Dla PiS 2 mld zł na TVP to mało, potrzeba kolejnych 700 mln zł. Kwaśniewski: Dowód nieposkromionej bezczelności

Posłowie PiS chcą dorzucić do budżetu telewizji rządowej dodatkowe 700 mln zł. Zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego to "dowód nieposkromionej bezczelności". - Główną cechą polityką tej partii jest absolutnie nieograniczony cynizm i bezczelność. Kaczyński dał temu wielce uczoną nazwę: "walka z imposybilizmem" - mówił w TOK FM były prezydent.

Na posiedzeniu sejmowej komisji finansów posłowie PiS przegłosowali zwiększenie dofinansowania Telewizji Polskiej aż o 700 mln zł - do 2,7 mld zł w przyszłym roku. Według polityków opozycji to "ukryte finansowanie kampanii wyborczej", bo - przypomnijmy - w 2023 roku czekają nas wybory parlamentarne. "Wstydu naprawdę nie mają! Ludzie nie mają pieniędzy na ogrzewanie i chleb, budżet tonie w długach, kasa państwa świeci pustkami, ale dla TVPiS miliardy!" - skomentowała Paulina Hennig-Kloska z Polski 2050. 

Zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego decyzja PiS to "dowód nieposkromionej bezczelności". - Jest kampania i potrzeba telewizji publicznej więcej pieniędzy. A wiadomo, że TVP wspiera wyłącznie PiS i jeszcze niszczy oponentów. Niszczy Donalda Tuska, Platformę Obywatelską i każdego, kto może stanąć na drodze PiS-owi - mówił w TOK FM były prezydent.

Zwrócił uwagę, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego dorzuca pieniądze do budżetu TVP "bez wyrzutów sumienia ani krygowania się", bo główną cechą polityką tej partii jest "absolutnie nieograniczony cynizm i bezczelność". - Kaczyński dał temu wielce uczoną nazwę: "walka z imposybilizmem". Czyli w minionych czasach, jak ktoś liczył się z prawem i ludźmi, był imposybilistą. A PiS, ponieważ z tym walczy, może być cyniczny, bezczelny i działać wyłącznie na swoją korzyść - stwierdził rozmówca Karoliny Lewickiej.

Jak dodał, może to podobać się twardemu elektoratowi PiS, ponieważ "partia idzie do przodu i nie zwraca uwagi na nic". - Ale mam nadzieję, że wyborcy, którzy myślą w kategoria państwa i dobra wspólnego, powiedzą PiS-owi, co o tym sądzą. Bo mamy do czynienia z politykami, którzy dla utrzymania władzy zrobią absolutnie wszystko i nie będą z nikim liczyć - tłumaczył gość TOK FM.

Najpierw pokonanie smoka, a dopiero później ręka księżniczki?

Były prezydent odniósł się również do bieżących spraw w polityce zagranicznej. Środa przyniosła deklarację sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, że "warunkiem wstępnym ewentualnego wstąpienia Ukrainy do NATO jest jej zwycięstwo w wojnie". - Czyli Ukraina-rycerz musi najpierw pokonać smoka, a dopiero później ma szanse na pół królestwa i rękę księżniczki? - zapytała ironicznie prowadząca audycję.

- Te słowa nie są jasne, bo pozostają różne definicje zwycięstwa Ukrainy. Jeśli byłby to jej powrót do granic sprzed 2014 roku, czyli Ukraina łącznie z Krymem, to słowa Stoltenberga brzmią nierealistycznie. Bo nie wiem, czy odzyskanie Krymu to sprawa możliwa. A jeżeli zwycięstwo to powrót do granic sprzed 2014 roku, ale Krym z tego wyjmujemy i będzie on podlegał odrębnym negocjacjom, to już wydaje się bardziej realistyczne - ocenił.

Aleksander Kwaśniewski przyznał też, że najbardziej prawdopodobne zwycięstwo Ukrainy to powrót do granic sprzed 24 lutego, czyli sprzed obecnej inwazji Rosji. - Wydaje się, że przy stałym wsparciu militarnym Zachodu może do tego dojść (…) Ale nawet w tym przypadku kwestia NATO (wejścia Ukrainy do Sojuszu - przypis red.) pozostanie gorącym tematem. Nie za bardzo wierzę, że będzie to można łatwo załatwić - zastrzegł.

Ważniejszym dla niego pytaniem jest to, czy Unia Europejska jest w stanie przyjąć w przyszłości Ukrainę. - Moim zdaniem powinniśmy zrobić wszystko, żeby tak się stało. To byłaby dla niej szansa, żeby te rany można było zagoić, unowocześnić to państwo i dać ludziom szansę rozwoju. A przez to również dać szanse powrotu wielu uchodźcom do ojczyzny - podkreślił gość TOK FM.

"Elity wchodzą Putinowi w... nie powiem gdzie"

Były prezydent został również zapytany o nastroje panujące w społeczeństwie rosyjskim. Bo w środę niezależny rosyjski portal Meduza - powołując się na wyniki niejawnego badania opinii publicznej przeprowadzonego na zlecenie Kremla - podał, że 55 proc. Rosjan opowiada się za negocjacjami z Ukrainą, a tylko 25 proc. za kontynuowaniem wojny. Zdaniem Meduzy odsetek zwolenników pokoju podwoił się w ciągu sześciu miesięcy.

- To dobry znak otrzeźwienia tego społeczeństwa. Na początku przyjęło z entuzjazmem tę brutalną agresję wojskową. Więc teraz to, że tylu ludzi tam widzi jej bezsens, to postęp - skomentował Aleksander  Kwaśniewski.

Jak zastrzegł, obawia się jednak, że Rosjanie oczekują, że pokojowe negocjacje z Ukrainą zakończą się jej kapitulacją. - Czyli podda się i obali jeszcze Zełenskiego, który według Kremla jest nazistą. Ale tak nie będzie. Dlatego jestem zmartwiony reakcją Rosjan, nawet jeśli się zmienia, bo miałem nadzieję, że ich protest przeciwko bezsensownej wojnie będzie mocniejszy. Myślałem o części elit, artystach, twórcach. Jak widzę, że wchodzą Putinowi w… nie powiem gdzie, to jest mi przykro. Myślę, że mają zatrute umysły. To jest problem dla nas wszystkich: na ile to wojna Putina, a na ile Rosjan. Tak długo, jak będzie popierana przez nich, to będzie ciężko. Bo to oznacza pogwałcenie dla takich wartości jak pokój, dialog, dyplomacja - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM