Wybuch w Przewodowie. Rzecznik MSZ mówi o dopuszczeniu do śledztwa "ukraińskich przyjaciół"

Polskie MSZ nie wyklucza, że Ukraina zostanie dopuszczona do międzynarodowego śledztwa w sprawie eksplozji pocisku w Przewodowie, w wyniku której zginęło dwóch Polaków. - Bardzo chętnie będziemy widzieli ukraińskich przyjaciół jako osoby uczestniczące we wszelkiego rodzaju dochodzeniach - mówił w TOK FM rzecznik resortu Łukasz Jasina.
Zobacz wideo

- Nie mam wątpliwości, że to była nie nasza rakieta - oświadczył w środę prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski, wypowiadając się na temat wtorkowego wybuchu rakiety w Polsce. Jego zdaniem był to pocisk rosyjski. Zełenski dodał, że Ukraina powinna otrzymać dostęp do miejsca wybuchu.

Wcześniej sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow powiedział, że jego kraj opowiada się za wspólnym z Polską, jak najbardziej szczegółowym zbadaniem tego incydentu. - Jesteśmy gotowi, by przekazać partnerom posiadane przez nas dowody rosyjskiego śladu. Oczekujemy też od partnerów informacji, na podstawie której wyciągnięto ostateczny wniosek na temat tego, że chodzi o rakietę ukraińskiej obrony przeciwlotniczej - oznajmił Daniłow.

O tę kwestię był pytany w Poranku TOK FM rzecznik polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - Mamy dla naszych ukraińskich przyjaciół zrozumienie. Bardzo chętnie będziemy ich widzieli jako osoby uczestniczące we wszelkiego rodzaju dochodzeniach. Wszystkie sprawy trzeba teraz bardzo mocno wyjaśnić, żeby nie pomagać tym, którzy tę wojnę rozpoczęli. Deklaruję, że jesteśmy otwarci na to, co mówi strona ukraińska i będziemy z nimi na ten temat rozmawiać - powiedział Łukasz Jasina i dodał, że formuła współpracy polsko-ukraińskiego dochodzenia zostanie wypracowana.

Na pytanie, czy prezydent Ukrainy pospieszył się z oceną, że to rosyjskie rakiety trafiły w Przewodów, gość TOK FM odparł, iż najlepiej to wie sam Zełenski. - Widocznie ma jakieś informacje. Jeśli złożył takie oświadczenie, to widocznie coś za nim stoi. I my to musimy jakoś wspólnie rozstrzygnąć - stwierdził rzecznik MSZ w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Prowadząca zauważyła jednak, że rakieta, która spadła na terytorium Polski, nie mogła być jednocześnie wystrzelona przez Rosję i Ukrainę. - Oczywiście, że tak nie może być. Zginęło dwóch naszych obywateli, dlatego liczę, że te sprawy uda się wyjaśnić i doprowadzić do osiągnięcia wspólnego zdania. Relacja Polski z Ukrainą jest przyjacielska. Chcemy więc wszystko wyjaśnić tak, aby było dobrze - podkreślił Łukasz Jasina.

W czwartek agencja Reutera podała, że prezydent USA zakwestionował słowa prezydenta Ukrainy o tym, że eksplozji w Polsce nie spowodowała ukraińska rakieta. Zdaniem Joe Bidena "nie o tym świadczą dowody". Przypomnijmy również, że w środę prezydent Andrzej Duda stwierdził, iż nic nie wskazuje na to, by eksplozja w Przewodowie była wynikiem intencjonalnego ataku na Polskę. - Nie mamy żadnych dowodów, że rakieta została wystrzelona przez Rosję - stwierdził. Jak dodał, "jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta, która służyła obronie przeciwrakietowej, czyli była użyta przez siły obronne ukraińskie".

"Polityka informacyjna rządu nie zawiodła"

O wybuchu w Przewodowie polska opinia publiczna dowiedziała się z doniesień agencji AP, która powołała się na źródła we władzach USA. - Dlaczego zawiodła polityka informacyjna i polskich obywateli nie powiadomił o tym w pierwszej kolejności polski rząd? - zapytała swojego gościa Karolina Lewicka.

- Całkowicie nie mam wrażenia, że polityka informacyjna polskiego rządu zawiodła. Polski rząd najpierw postanowił się dokładnie dowiedzieć, co się zdarzyło, rozeznać wszystkie kwestie z tym związane, omówić i skontaktować się z naszymi sojusznikami. A dopiero potem zacząć mówić. Rząd zachował się odpowiedzialnie – odpowiedział. - Polski rząd musiał zachować się najodpowiedzialniej ze wszystkich. Innym wolno mówić, my musimy być pewni co się zdarzyło - dodał.

Do eksplozji w Przewodowie doszło we wtorek po godz. 15, a pierwszy komunikat rządu w tej sprawie został ogłoszony dopiero kilka godzin później. Czy więc polskie władze czekały na to, co ustalą Amerykanie? - Rząd na to nie czekał. W Przewodowie ustalały wszystko polskie służby – od granicznych, przez wojskowe, po policyjne. Więc to także musiało przez pewien czas trwać – podsumował gość TOK FM.

Z kolei wiceminister Spraw Wewnętrznych i Administracji Paweł Szefernaker stwierdził w środę, że polskie władze nie mogły po wybuchu w Przewodowie podawać "informacji, które nie były sprawdzone i pojawiały się w mediach". - Chwilę po katastrofie [smoleńskiej] padły słowa o przyczynach katastrofy, które nigdy nie powinny paść. One podzieliły nasz naród na parę lat. Do dzisiaj nie ma wyjaśnionych okoliczności i szczegółów tej katastrofy - ocenił Paweł Szefernaker.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM