Kto zyskał na zamieszaniu ws. Anwilu i Azotów? "Boję się, że to miało charakter impulsu cenotwórczego"

Marek Sawicki zasugerował w TOK FM, że w sprawie wstrzymania produkcji nawozów azotowych, a co za tym idzie dwutlenku węgla m.in. dla przemysłu spożywczego, nie musiało chodzić o ceny gazu. - Boję się, że to miało bardziej charakter impulsu cenotwórczego - mówił. Jak wyjaśnił np. dwutlenek węgla "był wcześniej sprzedawany po śmiesznych kwotach". - Teraz na pewno osiągnie wysoką cenę - ocenił były minister rolnictwa. Według Sawickiego sprawą powinna zająć się ABW.

23 sierpnia Grupa Azoty i Anwil poinformowały o wstrzymaniu produkcji nawozów. Szybko pojawiły się alarmistyczne głosy dotyczące zagrożenia, jakie przyniesie ta decyzja nie tylko dla rolnictwa, ale wielu branż, które do działania potrzebują dwutlenku węgla, który sprzedawały zakłady produkujące nawozy. 28 sierpnia wicepremier i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk ogłosił, że razem z wicepremierem i ministrem aktywów państwowych - Jackiem Sasinem, pracują nad "systemem, który umożliwi wznowienie produkcji nawozów". 

O końcu tych prac nie poinformowano, ale za to dzień później - 29 sierpnia ogłoszono, że zostanie przywrócona produkcja w należących do Orlenu zakładach Anwil.

- Kolejny raz widać, że ani premier, ani wicepremierzy nie mają nic do powiedzenia. Nawarzyli piwa i przez sześć dni trzymali nas wszystkich w niepewności. Okazało się, że jedna decyzja prezesa Obajtka i dwaj wicepremierzy okazali się absolutnie do niczego niepotrzebni - komentował w TOK FM Marek Sawicki. Zdaniem byłego ministra rolnictwa sprawa produkcji nawozów i dwutlenku węgla pokazała, że "państwo jest w totalnej rozsypce". 

- Myślałem, że ci nowi szefowie Anwilu, całej Grupy Azoty doszli do wniosku, że skoro dwutlenek węgla - jako gaz cieplarniany szkodzi ludziom i klimatowi - to w związku z tym trzeba zaprzestać produkcji - ironizował, choć podkreślił, że sprawa jest niezwykle poważna. Bo dotyczy nie tylko produkcji rolnej, przemysłu spożywczego, ale też służby zdrowia. - Nikt z tych ludzi, którzy zajmują się produkcją nawozów azotowych, nie zdawał sobie sprawy z tego, że ten ważny produkt uboczny, jakim jest dwutlenek węgla i kwas azotowy potrzebne są tak wielu gałęziom gospodarki - ocenił w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Kto zarobi na zamieszaniu wokół produkcji nawozów?

Dziennikarka TOK FM przypomniała, że obie firmy decyzję o wstrzymaniu produkcji nawozów tłumaczyły wysokimi cenami gazu. Teraz Anwil do produkcji wraca, choć - jak podkreśliła Lewicka - ceny gazu nie spadły.

- Takie zakłady azotowe muszą mieć terminowe kontrakty na dostawy gazu. I jestem przekonany, że skoro są to spółki w głównej mierze państwowe, to miały dostawy z PGNiG, który ma krajowe wydobycie, więc mógł zakłady cały czas zaopatrywać. Boję się, że to wstrzymanie produkcji miało bardziej charakter impulsu cenotwórczego niż rzeczywistych problemów z cenami gazu - stwierdził.

Polityk PSL-u przypomniał, że Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo w I półroczu 2022 roku "wypracowało nadzwyczajne zyski". - Dużo większe niż Orlen. To PGNiG mógł podać tym zakładom przez dwa miesiące gaz po kosztach własnych, bez naliczania marży. Gdyby wicepremier Sasin nad tym panował, to pewnie tak by było... Jesteśmy znaczącym producentem żywności na eksport, w mojej ocenie w tym roku eksport może przekroczyć 40 mld euro. Jaki my dajemy sygnał naszym kontrahentom w Europie i na świecie? Uwaga, dostawca z Polski jest dostawcą niepewnym, bo w każdej chwili państwowe spółki mogą wstrzymać dostawy - mówił gość Wywiadu Politycznego.

Zdaniem Sawickiego sprawa jest na tyle poważna, że powinna się nią zająć Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. - To nie opozycja wstrzymała produkcję nawozów, tylko spółki w dużej części zależne od tego państwa. Nie wierzę, że skoro pan premier zapewniał, że gazu nam starczy, że węgla zakontraktowanego będziemy mieli w nadmiarze, to w tej chwili wstrzymano produkcję. ABW powinno to zbadać, bo to zagrożenie ogromne  dla stabilności eksportu polskiej żywności - argumentował.

Były minister rolnictwa raz jeszcze powtórzył, że w całej sprawie mogło chodzić o "impuls cenowotwórczy", kiedy Karolina Lewicka wspomniała o coraz wyższych cenach żywności. - Niezamierzony impuls jak rozumiem, bo chyba rządowi nie zależy, żeby ceny były jeszcze wyższe - skomentowała dziennikarka,

- Nie wiem pani redaktor, komu na tym zależy i dlaczego. Ale wiem jedno, że dwutlenek węgla był wcześniej sprzedawany po śmiesznych kwotach - jako odpad (produkcyjny). Teraz - po wznowieniu produkcji - na pewno osiągnie wysoką cenę - podsumował Marek Sawicki.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM