Wielowieyska rozlicza Biejat z głosowania w wyborach. "Może czasem lepiej wybrać mniejsze zło, by ustrzec kobiety"

- Wszystkie doświadczenia, tak w Polsce, jak i na Węgrzech pokazują, że wspólna lista, do której wkładamy wszystkich od prawa do lewa, nie służy swojemu celowi - tak Magdalena Biejat tłumaczyła, dlaczego Razem nie chce wspólnej listy opozycji. Nowa współprzewodnicząca komentowała też decyzję wojewody mazowieckiego ws. Moniki Strzępki i ujawniała, na kogo głosowała w wyborach prezydenckich.
Zobacz wideo

Liderzy partii opozycyjnych nadal nie zdecydowali, czy wystawią jedną czy kilka list. Najczęściej o wspólnym starcie mówi Donald Tusk i politycy PO. Do wspólnego startu zachęcają sygnatariusze apelu, pod którym podpisało się ok. 450 intelektualistów, artystów, dziennikarzy.

Pomysł krytykuje m.in. partia Razem. - To nie kwestia kłótni na opozycji czy braku zaufania. Wszystkie doświadczenia, tak w Polsce, jak i na Węgrzech pokazują, że wspólna lista, do której wkładamy wszystkich od prawa do lewa, nie służy swojemu celowi - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" współprzewodnicząca Razem.

Jak dodała, dzieje się tak przede wszystkim z dwóch powodów. - Jest grupa wyborców, po stronie Lewicy, która deklaruje, że nigdy nie zagłosuje na partie konserwatywne lub na PO. Ale jest też grupa wyborców PO czy PSL, którzy mówią, że nigdy nie zagłosują na partie lewicowe - dodała w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Zdaniem polityczki obecnie najważniejsze jest, by nie zniechęcać Polaków do udziału w wyborach. - Wspólne listy demobilizują wyborców opozycji - dodała. Dla Biejat i Razem priorytetem jest utworzenie wspólnej listy z Nową Lewicą i "wszelkimi ugrupowaniami, które mają serce po lewej stronie". - Również dopuszczamy związki zawodowe i organizacji społeczne - podkreśliła. 

"Nie będziemy chcieli zabrać pieniędzy"

Sondaże coraz częściej pokazują, że choć PiS ma nadal najwyższe poparcie, to opozycja miałaby w nowym Sejmie więcej posłanek i posłów. Ale trudno sobie wyobrazić, żeby politycy partii opozycyjnych łatwo się dogadali, bo sporo ich dzieli. Magdalena Biejat mówiła, że dla Razem priorytetami są m.in. inwestycje w OZE (odnawialne źródła energii), budowa mieszkań na wynajem i poprawa sytuacji pracowników. 

Wielowieyska pytała, co z pomysłem jej partii na podwyżkę podatków dla najlepiej zarabiających. O pomyśle przypomniał niedawno Adrian Zandberg.  - Nie będziemy chcieli zabrać pieniędzy - przekonywała gościni TOK FM. Jak tłumaczyła, Razem chce "tylko od pewnego progu" podatkowego zabrać "pewną część dochodu". Podkreśliła, że jej ugrupowanie nie ma ustalonego progu, o ile będzie podwyższać podatki. - A już na pewno się nie będziemy podnosić podatków gorzej lub średnio zarabiającym, czyli jeśli ktoś zarabia mniej niż kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie brutto - stwierdziła.

"PiS nie jest w stanie znieść, że w 100 proc. nie kontroluje rzeczywistości"

Magdalena Biejat komentowała też decyzję wojewody mazowieckiego o zawieszeniu w obowiązkach dyrektorki warszawskiego Teatru Dramatycznego - Moniki Strzępki. Konstanty Radziwiłł chce jej odwołania, bo nie spodobał mu się m.in. pomnik złotej waginy, który stanął w foyer teatru. Władze Warszawy bronią Strzępki i chcą, by sprawę rozstrzygnął sąd.

Zdaniem liderki Razem mamy do czynienia ze skandaliczną decyzją wojewody Radziwiłła. - Decyzja godzi w wolność sztuki, a sztuka musi być wolna, by móc się rozwijać. Gdy tylko o tym usłyszałam, to pomyślałam, że to jak w soczewce pokazanie, jak PiS nie jest w stanie znieść tego, że nie kontroluje w 100 proc. rzeczywistości. Że są grupy, które mają inny ogląd rzeczywistości i co grosza mają poparcie społeczne - powiedziała.

Dominika Wielowieyska zwróciła uwagę, że Monika Strzępka w 2010 r. głosowała na Jarosława Kaczyńskiego, bo uważała, że Platforma Obywatelska wprowadzi w życie "rozwiązania brutalne i nieodwracalne". - To paradoks, że stanowisko zawdzięcza samorządowi, gdzie rządzi PO, a odwołuje ją Kaczyński, na którego głosowała - zauważyła dziennikarka. - A pani jak głosowała w 2010 roku? Na Komorowskiego czy Kaczyńskiego? - zapytała Magdalenę Biejat.

-  Oddalam głos nieważny - odpowiedziała polityczka. - A jak był wybór między Andrzejem Dudą a Bronisławem Komorowskim w 2015 roku? - dopytywała Wielowieyska. - Też oddałam głos nieważny - poinformowała Biejat. I podkreśliła, że Komorowski to ekstremalnie konserwatywny polityk. Jej zdaniem były prezydent sam był winny przegranej, bo "jego kampania była dramatyczna".

Argumenty liderki Razem nie przekonały Dominiki Wielowieyskiej. Jak stwierdziła, w związku z tym, że siedem lat temu przegrał Komorowski, mamy teraz  "opresyjne i barbarzyńskie prawo aborcyjne wobec kobiet". - Może czasami wybrać mniejsze zło, żeby ustrzec kobiety przed tym, co dziś mają. Po części jest pani współodpowiedzialna - mówiła dziennikarka. - Nie zanoszę tego, że jesteśmy zmuszani do wybierania mniejszego zła. Polityka powinna być o tym, by wybierać kogoś, kto jest dla nas lepszy - stwierdziła w odpowiedzi Magdalena Biejat.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM