Porażka Kaczyńskiego w Rudzie Śląskiej. "Na Nowogrodzkiej zapaliły się czerwone lampki"

Do drugiej tury wyborów w Rudzie Śląskiej nie wszedł Marek Wesoły, poseł Prawa i Sprawiedliwości, któremu osobiście poparcia udzielił Jarosław Kaczyński. - W lokalnych strukturach partii nie był osobą, za którą trzeba umierać - mówił w TOK FM Przemysław Jedlecki z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Pierwsza tura niedzielnych wyborów prezydenckich w Rudzie Śląskiej nie przyniosła rozstrzygnięcia. Żaden z kandydatów nie uzyskał więcej niż połowę oddanych głosów ważnych. Konieczna jest dogrywka, która zostanie przeprowadzona 25 września. Rywalizować w niej będą: Michał Pierończyk oraz Krzysztof Mejer, czyli byli zastępcy zmarłej w czerwcu prezydent Rudy Śląskiej Grażyny Dziedzic. Do drugiej tury nie wszedł Marek Wesoły, poseł Prawa i Sprawiedliwości, któremu osobiście udzielił poparcia Jarosław Kaczyński. Stało się tak mimo, że PiS miał w tym mieście wysokie poparcie wyborców. W 2015 roku wynosiło ok. 37 proc., a w 2019 roku – 44 proc.

Przemysław Jedlecki z "Gazety Wyborczej" zauważył w TOK FM, że politycy rozmaitych partii lubią przyjeżdżać na Śląsk, walczyć o głosy wyborców i potem mówić, że kto tam wygrał, to zwycięży w całej Polsce. - Zwykle to się sprawdza. W 2020 roku Andrzej Duda w Rudzie Śląskiej zdobył nieco ponad 51 proc. głosów, a potem wygrał w wyborach prezydenckich. Teraz jednak mamy sytuację nietypową, nową i chyba zaskakującą. Poseł PiS przegrał, nawet nie wszedł do drugiej tury i wszystko to wydarzyło się w mieście, w którym jest znany i gdzie PiS do tej pory łatwo wygrywał – analizował w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Przypomniał, że chociaż Marek Wesoły uzyskał poparcie Jarosława Kaczyńskiego, to w lokalnych strukturach partii PiS "nie był osobą, za którą trzeba umierać". - Było widać, że nie uchodził za kogoś, któremu trzeba pomagać, rzucając wszystko. To było widać w tej kampanii – podkreślił.

"PiS stanęło w rozkroku"

Również Bianka Mikołajewska z Wirtualnej Polski przyznała, że wynik niedzielnego głosowania w Rudzie Śląskiej jest zaskakujący. - Większość spodziewała się, że do drugiej tury wejdzie również kandydat PiS-u, bo na to po prostu wskazywały sondaże przedwyborcze. Wydaje mi się, że dużą rolę odegrała tutaj niepewność PiS-u co do swojej strategii. Bo z jednej strony Jarosław Kaczyński poparł pana Wesołego, ale z drugiej – nie było takiego szturmu PiS-u na miasto, gdzie zaangażowaliby się wszyscy lokalni działacze partii i byłoby głośno o tej kampanii w całej Polsce - tłumaczyła.

W jej ocenie PiS mniej straciłoby wizerunkowo, gdyby podjęło decyzję o niemieszaniu się w te wybory albo z całą mocą by się w nie zaangażowało. - A takie stanie w rozkroku przyniosło zły efekt. Opozycja ma teraz wiele powodów do zadowolenia. Ale też przedwczesne jest mówienie, że to prognostyk tego, co stanie się w wyborach parlamentarnych w przyszłym roku, bo one rządzą się innymi prawami – zastrzegła gościni TOK FM.

Z kolei politolog Tomasz Słupik uważa, że osobiste poparcie Jarosława Kaczyńskiego mogło zaszkodzić posłowi PiS-u w walce o fotel prezydenta, ale w niewielkim stopniu. Zdaniem eksperta przesądziły raczej kwestie lokalne. - Do drugiej tury przeszło dwóch kandydatów znanych w mieście, którzy zrobili kampanię "blisko ludzi". Spotykali się z nimi, ściskali im ręce, jeździli z nimi autobusami i rozdawali cukierki – opisywał.

Jego zdaniem niedzielny wynik pierwszej tury wyborów w Rudzie Śląskiej wyraźnie pokazuje ogólnopolski trend. - Myślę, że teraz na Nowogrodzkiej (siedzibie PiS – przyp. red.) zapaliły się czerwone lampki. Bo to, co pokazują wybory w Rudzie, widać też wyraźnie w ogólnopolskich sondażach – mówił w rozmowie z reporterem TOK FM Grzegorzem Koziełem.

DOSTĘP PREMIUM