"Kaczyński postanowił zostać Benny Hillem polskiej sceny politycznej". Bezlitosna ocena tournee prezesa PiS

Choć inflacja bije rekordy, a prezes partii rządzącej regularnie obraża różne grupy obywateli, to poparcie dla PiS nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. - PiS ma 32-34 proc. wyborców i tyle będzie miało. Ich nie zrazi nic, co prezes powie. Jestem głęboko przekonana, że poniżej 30 proc. poparcie dla PiS nie spadnie - oceniła w TOK FM Dominika Długosz z "Newsweeka".
Zobacz wideo

Najnowszy sondaż poparcia dla partii politycznych - United Surveys dla Wirtualnej Polski - pokazał, że na PiS chce głosować 33,2 proc. wyborców. Koalicja Obywatelska może liczyć na 26,6 proc., a Polska 2050 -12,3 proc. Według opublikowanego w miniony piątek badania, które przeprowadził CBOS, partię rządzącą popiera 34 proc. dorosłych Polaków, którzy deklarują, że wezmą udział w wyborach. KO zanotowało 20-proc. poparcie, a Polska 2050 Szymona Hołowni 10-proc.

Dominika Wielowieyska pytała w "Poranku Radia TOK FM" o poparcie dla PiS w kontekście kontrowersyjnych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnijmy, prezes - podczas spotkań z wyborcami - z lubością opowiada "żarty" na temat osób transpłciowych i nie tylko. Prezentowane przez niego diagnozy wywołują kontrowersje. Jak ta wskazująca, że powodem niskiej dzietności w Polsce jest to, że młode Polki "dają w szyję".

- PiS ma 32-34 proc. wyborców i tyle będzie miało. Ich nie zrazi nic, co prezes powie. Jestem głęboko przekonana, że poniżej 30 proc. poparcie dla PiS nie spadnie - komentowała Dominika Długosz z "Newsweeka". Dziennikarka oceniła, że kontrowersyjne wypowiedzi Kaczyńskiego mogą zniechęcić do PiS-u tych wyborców, którzy nie należą do najtwardszego elektoratu - takich, którzy odeszli do głosowania na partię Kaczyńskiego.

- Kiedyś rozmawiałam z szefem jednego z instytutów badania opinii i on tłumaczył, że to są ludzie, którzy nie są wyborcami opozycji. Zniechęcili się do PiS, ale to nie oznacza, że pomyśleli: "Kurcze, to ja pójdę głosować na Hołownię albo Platformę". Na razie odpowiadają, że nie mają na kogo głosować - wyjaśniła dziennikarka.

Jak stwierdziła Wielowieyska, Kaczyński "ewidentnie uważa, że atakowanie osób transpłciowych przyniesie jego partii profity". - Bo te żenujące żarty powtarzają się notorycznie. Prezes uważa, że to PiS-owi pomaga. To smutna konkluzja, że takie rzeczy mogą pompować poparcie - oceniła prowadząca "Poranek TOK FM".

- Jarosław Kaczyński postanowił zostać Benny Hillem polskiej sceny politycznej i opowiada te żarty, z których sam się najgłośniej śmieje. Jednym się to podoba - stwierdził Paweł Wroński. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" uważa, że na utrzymywaniu się poparcia dla PiS na wysokim poziomie większy wpływ niż wystąpienia prezesa partii mają sprawy dotyczące codzienności. - Wszyscy się martwili, że będą marznąć. Ale dzięki pogodzie nie marzli i węgiel w końcu się pojawił, drogi, ale jest. Czyli zapowiadana katastrofa nie nastąpiła. Więc może poprawiła się opinia na temat PiS-u u ludzi, którzy się tej katastrofy obawiali - argumentował.

Kiedy Kaczyński pozbędzie się Ziobry?

Kończący się rok to czas rekordowo wysokiej inflacji i innych problemów, które zmuszają do szukania oszczędności - i obywateli i rządzących. Tymczasem rząd nie zdecydował się na zmianę kursu tak, by do Polski w końcu popłynęły unijne miliony z KPO. Głównym hamulcowym jest Zbigniew Ziobro, który na sprzeciwie wobec UE chce zbudować poparcie.

Regularnie wraca więc pytanie, co Kaczyński zrobi z ministrem sprawiedliwości. Niedawno pojawiła się informacja, że ma go zastąpić Przemysław Czarnek. Ale bez Ziobry i jego Solidarnej Polski - rząd straci większość w Sejmie.

Zdaniem Dominiki Długosz na ostateczną rozgrywkę prezesa PiS z ministrem sprawiedliwości trzeba jeszcze poczekać. - Jarosław Kaczyńskie będzie czekał do ostatniej chwili. Uważam, że najlepszym momentem na pozbycie się Ziobry jest czas tuż przed tworzeniem list wyborczych. Ziobro nie ma pieniędzy, bo nie dostał ani kawałka subwencji, nie ma struktur, nie będzie więc w stanie przeprowadzić własnej kampanii i stworzyć list, które są w stanie coś ugrać - uważa dziennikarka "Newsweeka". Oczywiście trzeba brać pod uwagę - jak stwierdziła - że "taki logiczny politycznie scenariusz" może się zmienić. Jak wyjaśniła, powodem może być sprawa KPO.

Szybkiego rozpadu Zjednoczonej Prawicy nie spodziewa się też Paweł Wroński. Zdaniem dziennikarza "GW", PiS jakby chciało "wyssać poparcie dla SP". - Tak już było w przeszłości, właściwie udało mu się przejąć (po 2007 roku) elektorat Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. W zasadzie można powiedzieć, że PiS od tego czasu z miejskiej - inteligenckiej partii przerodziło się w partię populistyczno-ludową. I teraz będzie próbował wyssać Solidarną Polskę, jak czynią to wampiry w horrorach - podsumował komentator.

DOSTĘP PREMIUM