"Andrzej Duda jest w polemice z Andrzejem Dudą". Posłanka Lewicy: Tym razem może podpisać "lex Czarnek"

- Minister Czarnek zajmuje się wprowadzaniem zamordyzmu do szkół. Widzę nawet w tym sens i logikę. Bo najbardziej jest zainteresowany rozdawaniem publicznych pieniędzy organizacjom kościelnym i realizującym jego linię ideologiczną. Ale też po prostu związanym z kolegami partyjnymi. Dziesiątki milionów złotych są rozdawane krewnym i znajomym królika - mówiła w TOK FM Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy.
Zobacz wideo

W ubiegły czwartek Sejm - głosami posłów PiS - pogrzebał senacką uchwałę w sprawie odrzucenia kontrowersyjnej nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, zwanej "lex Czarnek 2.0". Tym samym trafiła ona na biurko prezydenta Andrzeja Dudy, który w marcu zawetował jej pierwszą wersję. Z tego powodu w poniedziałek pod Pałacem Prezydenckim manifestowali nauczyciele, uczniowie i ich rodzice, którzy apelowali do Andrzeja Dudy, by nie podpisał nowelizacji.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zwróciła uwagę, że część polskiego społeczeństwa od miesięcy walczy z tym samym "złym prawem" oświatowym, a mimo to ono konsekwentnie wraca. - Wydawało się kilka miesięcy temu, po pierwszym wecie prezydenta Dudy, że możemy ten projekt wreszcie pożegnać, bo trafił tam, gdzie jego miejsce, czyli do kosza. Ale wrócił już nie oknem, a lufcikiem albo okienkiem przez piwnicę. Przeszedł w szybkim tempie przez Sejm. A wszystko dlatego, że był to projekt poselski i nie było obowiązku przeprowadzania konsultacji społecznych - mówiła w TOK FM posłanka Nowej Lewicy.

Jak dodała, rodzice, uczniowie i nauczyciele wrócili do punktu wyjścia, bo "lex Czarnek 2.0" niemal niczym nie różni się od pierwszej wersji projektu. - Teoretycznie powinniśmy być spokojni, bo jeżeli prezydent Andrzej Duda posłuchałby prezydenta Andrzeja Dudy, to niezwłocznie zawetowałby tę ustawę. Ale niestety Andrzej Duda jest teraz w jakiejś polemice z Andrzejem Dudą i wysyła sygnały, że tym razem tę ustawę podpisze - stwierdziła w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Oceniła, że gdyby tak się stało, byłaby to bardzo zła wiadomość dla całego szkolnictwa i edukacji pozarządowych, które wspierają system edukacji - tam, gdzie jest on niewydolny. A przypomnijmy, "lex Czarnek" - zarówno w pierwszej, jak i drugiej wersji - zwiększa m.in. nadzór kuratora oświaty nad szkołami i utrudnia im współpracę z organizacjami pozarządowymi. Zdaniem krytyków nowego prawa ograniczy on prawo rodziców do decydowania, w jakich zajęciach pozalekcyjnych będą mogły uczestniczyć ich dzieci.

- Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak zapowiedziała już przy pierwszej wersji "lex Czarnek", że nie zgodziłaby się na to, żeby do szkół mogły wejść takie organizacje jak Grupa Ponton, która zajmuje się edukacją seksualną. Przypomnijmy, że ta sama kurator Nowak na stronie swojego kuratorium oświaty ma zamieszczony filmik antyszczepionkowców. Więc już takie antynaukowe bzdury z całą pewnością pani kurator chciałaby do szkół wpuścić, a pan minister Czarnek pewnie bardzo chętnie dofinansowałby je z publicznych pieniędzy - powiedziała.

Zwróciła także uwagę, że podpisanie ustawy przez Andrzeja Dudę byłoby też bardzo złą wiadomością dla dzieci w wieku przedszkolnym i ich rodziców. - Bo tam jest przepis, który mówi, że w przedszkolach będzie można zatrudniać osoby bez kwalifikacji, czyli nie nauczycieli, wychowawców, tylko po prostu jakieś osoby, które spodobają się kuratorowi czy dyrektorowi. To jest próba obejścia Karty Nauczyciela i deregulacji tego zawodu, co stwarza zagrożenia dla jakości opieki nad dziećmi - podkreśliła polityczka.

"Wziąć polską edukację za twarz"

Prowadzący audycję zauważył, że minister edukacji Przemysław Czarnek, a w ślad za nim cały obóz rządzący, próbuje "wziąć polską edukację za twarz", mimo że budzi to mocny opór społeczny. - Skąd ten upór w sytuacji, gdy władza ma znacznie więcej poważnych problemów, jak gigantyczna inflacja czy zablokowane unijne pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy? - zapytał swoją gościnię.

- Minister Czarnek zajmuje się wprowadzaniem zamordyzmu do szkół. Widzę nawet w tym sens i logikę. Bo najbardziej jest zainteresowany rozdawaniem publicznych pieniędzy organizacjom kościelnym i realizującym jego linię ideologiczną. Ale też po prostu związanym z kolegami partyjnymi. Dziesiątki milionów złotych są rozdawane krewnym i znajomym królika. Więc to jest wszystko chęć zamienienia szkoły w prywatny folwark, w którym będzie miał swoich namiestników, jak kurator Barbara Nowak - odpowiedziała. 

Przypomnijmy, że 100 mln zł z budżetu w konkursie "Inwestycje w oświacie" minister edukacji w większości przekazał na rzecz edukacji katolickiej. Jak pisaliśmy już w TOK FM, w pierwszej turze programu 55 mln z 60 mln zł trafiło do organizacji prowadzących szkoły katolickie. W drugiej turze do szkół katolickich poszło aż 31 mln zł.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wskazała, że minister edukacji zamiast zajmować się powiększaniem swojej władzy powinien zająć się największym od lat kryzysem psychicznym wśród dzieci i nastolatków. Ale to niejedyna rzecz, na której Przemysław Czarnek mógłby się skoncentrować. - Trudna sytuacja gospodarcza powinna skłonić ministra do przyjęcia ustawy o darmowy, ciepłym posiłku dla każdego ucznia w szkole. Bo w zasadzie każda polska rodzina bardzo chętnie wykreśliłaby jeden, choćby niewielki element ze swojego budżetu (…) Tylko że ministra Czarnka dzieci zupełnie nie obchodzą. Obchodzi go kasa i znajomi -  powiedziała na koniec rozmówczyni Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM