Ruda Śląska to kolejny zły sygnał dla PiS. Prof. Flis: Szczególnie jeśli się jest w nastroju nieprzysiadalnym

Dotychczasowi wiceprezydenci miasta Michał Pierończyk oraz Krzysztof Mejer zmierzą się w drugiej turze wyborów prezydenckich w Rudzie Śląskiej. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marek Wesoły, startujący z własnego komitetu odpadł z rozgrywki. - To kolejny sygnał, po sondażach - z ocenami zaufania czy poparcia - że pierwsze miejsce dla partii Kaczyńskiego jest złudzeniem - ocenił w TOK FM prof. Jarosław Flis.
Zobacz wideo

25 września odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich w Rudzie Śląskiej. O stanowisko walczyć będą dotychczasowi wiceprezydenci miasta Michał Pierończyk oraz Krzysztof Mejer. Z rywalizacji odpadł Marek Wesoły - startujący z własnego komitetu poseł Prawa i Sprawiedliwości, któremu poparcia udzielił osobiście, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, Jarosław Kaczyński.

Wyniki z Rudy Śląskiej nie zaskoczyły profesora Jarosława Flisa. – To był bardziej pocałunek śmierci, bo partia władzy nie miała tutaj dużego pola manewru – ocenił socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Gość TOK FM wskazał, że PiS ma od lat problem z mocnymi kandydatami w lokalnych wyborach. – Dlatego wysyła do walki posłów. To najwygodniejsze rozwiązanie, bo w sumie tak do końca go nie popieramy, ponieważ nie wierzymy w jego zwycięstwo. Dla takiego kandydata poparcie z centrali to także żaden bonus, a bardziej obciążenie – mówił ekspert.

Jak wyjaśnił Flis, te wszystkie czynniki złożyły się na "żenujący dla partii rządzącej efekt". – Podobnie było rok temu przy wyborach w Rzeszowie (Konrad Fijołek, popierany przez opozycję, wygrał już w I turze). Zabrakło sensownej strategii. PiS zrobił to w sposób dla siebie typowy, wystawił posła i postanowił "nie wpadać" w to bardziej – podkreślił.

Mikołaj Lizut, prowadzący "A teraz na poważnie", dopytywał swojego gościa, jak wynik wyborów w Rudzie Śląskiej wpłynie na kondycję całego PiS. – To kolejny sygnał, po sondażach – z ocenami zaufania czy poparcia – że to pierwsze miejsce dla partii Kaczyńskiego jest złudzeniem. Szczególnie jeśli się jest w nastroju nieprzysiadalnym, czyli nie bardzo ma się ochotę na podchodzenie z szacunkiem do partnerów, a wszystkich skłonnych do współpracy traktuje się jako przystawki do obgryzienia. A z kolei reszta to wrogowie i obca agentura. Wtedy to się tak kończy. Można mieć 1/3 poparcia, ale nie utrzymać władzy i być największą partią opozycji – podsumował prof. Jarosław Flis.

DOSTĘP PREMIUM