"Fałsz, obłuda i kłamstwo". PiS wydłuża kadencję samorządów. Kwiatkowski: Wpadamy w kłopot już na wieki wieków amen

- Wybory samorządowe od wyborów parlamentarnych mogą się różnić aż sześć tygodni. Pierwszy termin samorządowych to 24 września 2023, a ostatni parlamentarnych w pierwszej dekadzie listopada. A oni przesuwają wybory samorządowe bliżej wyborów do europarlamentu, które uwaga, mają też pięcioletnią kadencję. Czyli wpadamy w kłopot, który oni "rozwiązują" - zbliżonych wyborów już na wieki wieków amen - mówi w TOK FM senator Krzysztof Kwiatkowski.
Zobacz wideo

PiS, mimo wątpliwości wielu prawników i konstytucjonalistów, przeforsował w Sejmie swój pomysł o wydłużeniu kadencji samorządów. Zgodnie z wolą partii rządzącej głosować będziemy nie jesienią przyszłego roku, a dopiero wiosną 2024 roku. Opozycja już zapowiada, że projekt w Senacie - gdzie ma większość - odrzuci.

O komentarz w tej sprawie w TOK FM został poproszony Krzysztof Kwiatkowski - senator niezależny i przewodniczący senackiej Komisji Ustawodawczej. - To ciekawa sytuacja, że środowisko zawodowe, w tym wypadku konkretnie posłowie PiS, mające kilkuprocentowe zaufanie - wyższe mają gospodynie domowe - zmienia kadencję samorządowcom. Czyli tym, którzy ze wszystkich władz publicznych w Polsce cieszą się najwyższym zaufaniem jako ci, którzy rozwiązują konkretne problemy ludzi - mówił były prezes NIK i były minister sprawiedliwości w "Wywiadzie Politycznym". 

Na uwagę prowadzącej, że wczoraj Paweł Szefernaker mówił: "Jestem przekonany, że większość samorządowców jest za tym rozwiązaniem", zareagował krótko. - Czytałem stanowiska wszystkich dużych organizacji samorządowych. Wszystkie są przeciwne, łącznie z szefem Związku Miast Polskich - podkreślił w rozmowie z Karoliną Lewicką.

- Najzabawniejsze jest, że politycy PiS powołują się na Trybunał Konstytucyjny. Mam ten wyrok wraz z uzasadnieniem i widzę, że oni przeczytali tylko dwa-trzy zdania, sentencję. Przerosło ich już przeczytanie uzasadnienia - dodał, wskazując, że jest w nim precyzyjnie wskazane, jakie trzy warunki trzeba spełnić, by ewentualnie przesunąć termin wyborów samorządowych. - Nie spełnili żadnego - zastrzegł od razu.

"Fałsz, obłuda i kłamstwo"

Pierwszy warunek to: "pozwala osiągnąć zamierzony skutek". Skutkiem, jak tłumaczył Krzysztof Kwiatkowski, którym PiS uzasadnia zmianę terminu jest to, by nie doszło do kolizji wyborczej. - A co robią? Wybory samorządowe od wyborów parlamentarnych mogą się różnić aż sześć tygodni. Pierwszy termin samorządowych to 24 września 2023 roku, a ostatni parlamentarnych w pierwszej dekadzie listopada. A oni przesuwają wybory samorządowe bliżej wyborów do europarlamentu, które uwaga, mają też pięcioletnią kadencję. Czyli wpadamy w kłopot, który oni "rozwiązują" - zbliżonych wyborów już na wieki wieków amen  - dopowiedział.

- Marek Wójcik mówił, że kolejny taki zbieg wyborów samorządowych i parlamentarnych zdarzyłby się dopiero za 20 lat - zastrzegła jednak prowadząca.

- I to jest odpowiedź na pytanie, czy to jest uczciwy argument czy nieuczciwy. Fałsz, obłuda i kłamstwo ze strony polityków PiS - skomentował gość Karoliny Lewickiej. 

"Spraw publicznych, dobra wspólnego nie ma za grosz"

Drugi warunek to realizacja wartości konstytucyjnej, dokładnie ochrona kadencji i ochrona ustroju. I tak np. 1998 r. wprowadzono dwa nowe szczeble samorządu terytorialnego, co było ustrojowym uzasadnieniem.

- Informuję polityków PiS, że oni dalej nie są ustrojem państwa. To, że PiS może przegrać wybory samorządowe to nie znaczy, że ta porażka powinna podlegać ochronie konstytucyjnej - podkreślił od razu Kwiatkowski. 

Trzeci warunek: regulacje muszą być proporcjonalne. Według gościa TOK FM, tu nie ma proporcjonalności, bo w imię wartości zbiegu wyborów naruszamy demokratyczną zasadę pewności państwa prawa do konstytucyjnie wybranych organów. - Nie ma żadnej wątpliwości, że to, co próbują robić jest wbrew rozstrzygnięciu TK z lat 90. - podkreślił senator Kwiatkowski. - Oczywiście nie zaskoczę nikogo: domyślam się że Julia Przyłębska z przybocznymi jest w stanie tę linię orzeczniczą TK zmienić. Tylko nazwijmy rzecz po imieniu: nie będzie to zmiana dla obywateli, będzie to zmiana dla PiS. Spraw publicznych, dobra wspólnego nie ma w tym za grosz - podsumował.

Dwa rozwiązania 

A co w tej sytuacji zrobi senacka większość? Jak zapewnił przewodniczący senackiej Komisji Ustawodawczej trwają rozmowy na ten temat. Przy czym rozważane są dwa rozwiązania: albo weto senackie albo zgłoszenie poprawek, nad którymi już trwają prace. 

- Jestem po rozmowach  z Markiem Wójcikiem, to jeden z ekspertów Związku Miast Polskich i stosowne poprawki mamy przygotowane. Stosowne, czyli takie, które realizowałyby wartości konstytucyjne i w tej trudnej sytuacji proponowały jakieś rozwiązanie - zastrzegł gość TOK FM. O szczegółach jednak nie chciał rozmawiać.

"Gang Olsena, banda nieudaczników"

Projekt wydłużający kadencję samorządom to projekt poselski, niewymagający opiniowania, uzgodnień i  konsultacji. Tymczasem, jak przypomniała Karolina Lewicka do 30 września br. Polska zobowiązała się w ramach KPO, do naprawienia tego stanu rzeczy. - To był jeden z kamieni milowych, by było mniej takich projektów i by rządzący uwzględniali konsultacje społeczne - dopowiedziała. 

Zdaniem senatora Krzysztofa Kwiatkowskiego dotyczy to kluczowej rzeczy. - Bardzo duża cześć legislacji, a jeśli weźmiemy tzw. projekty trudne, politycznie rozszerzające poza demokratyczne procedury władztwo PiS to będzie to nawet 90 proc., idzie jako projekty poselskie. I co się okazuje? Sejm, większość PiS-owska, wstrzymuje projekty senackie - mówił.

Podał też konkretny przykład: projekt o niekaraniu ochotników Polaków, biorących udział w wojnie w Ukrainie. - Dostałem pismo marszałek Witek, która mi napisała, że musi skonsultować projekt co do zgodności tych przepisów z prawem unijnym. Tyle, że prawo karne jest wyłączną domeną państw narodowych. Siąść i płakać. Gang Olsena, banda nieudaczników. Siedzą i nawet na podpis marszałka Sejmu nie jest wstanie przygotować przynajmniej sprytnej trzymającej się kupy odpowiedzi - ocenił. 

- Tylko w tej kadencji Senatu, komisja której pracami kieruję i do której często trafiają największe projekty rządowe i poselskie miała 300 posiedzeń. Często trwały one po kilkanaście godzin. Dlaczego? Bo zapraszamy strony społeczne, a także np. organizacje pracodawców, organizacje pracowników, by skonsultować realnie projekt. Dziś nie ma takiej pracy w Sejmie. Boleję nad tym. Dziś parlament ma jedną izbę i to jest Senat, w której się poważnie pracuje nad projektami ustaw - skwitował gość Karoliny Lewickiej.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM