Kaczyński może oberwać "politycznym nunczako" w sprawie wyborów. "Nikt w PiS o tym nie myśli"

Na wybory samorządowe poczekamy do 2024 roku. Zdaniem ekspertów pomysł Jarosława Kaczyńskiego, który poparła sejmowa większość, może odbić się czkawką całemu środowisku Prawa i Sprawiedliwości. - To samobójcza polityka - oceniła w TOK FM Zuzanna Dąbrowska z "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

Wybory radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast odbędą się dopiero w kwietniu 2024 roku. Tak zdecydował przed tygodniem Sejm, głosami Prawa i Sprawiedliwości. Zgodnie z kalendarzem wyborczym, wybory samorządowe miały się odbyć jesienią 2023 roku - tuż przed wyborem posłów i senatorów.

Senat ma 30 dni na rozpatrzenie ustawy. Maciej Głogowski, prowadzący Poranek Radia TOK FM, pytał, czy ta próba manipulacji terminem wyborów będzie ostatnią, na jaką zdecyduje się władza. – Wszak nie wiadomo, co zrodzi się w głowie prezesa Jarosława Kaczyńskiego, myślącego przecież o innych wyborach – wskazał dziennikarz TOK FM.

Dr Anna Materska-Sosnowska odparła, że chciałaby, aby taka opinia była przesadzona, jednak w dzisiejszej rzeczywistości politycznej pojęcie "niemożliwe" praktycznie już nie istnieje. – Zawsze można przekroczyć kolejną granicę. Natomiast my, w Fundacji Batorego przygotowaliśmy ekspertyzy, które jasno wskazują na konsekwencje i skutki takich bardzo niekonstytucyjnych działań – mówiła politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.  

Dodała, że Jarosław Kaczyński "rozpędza się" w swoich planach zmian. – Atakuje samorządy, że te fałszują wybory czy torpedowały słynne głosowanie kopertowe. Próbuje zmieniać okręgi wyborcze, sposób przeliczenia głosów. Jeśli szef PiS boi się, że samorządy nie dadzą rady, to powinien skrócić kadencję parlamentu i zorganizować wybory wiosną przyszłego roku – tłumaczyła Anna Materska-Sosnowska. Gościni TOK FM i prowadzący zgodzili się jednak co do tego, że takie rozwiązanie raczej nie wchodzi w grę ze względu na "logikę polityczną".

Z kolei Zuzanna Dąbrowska z "Rzeczpospolitej" zwróciła uwagę na co innego. W kontekście manipulacji terminem wyborów przypomniała porównanie, którego zwykł używać Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – On często mówi o politycznym nunczako, którym samemu można łatwo się uderzyć. Wyobraźmy sobie zatem sytuację, w których opozycja wygrywa przyszłoroczne wybory parlamentarne. Tworzy rząd, ma miodowe miesiące i to ona ma wpływ na nowy początek. Co wtedy zrobią PiS-owcy radni i samorządowcy? Jakie perspektywy będą mieli działacze tej partii na wybory samorządowe i europejskie w 2024 roku? O tym w PiS nikt nie myśli, a to ważny aspekt tej sytuacji – wskazała Dąbrowska.

Dziennikarka podkreśliła też, że Jarosław Kaczyński, atakując samorządy, wrzuca wszystkich do jednego worka. – Przecież mówi też o swoich gminach, powiatach, regionach. Opozycja nie rządzi niepodzielnie we wszystkich samorządach. On dokłada obowiązki swoim ludziom, zmienia im rzeczywistość, a potem potępia. Co ci ludzie zrobią, kiedy przyjdą wybory? To samobójcza polityka – oceniła. Dąbrowska przy okazji zganiła opozycję za to, że nie przedstawiła jeszcze planu na "wyprostowanie" kalendarza wyborczego, po tym jak (ewentualnie) wygra wybory parlamentarne, które odbędą się jesienią 2023 roku.

DOSTĘP PREMIUM