Przekop na Mierzei Wiślanej otwarty, ale potrzebne są dalsze inwestycje. PiS dokona wrogiego przejęcia portu w Elblągu?

Sztandarowa inwestycja PiS, czyli przekop na Mierzei Wiślanej, podoba się wielu Polakom - ocenił w TOK FM Krzysztof Katka z "Gazety Wyborczej". Jednak - jego zdaniem - jeśli wejdziemy na poziom analizy ekonomicznej, to inwestycja ta już nie wygląda tak dobrze. - Jej znaczenie gospodarcze dla Polski jest marginalne. Jak spojrzymy też na to, jakie możliwości uniezależnienia od Rosji daje nam ten kanał, to trzeba stwierdzić, że one są niewielkie - ocenił.
Zobacz wideo

W sobotę - w obecności m.in. premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego - prezydent Andrzej Duda otworzył kanał na Mierzei Wiślanej. To jedna z flagowych inwestycji rządu PiS. - Otwarcie kanału przez Mierzeję Wiślaną to wielkie zwycięstwo Polski, patriotów, wszystkich tych, którzy rozumieją znaczenie solidarności - mówił Andrzej Duda. Wbił też szpilę przeciwnikom tego pomysłu. - Każda wielka inwestycja wiąże się z tym, że jest ona atakowana. Powody są różne. Ale wiele z nich, to także powody podszyte wielkim złem - dodał.

- Ta uroczystość była napakowana patriotycznymi akcentami. Mam wrażenie, że o przekopie trudno się rozmawia, bo to inwestycja, która podoba się wielu osobom. I zawsze lepiej mieć kanał, niż go nie mieć. Ale jeśli wejdziemy na poziom analizy ekonomicznej, to ona już nie wygląda tak dobrze. Znaczenie gospodarcze dla Polski tej inwestycji jest marginalne. Jak spojrzymy też na to, jakie możliwości uniezależnienia od Rosji daje nam ten kanał, to trzeba stwierdzić, że one są niewielkie - mówił w TOK FM Krzysztof Katka z "Gazety Wyborczej". Zastrzegając przy tym, że rządowa propaganda przedstawia ją jako jedną z najważniejszych inwestycji polskich w ostatnich latach. 

Prowadząca audycję Karolina Lewicka przywołała w odpowiedzi wypowiedź prof. Włodzimierza Rydzkowskiego z Uniwersytetu Gdańskiego. Ten zaliczył przekop na Mierzei Wiślanej do tzw. białych słoni. Tak Amerykanie nazywają inwestycję, która nie wiadomo, czemu służy. Według gościa TOK FM, przekop na pewno nie służy celom gospodarczym. - Prezydent Andrzej Duda niedawno stwierdził, że inwestycja niebawem się zwróci. Ale to zaklinanie rzeczywistości. Analizy do tej inwestycji, które powstawały na zlecenie rządu, mówiły o tym, że jeśli wydamy ok. 800 mln zł, a koszt ten miałby się zwiększyć o 20 proc., to trudno mówić o korzyściach ekonomicznych. A przekop kosztował 2 mld zł - zauważył.

Jego zdaniem przekop nie będzie miał też wielkiego znaczenia nawet dla samego Elbląga. - Bo nawet jeśli pojawi się tam jakiś ruch turystyczny w sezonie i będzie także większy ruch statków, to trudno mówić, że w ciągu kilku-kilkunastu lat było to koło zamachowe dla tego miasta - tłumaczył.

Wrogie przejęcie?

Krzysztof Katka dodał również, że trudno nawet mówić o tym, by przedsięwzięcie to było gotowe, bo nie został ukończony tor wodny do Elbląga. Rząd twierdził, że właśnie to miasto ma zająć się pogłębieniem końcówki toru. Tymczasem tamtejszy samorząd odpowiedział, że nie może ze swoich środków dokonywać inwestycji na rzece, która jest pod kontrolą państwa. W końcu Ministerstwo Aktywów Państwowych zaproponowało dofinansowanie portu sumą 100 mln zł - pod warunkiem, że Skarb Państwa przejmie pakiet kontrolny w spółce, która zarządza tym obiektem.

Czy więc PiS chce dokonać wrogiego przejęcia portu? Gość TOK FM nie wykluczył tego, że rząd  wykorzystuje trudną sytuację, w jakiej znalazł się samorząd. - On i inne samorządy są dzisiaj w fatalnej sytuacji finansowej, która jest spowodowana m.in. przez Polski Ład, który odebrał im znaczące wpływy podatkowe. Nie są więc w stanie być inwestorami dla takich przedsięwzięć. Wygląda więc na to, że jedynie pieniądze rządowe mogą pomóc w tej sytuacji - podsumował dziennikarz "Gazety Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM