"Wyliczeniom Mularczyka wierzę tak, jak zapewnieniom Glapińskiego". Nałęcz o niemieckim bębenku i "zbrodniczych pomysłach" PiS

- Przez 77 lat, które dzieli nas od zakończenia II wojny światowej, wiele się wydarzyło. Mimo to, błędne postrzeganie rzeczywistości PiS polega na tym, że on chce wrócić do kwestii reparacji tak, jakby był rok 1945. Tyle, że w realiach roku 2022. A tego się przecież nie da zrobić - mówi profesor Tomasz Nałęcz w rozmowie z tokfm.pl.
Zobacz wideo

Jaki sens ma kwota 6 bilionów 200 mld zł, która padła na prezentacji raportu o reparacjach?

Profesor Tomasz Nałęcz, były wicemarszałek Sejmu i doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego: Żadnego. Choćby dlatego, że niezbędne są do tego naukowe badania nad stratami poniesionymi przez Polaków w czasie II wojnie światowej. Tak ze strony Niemców, jak ze strony Rosjan. Te, które są prowadzone, nie zostały jeszcze zakończone. Gdyby więc pieniądze, które PiS zamierza teraz inwestować w tę imprezę polityczną - bez celów naukowych - przeznaczyć na badania, to za parę lat wiedzielibyśmy, o jakiej konkretnie kwocie powinna być mowa. Na razie wyliczeniom posła Mularczyka tak samo wierzę jak zapewnieniom prezesa Glapińskiego w sprawie inflacji sprzed roku.

Czyli palcem na wodzie pisanie?

Nie znam metodologii. Zakładam, że wyliczenia oparte są głównie na badaniach biura odszkodowań wojennych z lat 1945-1947. Poza tym, w ogóle nie ufam żadnym liczbom, które są używane w kampaniach politycznych. A tu podnosi się sprawę rzeczywiście ważną, w wymiarze historycznym, ale z zamiarem zbójeckiego zdyskontowania tego w polityce. Rozbudzenia nastrojów antyniemieckich. Dlatego żadnym danym tam nie wierzę! Nauka w służbie PiS prowadzi do takich efektów jak podręcznik do HiT-u prof. Roszkowskiego. Wybitny badacz, a w służbie politycznej PiS zszedł na manowce, jakby był początkującym pacholęciem.

PiS tłumaczy z kolei, że raport był przygotowywany aż pięć lat, więc.... 

… takie tłumaczenie, że im więcej mija czasu, tym PiS lepiej coś bada, mogę równie dobrze odnieść do pseudobadań katastrofy smoleńskiej. Ogromne pieniądze utopione w hucpie politycznej. Z gruntownym zakłamywaniem rzeczywistości. Jeśli chodzi o czas, to w PiS-owskich badaniach on nic nie znaczy.  

Zostawmy kwestie tego, czy badania są miarodajne czy nie. Pieniądze, o których mówi PiS, da się w ogóle odzyskać? 

Nie wiem. Dlatego też konsekwentnie mówię o badaniach historycznych - to akurat warto ustalić. A kwestia reparacji od Niemiec to już inna sprawa. Tyle, że na istotę tematu PiS w ogóle zamyka oczy. I zachowuje się tak, jakbyśmy byli w punkcie wyjścia. A nie jesteśmy! Przez 77 lat, które dzieli nas od zakończenia II wojny światowej, wiele się wydarzyło. Mimo to, błędne postrzeganie rzeczywistości PiS polega na tym, że on chce wrócić do kwestii reparacji tak, jakby był rok 1945. Tyle, że w realiach roku 2022. A tego się przecież nie da zrobić.

Historycy podkreślają też, że Polska zrzekła się reparacji od Niemiec łącznie cztery razy.

I tak np. w Poczdamie zastosowano rozwiązanie, że Polska będzie rozliczała się ze Związkiem Sowieckim, bo to on zagrabił znaczną część jej ziem. A rekompensatą miały być ziemie zachodnie. Nabyte kosztem Niemiec. Stąd w wyniku II wojny światowej otrzymaliśmy solidny kawał terytorium niemieckiego. I to nie jest sytuacja jak ta dotycząca Alzacji czy Lotaryngii w latach 1918-19. Wówczas na konferencji w Paryżu, Francja odzyskiwała terytorium wcześniej jej zagrabione. W poprzedniej wojnie Polska otrzymała tereny, które były w posiadaniu Niemiec - w różnej formule - przez co najmniej 700 lat.

Ostatni raz Polska zrzekła się reparacji w 2004 r. Po co teraz do tego wracać?

Cel PiS jest przejrzysty. Wykreować wroga - bębenek antyniemiecki ma być wabikiem dla tych, którzy pamiętają o złowrogiej przeszłości polsko-niemieckiej. I scementować wyborcę. Niewykształconego. Mniej znającego świat i politykę zagraniczną. I choć to bandycki sposób, to niestety częściowo skuteczny. A tak długo, jak jest on skuteczny, tak długo PiS będzie się tą kartą posługiwał. Dla PiS jedyną ważną rzeczą - o wiele ważniejszą niż polska racja stanu - jest to, by zdobyć władzę. A potem trwać przy niej jak najdłużej. Ale cel PiS jest też złowrogi. Od 300 lat, od czasów, kiedy Piotr I uczynił Rosję mocarstwem europejskim jest tak, że jak Polska napina stosunki z Zachodem, to przesuwa się automatycznie - chcąc nie chcąc - w stronę Rosji.

Innymi słowy: Polska musi się albo oprzeć o wschodniego sąsiada…

... albo wpaść w uzależnienie strategiczne. Dlatego podnoszenie kwestii reparacji dla bieżących celów PiS jest pomysłem zbrodniczym. Potrzeba strasznego barbarzyństwa politycznego, by tak robić. A w tym przypadku intencja prezesa PiS jest oczywista. Skoro dziś, kiedy wojna trwa od pół roku i powoduje krwawe ofiary na Ukrainie, jeden z ważniejszych polityków PiS mówi: Zagrożenie ze strony Rosji jest w gruncie rzeczy mniejsze niż zagrożenie ze strony Niemiec i zachodu. Trudno mi sobie wyobrazić, że można być tak zaślepionym w imię partyjnego interesu. Trudno mi też bez emocji o tym mówić. 

Eksperci podnoszą , że PiS gra też antyniemiecką kartą, by "docisnąć" Niemcy za to, że nie chcą nam dać pieniędzy z KPO.

Ale to przeciwskuteczne. A i Niemcy też nie są najwierniejszym strażnikiem praworządności. O wiele bardziej dopominają się o to inne kraje, w tym np. Holandia. Niemcy m.in. ze względu na skomplikowaną przeszłość starają się tutaj być bardziej wyrozumiali. A nawet jeśli taka jest metoda PiS, to przecież tak jakby chcieć kobietę zmusić do miłości biciem. I w ten sposób wzbudzić przy okazji uznanie. Podkreślam: nie sądzę, żeby to była dobra metoda. Choć PiS ją często stosuje w stosunkach zagranicznych. Kogo myśmy już nie chcieli obtłuc, żeby skruszał? Poza Niemcami także Francuzów, Czechów, Słowaków, Litwinow. PiS jest mistrzem tej metody. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM