"Kaczyński to jedyny artysta, który wozi widownię ze sobą". Dlaczego prezes PiS boi się debaty z Tuskiem?

Zdaniem Leszka Millera do debaty między liderami dwóch największych partii nie dojdzie, bo "Kaczyński będzie wymyślał coraz to nowe powody, dla których nie może się ona odbyć". - Sądzę, że prezes Kaczyński ma jak najgorsze wspomnienia z dotychczasowych debat z panem Donaldem Tuskiem i zapewne nie czuje się na siłach, żeby stawić czoła - ocenił w TOK FM były premier, a obecnie europoseł.
Zobacz wideo

Prezes PiS stosuje różne uniki, by nie wziąć udziału w publicznej debacie, na którą wiosną tego roku Donald Tusk wezwał Jarosława Kaczyńskiego. Lider PiS proponował niedawno na przykład, by Tusk debatował, ale z premierem Mateuszem Morawieckim. W miniony poniedziałek Kaczyński powiedział jednak, że zgodzi się na wyborczą debatę z Donaldem Tuskiem, ale jeżeli ze strony przewodniczącego PO nie będzie "obrzucania wyzwiskami czy pogróżkami". "Jestem gotowy do debaty w dowolnym czasie i miejscu, panie prezesie. Będę czuły i delikatny, chociaż amnestii obiecać nie mogę" - odpowiedział na Twitterze Tusk.

Zdaniem byłego premiera, a obecnie europosła Leszka Millera do debaty jednak i tak nie dojdzie, a "Kaczyński będzie wymyślał coraz to nowe powody, dla których nie może się ona odbyć". - Sądzę, że prezes Kaczyński ma jak najgorsze wspomnienia z dotychczasowych debat z panem Donaldem Tuskiem i zapewne nie czuje się na siłach, żeby stawić czoła. Myślę, że tak naprawdę nie chce wziąć w niej udziału, tylko musi jakoś wiarygodnie dla swoich zwolenników wyplątać się z tej koncepcji - mówił w "A teraz na poważnie" w TOK FM. 

"Kaczyński to jedyny artysta, który wozi widownię ze sobą"

Leszek Miller pytany, czy Kaczyński, który przez wiele lat mierzył się w debatach z wieloma politykami, to nie "zawodnik wagi ciężkiej", odpowiedział krótko: "Jego forma jest coraz gorsza".

- To wszystko działo się dawno temu i Kaczyński odwykł od tego rodzaju starć. Wystarczy popatrzeć, jak przebiegają jego spotkania ze zwolennikami. Nie musi odpowiadać na żadne kwestie, które mogą mu sprawić kłopot. To wszystko odbywa się w atmosferze uwielbienia i w niczym nie przypomina atmosfery starcia z interlokutorem, z rywalem politycznym - dodał europoseł.

Jak podkreślił, decyduje o tym jeszcze jeden fakt. - To jest jedyny artysta, który wozi widownię ze sobą. I to intelektualnie rozleniwia. Powoduje, że tego rodzaju polityk wypada z formy, bo nie musi się przemęczać, przygotowywać, przewidywać różnych sytuacji, które będą mu sprawiały kłopot - stwierdził także Leszek Miller.

Zdaniem byłego premiera, odwrotnie jest z Donaldem Tuskiem. - Tusk wyraźnie jest w formie i na każdym spotkaniu reaguje na jakiś problem. Jego publiczność nie jest dobierana, każdy może przyjść i zadać pytanie - wskazał gość TOK FM.

W ocenie Millera "Kaczyński jako człowiek inteligentny zdaje sobie więc z tego sprawę i będzie robił wszystko, żeby nie doszło do bezpośredniego spotkania z Donaldem Tuskiem".

"To nie są normalni wyborcy. To są wyznawcy"

Jak zauważył Mikołaj Lizut, notowania partii rządzącej, pomimo wielu problemów, w tym wizerunkowych prezesa czy np. szalejącej drożyzny i inflacji, jednak nie spadają. Według najnowszego sondażu IBRIS Prawo i Sprawiedliwość ma 34,2 proc. poparcia. To 0,5 punktu procentowego więcej w porównaniu z początkiem listopada. Koalicja Obywatelska w grudniu zdobyła zaś 28,3 proc. głosów badanych i zaliczyła wzrost o 0,7 pkt. proc.  

Zdaniem Leszka Millera można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób. - PiS przez lata rządzenia wychował sobie elektorat. Właściwie to nie są normalni wyborcy, tylko to są wyznawcy. I stosunek wyznawców do ich idoli nie polega na trzeźwej ocenie, tylko na wierze. Albo się wierzy albo się nie wierzy. Oni wierzą - ocenił były premier.

Gość TOK FM wskazał także, że PiS dysponuje taką machiną propagandową, jaką nie dysponowała do tej pory żadna inna partia polityczna. - Oni wierzą, a utwierdzają się w tym przekonaniu, kiedy codziennie oglądają i słuchają komunikatów płynących z telewizji publicznej czy z radia - podkreślił. - Więc to jest zespół czynników, ale główny czynnik opiera się na wierze we wszystko, co ich idol i ich ulubieni politycy mówią i co później jest powtarzane w mediach publicznych - podsumował były premier.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM