"Termin wyborów to rzecz święta tylko wtedy, kiedy PiS ma szansę wygrać". Kwiatkowski: Wara od ordynacji

Sejm nie zajął się projektem "bezkarność plus", bo ten zniknął z porządku obrad. - Minister Ziobro lubi sam stanowić sprawiedliwość. Dlatego negatywnie ocenił projekt w tym kształcie. Chciałby sam decydować, który samorządowiec złamał prawo, a który nie - skomentował w TOK FM Krzysztof Kwiatkowski. Były prezesa NiK-u i senator niezależny odniósł się także do prób przesuwania przez PiS terminu wyborów samorządowych.
Zobacz wideo

Podczas dwudniowego posiedzenia Sejmu - rozpoczęło się w czwartek - parlamentarzyści mieli się zająć się projektem "bezkarność plus". Ten zakłada, że wójt, burmistrz lub prezydent miasta, który w czasie stanu epidemii przekazał Poczcie Polskiej spis wyborców w związku z wyborami prezydenckimi, tzw. wyborami kopertowymi, nie popełnił przestępstwa. Projekt przewiduje umorzenie trwających spraw sądowych oraz zatarcie z mocy prawa wyroków, które już zapadły.

Projekt zniknął jednak z porządku obrad. - Po zasięgnięciu opinii Konwentu Seniorów podjęłam decyzję o skreśleniu z porządku dziennego punktu "pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o legalności działań organów gminy zaangażowanych w organizację wyborów prezydenckich w 2020 roku" - powiedziała marszałkini Sejmu Elżbieta Witek. Z kolei rzecznik PiS, Radosław Fogiel, dodał, że projekt "wymaga ostatnich szlifów".

Jak przyznał w TOK FM senator Krzysztof Kwiatkowski nie jest zaskoczony tą decyzją, bo - jak podkreślił - Zjednoczona Prawica nie miała większości, żeby przegłosować ustawę abolicyjną. Nie zgadza się na nią Solidarna Polska. - Minister Ziobro lubi sam stanowić sprawiedliwość. Dlatego negatywnie ocenił projekt w tym kształcie. Chciałby sam decydować, który samorządowiec złamał prawo, a który nie - mówił gość "Wywiadu Politycznego". 

Były prezes NIK-u zwrócił też uwagę na fakt, że obecna sytuacja daje Ziobrze pewną przewagę. Samorządowcy związani z Solidarną Polską już dziś nie mają się bowiem czego obawiać. - W razie czego minister sprawiedliwości, prokurator generalny i szef Solidarnej Polski złoży wniosek ze skargą nadzwyczajną do Sądu Najwyższego. A ci z PiS-u muszą przyjść po prośbie i wtedy taki wniosek będzie lub nie będzie złożony - wyjaśnił rozmówca Karoliny Lewickiej. 

Gość TOK FM podkreślił przy tym, że wszyscy samorządowcy, a było ich - jak wskazał - 397, którzy przekazali Poczcie Polskiej dane, złamali prawo i powinni ponieść konsekwencje. Odpowiedział także na argumenty Jacka Sasina, który wciąż upiera się, że włodarze realizowali w ten sposób konstytucyjny obowiązek, czyli pomagali w organizowaniu wyborów.

- Jeżeli wybory to rzecz święta, to czemu dzisiaj PiS przesuwa wybory samorządowe? - pytał retorycznie Kwiatkowski. - Okazuje się, że ona jest święta wtedy, kiedy PiS ma szansę wygrać, bo kiedy ma w perspektywie przegraną, to termin wyborów przestaje być święty - zaznaczył. Podkreślił jednak, że "w Polsce to jeszcze nie jest norma konstytucyjna, że PiS ma zawsze wybory wygrywać". 

"Nieważne kto jak głosuje, ważne kto liczy głosy"

W piątek Sejm ma zająć się ustawą wydłużającą kadencje władz samorządowych - do 30 kwietnia 2024 roku. Według rządzących ma to na celu "uniknięcie zbiegu terminów" wyborów samorządowych i parlamentarnych na jesieni przyszłego roku.

Pod koniec października przeciwko przepisom opowiedział się Senat. W czwartek nad projektem debatowali członkowie sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej. Mimo, że w głosowaniu był remis 14 do 14 - komisja negatywnie oceniła senackie veto.

Także do tej sprawy krytycznie odniósł się w TOK FM Krzysztof Kwiatkowski, który jest jednocześnie  przewodniczącym Senackiej Komisji Ustawodawczej. Jego zdaniem, to "zagranie niezgodne z przepisami, a zastosowane w związku z tym, że na sali zabrakło dwóch posłów PiS-u". - Artykuł 54 regulaminu Sejmu mówi, że wniosek jest o przyjęcie lub o odrzucenie. Jeśli jakiś wniosek nie uzyskuje większości, to głosuje się drugi wniosek. Tutaj zakończono na jednym głosowaniu, a po moim zacytowaniu regulaminu przewodniczący Komisji szybko posiedzenie Komisji zakończył - relacjonował. 

- Józef Stalin kiedyś powiedział, że nieważne kto jak głosuje, ważne kto liczy głosy. Widzę, że PiS z tych niedoścignionych "wzorców demokracji" korzysta - ironizował senator niezależny.  

"Zapachniało ruską onucą"

Podczas prac w Senacie prezentujący ustawę poseł PiS Paweł Hreniak przekonywał, że w interesie Polski jest rozdzielenie wyborów samorządowych i parlamentarnych. Pojawił się także argument, że bliskie terminy wyborów parlamentarnych i samorządowych mogą prowadzić do bliżej niezidentyfikowanych niepokojów związanych z kontestowaniem wyników wyborczych. 

- Zapachniało na posiedzeniu komisji ruską onucą. Jeżeli mówimy, że my chcąc utrzymać ustawowy, konstytucyjny termin wyborów będziemy prowadzić do jakichś niepokojów społecznych, to ja się poczułem jak jakaś piąta kolumna, agent Putina przyjmujący ruskie srebrniki - skomentował Kwiatkowski. I dodał, że przesunięcie terminu tych wyborów może stanowić niebezpieczny precedens i PiS może dowolnie przesuwać także terminy innych wyborów - parlamentarnych czy prezydenckich. - Wara od ordynacji - podkreślił. 

Karolina Lewicka zwróciła uwagę, że posłowie, którzy nie dostaną się do parlamentu jesienią 2023 roku będą mieli szansę załapać się jeszcze do samorządowych spółek. - Racja, ale musimy pamiętać, że gmin czy sejmików województw, gdzie na pewno PiS wygra wybory, będzie znacząco mniej. I trochę się obawiam, że niewielu się załapie, jak Jacek Sasin w jednej z podwarszawskich gmin na stanowisko doradcy - mówił, podkreślając, że "osób poszukających pracy i zderzających się z rzeczywistością, że rynek pracy nie uznaje jednak ich kompetencji za wyjątkowo wiodące może być znacząco więcej". - Nie każda księgowa z Pcimia zostanie prezesem Lotosu w przyszłości - skwitował senator Krzysztof Kwiatkowski. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM