Lęki przed drożyzną okazały się "fantomowe". Ekspert: Po wakacjach stała się rzecz przedziwna

- Inflacja zjada nam zarobki w sposób wyraźny, a pomimo to ocena sytuacji finansowej gospodarstw domowych wyraźnie podskoczyła. To jest tak, jakbyśmy przyzwyczaili się do bodźca inflacyjnego - mówił w TOK FM Marcin Duma, prezes IBRiS.
Zobacz wideo

Z miesiąca na miesiąc ceny towarów i usług idą w górę w zastraszającym tempie. W październiku inflacja wyniosła 17,9 proc., co oznaczało jej wzrost o 1,8 proc. Zdaniem ekspertów drożyzna budzi popłoch w polskim społeczeństwie i będzie miała kluczowy wpływ na wynik przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Czy jednak rzeczywiście tak będzie?

- Jesteśmy dzisiaj w niezwykle interesującym momencie. Jeszcze tuż po wakacjach chcieliśmy, żeby nasze płace goniły inflację. Tymczasem mamy już za sobą wrzesień, październik i w zasadzie listopad i wiemy, że to nasze oczekiwanie się nie spełniło. Dane z gospodarki pokazują, że inflacja zjada nam zarobki w sposób wyraźny. A pomimo to stała się rzecz przedziwna. Bo ocena sytuacji finansowej gospodarstw domowych wyraźnie podskoczyła. To jest tak, jakbyśmy przyzwyczaili się do bodźca inflacyjnego – mówił w TOK FM Marcin Duma, prezes Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych.

Inna hipoteza, którą przytoczył, mówi o tym, że dla Polaków lęki inflacyjne były "fantomowe". - To znaczy, że nie odzwierciedlały rzeczywistej sytuacji, tylko nieskolonizowaną przyszłość. Baliśmy się, bo wydawało nam się, że nie jesteśmy w stanie sobie zaplanować tego, jak w najbliższych miesiącach sobie poradzimy, skoro ceny mają tak mocno wzrosnąć. A okazało się, że sobie radzimy – tłumaczył.

Zdaniem eksperta potwierdzają to badania społeczne z początku listopada. Według nich tylko 29 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności, aż 41 proc. deklaruje, że ma "zaskórniaki" powyżej 10 tys. zł, a poniżej tej kwoty - 21 proc. społeczeństwa. - To by oznaczało, że wciąż dysponujemy pewną poduszką finansową, która pozwala nam w jakiś sposób "zaopiekować" się inflacją. A dodajmy jeszcze, że ponad połowa Polaków jest w stanie zaoszczędzić jakąkolwiek nadwyżkę finansową – analizował rozmówca Karoliny Lewickiej.

Tematy światopoglądowe kluczem do zwycięstwa?

Jak wyjaśniał gość TOK FM, lęki przed inflacją nasilą się w polskim społeczeństwie dopiero, gdy ona "zje" nam oszczędności. Czy jednak wtedy strach i rozczarowanie drożyzną może wpłynąć na przebieg najbliższych wyborów parlamentarnych? Tu Marcin Duma przypomniał niedawne wybory w USA, przed którymi analitycy byli absolutnie przekonani, że inflacja jest najważniejszym ich tematem. - Sądzili, że Republikanie robią dobrze, opierając na tym całą swoją kampanię. Tymczasem badania, które zostały zrobione wśród osób wychodzących z lokali wyborczych, pokazały, że nie inflacja okazała się kluczowym tematem, tylko m.in. sprawa aborcji – stwierdził.

Szef IBRiS zauważył, że w Polsce również wielu ekspertów uznaje inflację jako temat wiodący przed nadchodzącymi wyborami. Jednak w jego ocenie ważniejszą rolę mogą odegrać sprawy światopoglądowe, np. aborcja i prawa osób LGBT. - To one mogą być istotnym czynnikiem po stronie opozycyjnej. I to one mogą okazać się kluczem do zwycięstwa – podkreślił.

Prowadząca audycję Karolina Lewicka zwróciła uwagę, że niemal każdego dnia jesteśmy zasypywani wynikami sondaży, które badają poparcie Polaków dla partii politycznych. Pokazują niewielkie wzrosty i spadki notowań ugrupowań, ale nie przesądzają o zwycięstwie żadnej z nich. - Czy stan naszej wiedzy na rok przed wyborami obrazuje maksyma "Wiem, że nic nie wiem?" - zapytała swojego gościa.

- Myślę, że nie do końca. Przez ten rok mogą zajść ogromne zmiany, natomiast gdybyśmy dzisiaj mieli – na podstawie długoterminowych trendów – coś powiedzieć, to wydaje się pewne, że PiS nie będzie rządzić po najbliższych wyborach parlamentarnych. Bo nie będzie w stanie samodzielnie zbudować większości w Sejmie. A też niespecjalnie widać, żeby pojawił się dla tej partii jakikolwiek koalicjant – podsumował Marcin Duma.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM