Kaczyński idzie drogą Trumpa? Ekspert o pomyśle prezesa PiS na "armię", która ma strzec wyborów

Jarosław Kaczyński chce tworzyć liczącą kilkadziesiąt tysięcy ludzi "armię, która będzie strzegła wyborów w każdym okręgu wyborczym". - Te zapowiedzi brzmią już nie jak Rosja putinowska, ale jak Korea Północna - komentował w TOK FM prof. Adam Drosik. Politolog wskazał na podobieństwo między deklaracjami Kaczyńskiego i Donalda Trumpa.
Zobacz wideo

Powakacyjny powrót Jarosława Kaczyńskiego do objazdu po Polsce przyniósł sporo deklaracji, które pokazują, jakie pomysły będzie realizował w najbliższym czasie PiS. Prezes partii rządzącej Polską od siedmiu lat mówił między innymi o zbliżających się wyborach parlamentarnych. Zgodnie z kalendarzem wyborczym odbędą się one jesienią 2023 roku.

- Musimy stworzyć - poza tym, że musimy przeprowadzić pewne zmiany prawne, które pozwolą lepiej kontrolować wyniki wyborów - armię, która będzie strzegła wyborów w każdym okręgu wyborczym. Potrzebna jest naprawdę armia. Armia licząca kilkadziesiąt tysięcy ludzi, bo tych okręgów, obwodów wyborczych, komisji obwodowych, jest (...) przeszło 28 tysięcy i wszędzie muszą być nasi ludzie. I to jest dzisiaj nasze wielkie zadanie, obok innych oczywiście - mówił Kaczyński w Nowym Targu.

Prof. Adam Drosik zwrócił uwagę, że pomysł zgłosił lider partii rządzącej Polską od 2015. Partii, która sprawuje kontrolę nad praktycznie wszystkimi instytucjami państwa. Jak ocenił w TOK FM dziekan Wydziału Nauk o Polityce i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Opolskiego, widać podobieństwo między ostatnimi wypowiedziami Kaczyńskiego a tym, co mówił przed wyborami prezydenckimi w USA Donald Trump. - On zapowiadał, że wybory mogą być sfałszowane - przygotowywał grunt pod porażkę, której nie uzna i stworzy alternatywną rzeczywistość w USA. Doprowadziło to do próby puczu, która nie udała się tylko dlatego, że państwo zadziałało - przeszkodziło w tym - przypomniał gość "Pierwszego śniadania w TOK-u".

- Czy w Polsce grozi nam taki scenariusz? Oby nie, państwu i sobie tego życzę. Ale zapowiedzi tworzenia jakiejś armii kontroli wyborów brzmią już nie jak Rosja putinowska, ale jak Korea Północna - stwierdził prof. Drosik. Ekspert uważa, że wypowiedzi na temat armii, która ma kontrolować przebieg wyborów, "nie są tylko formą mobilizacji elektoratu". - Dla mnie to już brzmi bardzo groźnie - dodał.

Polska ramię w ramię z Orbanem

Piotr Maślak pytał swojego gościa o inną ważną deklarację, jaką przyniósł miniony weekend. Premier Morawiecki zapowiedział, że Polska wraca do bliskiej współpracy z Węgrami Viktora Orbana. Relacje ochłodziły się wyraźnie po ujawnieniu informacji na temat masakry cywilów w Buczy. Premier Węgier stwierdził wtedy, że w tej sprawie powinno zostać przeprowadzone dochodzenie, bo "w obecnym świecie trzeba uważnie decydować o tym, w co się wierzy, ponieważ łatwo jest wszystko sfałszować".

Orban nie raz w czasie trwającej w Ukrainie wojny wypowiadał się negatywnie na temat Wołodymyra Zełenskiego, dyskredytował ukraińskiego prezydenta. Od lat zresztą Węgry utrzymywały bliskie relacje z Rosją. A Orban uznawany był za wielkiego sojusznika Władimira Putina.

Prof. Drosiak pytany o powrót do bliskiej współpracy polsko-węgierskiej powiedział: "Może pośrednio w ten sposób chcemy dostać się do rosyjskiego gazu". Węgry - przypomnijmy - w czasie sankcji i po zakręceniu przez Rosjan kurka z gazem nie narzekają na brak surowca. Przed tygodniem premier Węgier poinformował o podpisaniu nowej umowy z Gazpromem, zgodnie z którą od 1 września Węgry dostają dodatkowe 5,8 mln metrów sześciennych rosyjskiego gazu dziennie.

Gość TOK FM ocenił, że w polskiej polityce międzynarodowej "brak jakiejkolwiek spójności i logiki". - Węgry i ich bliskie relacje z Rosją nie wyszły na jaw w momencie inwazji Rosji na Ukrainę. Jeśli kiedyś tego nie chciano dostrzegać, to wydawało się, że rzezie ludności cywilnej (m.in. w Buczy) powinny doprowadzić przynajmniej część polityków PiS do otrząśnięcia się z przyjaźni z formacją, która rządzi na Węgrzech. Z formacją, która przecież masakry w Buczy nie widzi. A teraz słyszymy o powrocie do przyjaźni z Węgrami. Naprawdę nie życzę nam budowania takiego Budapesztu w Warszawie - podsumował dziekan Wydziału Nauk o Polityce i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Opolskiego. 

DOSTĘP PREMIUM