"Obłęd antyniemiecki" pomoże wygrać wybory? Miller o Kaczyńskim i "krakowskim zerze ważniejszym niż miliardy euro"

Zdaniem Leszka Millera "Niemcy są w głębokiej konfuzji, bo nie bardzo rozumieją, o co Polakom chodzi" w sprawie Patriotów zaproponowanych przez Berlin. - Tym bardziej że min. Błaszczak wyraził entuzjastyczne wręcz poparcie. Ale zapomniał wcześniej zadzwonić do Kaczyńskiego - ocenił gość TOK FM.
Zobacz wideo

PiS mogło zwiększyć bezpieczeństwo Polek i Polaków, przyjmując propozycję Niemiec, które zaproponowały wysłanie do naszego kraju rakiet Patriot. Ale Mariusz Błaszczak, który początkowo "z satysfakcją" przyjął pomysł Berlina, chce wysłać rakiety Ukrainie. Choć szefowa niemieckiego MON zastrzegła, że Patrioty mogą trafić tylko do państwa, które należy do NATO. Strategia Błaszczaka zaskoczyła - jak już informowaliśmy - Andrzeja Dudę. Prezydent przekazał w piątek na Twitterze, że "jeśli Niemcy nie zgodzą się na wyjazd Patriotów na Ukrainę, to trzeba tę ochronę przyjąć u nas".

- Prezydent porusza się w obrębie znanej strategii, żeby wilk był syty i owca cała. Myśli, że może da się te sprzeczne tendencje pogodzić - komentował Leszek Miller w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Gość TOK FM nie ma wątpliwości, że "Niemcy są w głębokiej konfuzji, bo nie bardzo rozumieją, o co Polakom chodzi". - Tym bardziej że pierwsze reakcje ze strony rządowej były bardzo pozytywne. Min. Błaszczak wyraził entuzjastyczne wręcz poparcie, ale zapomniał wcześniej zadzwonić do Kaczyńskiego. A jak później Kaczyński zadzwonił, to minister dowiedział się, że to jest zły pomysł - mówił były premier.

Miller ocenił, że "jesteśmy świadkami obłędu antyniemieckiego wywołanego głównie przez pana Kaczyńskiego". 

- To ideologiczne czy cyniczne? - pytała gospodyni "Wywiadu Politycznego". - Chciałbym powiedzieć, że to jest cyniczne, ale obawiam się, że pod tym też kryje się jakieś przekonanie ideowe. Że Niemcy dalej - jako nasz odwieczny wróg - nam zagrażają. Sądzę, że Kaczyński chce w ten sposób oprzeć główną oś kampanii wyborczej właśnie na niechęci do Niemców - odpowiedział były premier, obecnie europoseł. Jak argumentował, zapewne w badaniach opinii, które zamawia PiS, widać, że "całkiem niemała część polskiego społeczeństwa jest wrażliwa na te germańskie strachy". - To trzeba te strachy uruchomić, nawet kosztem bezpieczeństwa Polski, przyszłości, dobrych kontaktów gospodarczych - wyliczał.

"Zero z Krakowa"

Dziennikarka TOK FM przypomniała, że poza rezygnacją z niemieckich Patriotów mamy działania, które powodują, że do Polski cały czas nie płyną miliardy z Unii, w ramach KPO. W odpowiedzi Leszek Miller stwierdził, że dla Jarosława Kaczyńskiego "krakowskie zero jest ważniejsze niż miliardy euro". Nawiązał w ten sposób do słynnej wymiany zdań ze Zbigniewem Ziobrą, w której - pod adresem obecnego ministra sprawiedliwości - padło "Pan jest zerem".

- Wyleczyłem się z iluzji, że Ziobro jest zbuntowanym rycerzem, którego działalności Kaczyński nie akceptuje. Bo przecież nikt, kto nie cieszy się poparciem Kaczyńskiego nie może istnieć - nawet pięciu minut, w ekipie prezesa i rządzie Morawieckiego. Zakładam więc, że to, co mówi i robi Ziobro ma szczere poparcie Kaczyńskiego - ocenił były premier.

Kontynuując wątek braku pieniędzy z KPO, Lewicka pytała o postawę premiera Morawieckiego. - Czy wyobraża pan sobie bycie takim premierem, jakim jest Mateusz Morawiecki, któremu minister śmieje się publicznie w twarz? - pytała.

- Nie mogę sobie przypomnieć takiego premiera. Jerzy Buzek też miał swojego nadzorcę za plecami, ale Marian Krzaklewski nie posuwał się do jawnej kpiny z premiera. Moim zdaniem Mateusz Morawiecki powinien już dawno podać się do dymisji - odpowiedział Miller. Polityk ocenił, że to "żądza władzy, pieniędzy, prestiżu" powoduje, że premier cały czas znosi upokorzenia. - I zgadza się na to, by być ścierką w rękach Kaczyńskiego - stwierdził gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM