co jest przyczyną największej od lat katastrofy ekologicznej w Polsce. We wtorek minister klimatu i środowiska Anna Moskwa poinformowała, że w żadnej z dotychczas zbadanych próbek wody z Odry nie wykryto substancji toksycznych. Jak dodała, w badaniach przyczyn masowego śnięcia ryb brane są pod uwagę trzy hipotezy: przedostanie się do Odry substancji toksycznej, przyczyny naturalne (wysoka temperatura, niski stan wody i wzrost stężeń zanieczyszczeń) i odprowadzenie do Odry dużej ilości wód przemysłowych, w których jest dużo chloru. Z kolei w czwartek minister poinformowała o tzw. złotych algach w Odrze, które mogły być powodem masowego śnięcia ryb.

O ocenę tej strategii informowania Polaków o katastrofie ekologicznej został poproszony w TOK FM prof. Maciej Mrozowski, medioznawca i prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego i SWPS. -Najważniejsza była pierwsza faza, gdy zaczęło z Odrą dziać się coś złego. Rząd o tym wiedział i w zasadzie nie informował. Można było w tym zobaczyć trzy niebezpieczne zjawiska. Pierwsze to brak odpowiedzialności wobec ludzi, bo nie tylko ich nie ostrzegano, ale wręcz minister (wiceszef resortu infrastruktury Grzegorz Witkowski - przyp. red.) stał nad brzegiem Odry i mówił, że można się kąpać. Szkoda, że się nie wykąpał, może by się czegoś nauczył. Po drugie: strach wewnętrzny urzędników. Wielu z nich bało się uruchomić system alarmowy w obawie, że to oni staną się kozłami ofiarnymi i do nich władza będzie miała pretensje. A po trzecie: brak wizji. Wydawało im się, że jak się przemilczy sprawę, to ona się rozpłynie. Tymczasem to wszystko nabrzmiało – mówił w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Jak dodał, rządzący szukają teraz "bajkowej narracji", która katastrofę ekologiczną na Odrze tak rozmydli, że Polacy już nie będą wiedzieli, o co chodzi. - Bo jak jest pięć hipotez, to nie ma żadnej. Naukowcy mają rację, gdy twierdzą, że teraz trudno będzie wyjaśnić przyczyny katastrofy, bo główna fala popłynęła już do Bałtyku. Teraz trzeba byłoby detektywów, którzy próbowaliby odtworzyć to, co się wydarzyło – stwierdził.

"Garb rządu, który będzie kłuł w oczy"

Zdaniem badacza, rząd sięgnął w tej sprawie po stare chwyty: wywołał chaos, siał dezinformację i demagogicznie przerzucał odpowiedzialność na innych. – Rozumiem, że w sytuacji wojny państwo musi uprawiać taką propagandę, ale my nie jesteśmy na żadnej wojnie! Kłopot polega na tym, że w dzisiejszym świecie z przerażeniem stwierdzamy, iż instytucje demokratyczne nie są pod naszą kontrolą. Nie czują się tak wbudowane w system demokratyczny, żeby musiały prawidłowo zadziałać. Poprzez wysyłanie przekazów dnia realizują doraźny cel, czyli utrzymanie się przy władzy. Natomiast nie troszczą się o długofalowe skutki - podkreślił.

W ocenie medioznawcy to, co pozostanie po katastrofie ekologicznej na Odrze, to "brak ryb i brak zaufania do państwa". - Odra będzie martwa jeszcze przez jakiś czas i to będzie takim garbem tego rządu, który będzie kłuł w oczy. I to nie tylko nas, ale także społeczność międzynarodową. Bo nie tylko Niemcy się tym interesują, ale również Szwedzi, Duńczycy, Norwedzy. A to dlatego, że to świństwo, które przelało się przez Odrę, teraz wpada do Bałtyku. Krótko mówiąc, wyszło najgorzej jak mogło. Niewyobrażalnie to wszystko było głupie i bezsensowne. Najgorsze jest to, że dalej nie wiemy, co się wydarzyło – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM