"Ogłaszanie zwycięstwa nad inflacją jest przedwczesne". Rosati: Rząd jej nie doszacowuje i stanął pod ścianą

Inflacja w kończącym się listopadzie lekko przyhamowała. Jednak zdaniem Dariusza Rosatiego nie ma powodu do optymizmu, w który popada rząd. - Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy rząd ewidentnie nie doszacowuje inflacji w przyszłym roku - mówił w TOK FM były członek RPP. Jak dodał, Polska wchodzi w czas stagnacji gospodarczej, a rząd stanął pod ścianą, bo ma świadomość, że bez środków unijnych polskie finanse publiczne po prostu się rozsypią.
Zobacz wideo

GUS podał w środę w tzw. szybkim szacunku, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych w listopadzie 2022 r. wzrosły o 17,4 proc. - po wzroście o 17,9 proc. miesiąc wcześniej. To pierwszy raz od lutego 2022 r., gdy inflacja spadła.

- To dobra wieść, przy czym nie jest to niespodzianka, bo rynki i analitycy spodziewali się, że nastąpi wyhamowanie wzrostu inflacji. A to m.in. dlatego że od kilku miesięcy stabilizują się ceny surowców energetycznych. Zwłaszcza ropa wróciła do poziomów sprzed agresji rosyjskiej na Ukrainę. Ale też widzimy sygnały spowolnienia gospodarczego Polski, m.in. wolniej rosną płace, a to oczywiście zmniejsza napięcia inflacyjne – mówił w TOK FM Dariusz Rosati, europoseł Koalicji Obywatelskiej, były minister spraw zagranicznych oraz były członek Rady Polityki Pieniężnej.

W jego ocenie nie ma jednak powodów do optymizmu, bo inflacja stabilizuje się w Polsce na wysokim poziomie. W związku z tym ogłaszanie zwycięstwa nad nią jest więc przedwczesne. Tym bardziej, że – jak zauważył rozmówca Mikołaja Lizuta – w lutym 2023 roku możemy spodziewać się kolejnego wzrostu cen do poziomu aż ok. 20 proc.

- Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy rząd ewidentnie nie doszacowuje inflacji w przyszłym roku. W projekcie budżetu zapisał ją na poziomie 9,8 proc. To jest bardzo mało prawdopodobne. Musiałoby nastąpić jakieś załamanie gospodarcze na dużą skalę, żeby tak się stało – stwierdził i przypomniał, że NBP prognozuje inflacje w 2023 roku na poziomie ponad 13 proc.

Jak dodał, po kilku latach silnego wzrostu gospodarczego Polska wchodzi w czas stagnacji. - Musimy więc przyzwyczaić się do życia w trochę gorszych warunkach – podkreślił Dariusz Rosati.

"Nie mam za grosz zaufania do rządu PiS"

Były członek Rady Polityki Pieniężnej zaznaczył, że - w obliczu tych pesymistycznych prognoz - tym bardziej nie rozumie, dlaczego polski rząd nadal nie jest w stanie pozyskać miliardów z Krajowego Planu Odbudowy. Bo te mogłyby wzmocnić naszą gospodarkę.

Prowadzący audycję przypomniał przy tej okazji, że w środę Igor Tuleya wrócił do orzekania w Sądzie Okręgowym w Warszawie, a przywrócenie zawieszonych sędziów jest jednym z warunków, które stawia Polsce Komisja Europejska, by rozpocząć wypłaty unijnych funduszy. - Mam nadzieję, że jest to krok, który przybliża nas do tych pieniędzy – powiedział Rosati. - Ponad 2 lata czekaliśmy na unieważnienie tej absurdalnej decyzji (Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która zawiesiła Tuleyę w obowiązkach - przyp. red.). Mam wrażenie, że powoli zaczyna się sypać cała ta konstrukcja Zbigniewa Ziobry, by podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości w Polsce. Dzieje się to chyba pod presją Unii Europejskiej – stwierdził.

Jak wyjaśniał, gabinet premiera Mateusza Morawieckiego znajduje się w desperackiej sytuacji, bo są mu niezbędne pieniądze z Unii Europejskiej. - Rząd jest pod ścianą i ma świadomość, że bez tych środków polskie finanse publiczne po prostu się rozsypią. A to skłania rząd do ustępstw. I tak odczytuję również decyzję w sprawie sędziego Tuleyi. Mogą za tym pójść kolejne decyzję, ale nie jestem tu nadmiernym optymistą, bo po prostu nie mam za grosz zaufania do rządu PiS i do tego, że kierują nim dobre intencje – zastrzegł na koniec gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM