"Lex Czarnek" znów w Sejmie, ale bez Czarnka. "Chowajcie swoje dzieci, bo nadciąga dziadocen"

PiS po raz kolejny forsował w Sejmie zmiany w Prawie oświatowym nazywane Lex Czarnek 2.0. Jak ocenił Dariusz Klimczak (KP) projekt "wraca do Sejmu niczym koszmar z ulicy Wiązów". - Przepraszam - koszmar z ulicy Nowogrodzkiej, bo przecież to edukacyjne kino grozy ten projekt poselski - mówił podczas sejmowej debaty. - Raz, dwa, trzy - Kaczyński patrzy. I chowajcie swoje dzieci, bo nadciąga dziadocen. Dziadocen, którego twarzą jest pani Nowak z Krakowa - wskazał z kolei Andrzej Rozenek.
Zobacz wideo

W czwartek w Sejmie odbyło się drugie czytanie projektu nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, dotyczące m.in. działalności organizacji i stowarzyszeń w szkołach i przedszkolach. W ubiegłym tygodniu sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży podjęła decyzję o wspólnym procedowaniu dwóch projektów - prezydenckiego i poselskiego.

Projekt to niemal wierna kopią ustawy, którą w marcu zawetował prezydent Andrzej Duda. Podobnie jak pierwowzór także obecnie zapisy zakładały oddanie kuratorom pełni władzy nad szkołami, m.in. jeśli chodzi o prowadzenie zajęć dodatkowych przez organizacje pozarządowe.

Projekt nowelizacji Prawa oświatowego został ostatecznie ponownie skierowany do komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. W trakcie debaty w Sejmie zaproponowano poprawki zakładające m.in. możliwość zdalnych egzaminów. Wniosek o odrzucenie ustawy w całości złożyły kluby KO i Lewica, koła Konfederacji, Polski 2050, Porozumienia i PPS.

"Przeważnie programy" i "poważne zastrzeżenia"

W czwartkowej debacie posłanka PiS Teresa Wargocka powiedziała, że pojawiające się w przestrzeni publicznej głosy krytyki omawianego projektu wynikają z niezrozumienia tych przepisów. Przywołując przepisy konstytucji, Wargocka wskazała, że "wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny jest zadaniem systemu oświaty", a artykuł 48. ustęp 1. określa prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami.

Posłanka podkreśliła, że klub PiS w pełni popiera zapisy projektu, które "regulują kwestie zapewnienia wszystkim rodzicom możliwości współdecydowania o rodzajach, treści i sposobach prowadzenia zajęć dodatkowych organizowanych w szkołach lub placówkach".

Jak dodała, "nastąpiło zachwianie pomiędzy zadaniami ustawowymi samorządów, jako organów prowadzących, i kuratora, jako organu prowadzącego". - To samorządy podjęły działania, na podstawie których wprowadzały do szkół swoje programy edukacyjne. (...) To są przeważnie programy, co do których rodzice mieli poważne zastrzeżenia - powiedziała Wargocka.

Zapowiedziała - podczas debaty - złożenie poprawki, "by do organizacji, które nie będą wymagały opinii kuratora, dopisać Polski Czerwony Krzyż".

"Podstępna i cyniczna gra"

- Ten projekt to podstępna i cyniczna gra, wymierzona w rodziców i ich święte prawo do wychowania swoich dzieci zgodnie z ich poglądami - oceniła Krystyna Szumilas (KO).

- Minister (Przemysław) Czarnek mówiący, że ten projekt zwiększa rolę matek i ojców nad wychowaniem ich dzieci zwyczajnie kłamie i oszukuje, i rodziców i prezydenta. Mam wrażenie, że konkuruje na tym polu z samym premierem (Mateuszem-PAP) Morawieckim - dodała.

Posłana KO wskazała, że będzie się zwracała do szefa MEiN, który powinien być obecny na sali w czasie debaty. - Panie minister Czarnek, mówił pan o większej roli rodziców, ale pod płaszczykiem zapoznania rodziców z materiałami i programem zajęć przemyca pan zapisy, które tę rolę rodzicom odbierają - mówiła.

- Pan nie ufa rodzicom, pan się po prostu boi, że mądrzy rodzice, którym leży na sercu dobro dzieci będą chcieli, by w szkole odbywały się zajęcia o zmianach klimatycznych, o konstytucji i państwie prawa, czy o tym, że dzieci mają się bronić przed złym dotykiem  - kontynuowała.

Szumilas wskazywała, że szef MEiN informuje, iż projekt uzgodniono z prezydentem. - Ja tego nie widzę, ponieważ większość zapisów, które skrytykował pan prezydent w swoim wecie do pierwszej ustawy znajduje się w tym projekcie. Za to zapisy, które pan prezydent proponował do projektu zostały odrzucone przez posłów PiS - mówiła.

Posłanka KO przekazała, że składa wniosek o odrzucenie ustawy w całości, "bo ona niczym się nie różni od poprzedniej". - Po drugie, mówimy też: sprawdzam, proponujemy poprawki zgodne z intencją prezydenta - dodała.

"Szkołom przywrócimy wolność"

- Szkołom przywrócimy wolność, rodzicom należne im prawa, a uczniom głos i bezpieczeństwo - powiedziała posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. I zadeklarowała, że składa - w imieniu Lewicy - wniosek o odrzucenie projektu. - Na tym wniosku mogłabym właściwie zakończyć, bo miejsce "Lex Czarnek" jest w koszu na śmieci - dodała. 

Zwróciła się również do nieobecnego na sali ministra Przemysława Czarnka pytając: "ile razy można wracać z tym samym projektem, przebierać go za projekt poselski, bawić się w chowanego z konsultacjami społecznymi, a z prezydenta robić żart?"

- To, co robicie, jest groźne. Groźne jest odbieranie rodzicom prawa do decydowania o tym, w jakich zajęciach wezmą udział ich dzieci i oddawanie tego prawa małopolskiej kurator Barbarze Nowak, osobie, która promuje antyszczepionkowe bzdury, szczuje na dzieci z niepełnosprawnościami, a równe traktowanie nazywa lewacką utopią  - zaznaczyła Dziemianowicz-Bąk.

Dodała, że jeśli nowelizacja zostanie przyjęta, a prezydent ją podpisze, to opozycja wycofa ją po wygranych wyborach.

Katarzyna Kretkowska (Lewica) natomiast odniosła się do zapisów dotyczących edukacji domowej. - Klub Parlamentarny Lewicy składa poprawkę, ażeby umożliwić, jak do tej pory, egzaminowanie zdalne-  - oświadczyła.

"Koszmar z ulicy Nowogrodzkiej" 

Dariusz Klimczak (KP) ocenił, że "lex Czarnek wraca do Sejmu niczym koszmar z ulicy Wiązów". - Przepraszam - koszmar z ulicy Nowogrodzkiej, bo przecież to edukacyjne kino grozy ten projekt poselski - dodał.

Zwrócił uwagę, że procedowane są dwa projekty nowelizacji Prawa oświatowego - także prezydencki. - Pan prezydent Andrzej Duda był upokarzany przez dwa lata, kiedy jego ustawa była "mrożona", po czym nastąpiła odwilż i "łaskawie dzisiaj wdrożono projekt prezydenta". Jak zauważył, prezydencki projekt nie jest jednak wiodący.

- Po co PiS-owi powrót do lex Czarnek? Po pierwsze, żeby polską szkołę w ujęciu administracyjnym wziąć pod buta. Co prawda najbardziej kontrowersyjne zapisy zniknęły, ale nadal, krok po kroku, systematycznie, PiS dąży choćby do czasowego zawieszenia dyrektora w związku z zamiarem wszczęcia postępowania dyscyplinarnego - wskazał.

Po drugie - jak mówił - wzmocnienie pozycji kuratora nie dotyczy jego nadzoru pedagogicznego, ale politycznego. - Kogo w PiS interesuje nadzór pedagogiczny? Jak PiS będzie miał swojego wzmocnionego kompetencyjnie kuratora oraz podporządkowaną dyrekcję, to który nauczyciel odważy się wyrzucić do kosza choćby podręcznik do HIT-u? Przecież o to w tym chodzi" - stwierdził.

- Po to się wzmacnia kuratora, by to był właśnie ten człowiek z PiS, który powie: "won ze szkoły" wszystkim niewygodnym organizacjom pozarządowym" - podkreślił Klimczak.

Jego zdaniem to, co najbardziej godne pożałowania, to fakt, że MEiN od wielu miesięcy, a nawet lat "koncentruje się nie na najważniejszych problemach szkoły, ale na walce ze swoimi fobiami". 

"Chowajcie swoje dzieci, bo nadciąga dziadocen"

Podczas debaty wystąpiła też Paulina Henning-Kloska z Polski 2050. - Proszę przekazać panu ministrowi Czarnkowi, że bardziej kojarzy się młodym ludziom z mściwym dyrektorem pruskiej szkoły niż osobą, która dba o ich przyszłość i edukację  - mówiła. Przekonywała też, że PiS podnosi dziś rękę na edukację domową, bo ona jest wolna od ideologii spisanej na Nowogrodzkiej i w gabinetach MEiN. 

- Raz, dwa, trzy - Kaczyński patrzy. I chowajcie swoje dzieci, bo nadciąga dziadocen. Dziadocen, którego twarzą jest pani Nowak z Krakowa - powiedział z kolei Andrzej Rozenek. - Narodowo-populistyczna partia, która rządzi Polską postanowiła zamienić edukację w co? W indoktrynację - podkreślił. 

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM