Tusk: Nie mam nawyku słuchania podsłuchów. Uważam to za patologię

- Nie mam nawyku, który odkryliśmy u jednego z najwyższych funkcjonariuszy CBA - siedzenia w zamkniętym pokoju i słuchaniu on-line podsłuchów. Uważam to za patologię - przyznał podczas przesłuchania przed komisją śledczą Donald Tusk. Zdaniem premiera, działania Biura nie wskazywały na jakieś szczególne zaangażowanie CBA w prześwietlenie klasy politycznej.

Czytaj relację NA ŻYWO - Kempa do Tuska: "Nie jestem głucha"

Premier Tusk przyznał odpowiadając na pytania posłów przed sejmową komisją śledczą, że Centralne Biuro Antykorupcyjne zajmowało się najtrudniejszymi sprawami. Premier zaznaczył jednak, że liczy się skuteczność, której, według niego, brakowało CBA.

- Nie mam wrażenia, że CBA zajęło się klasą polityczną, w jakiś szczególny sposób. Nie chcę, aby służby mi podległe, założyły sobie tezę, że obiektem pułapek będą celebryci, lekarze, znane aktorki, czy politycy szczególnie z obozu konkurenci - mówi ożywiony Tusk.

Premier przyznał też, że nie interesuje się operacjami specjalnymi. - Nie ma nawyku, który odkryliśmy u jednego z najwyższych funkcjonariuszy CBA - siedzenia w zamkniętym pokoju i słuchaniu on-line podsłuchów. Uważam to za patologię - mówił.

Wspominając spotkanie z ówczesnym szefem CBA Mariuszem Kamińskim, Tusk powiedział, że ten nie poinformował go - mimo energicznego zaangażowania w sprawę ustawy hazardowej - "o innych aspektach tej ustawy, które mogły być groźniejsze. Rzecz o tyle interesująca, że był (Kamiński) wcześnie autorem analizy, która na nie wskazywała".

- Czy szef CBA przyszedł do mnie z intencją obrony interesu państwa, a jeżeli tak, to dlaczego zapomniał o tym, że jego służba, dawno temu, wtedy gdy kto inny rządził, sporządziła analizy, że główne zagrożenia dotyczą innego aspektu - mówił premier, wskazując na wideoloterie, pominięte w raporcie CBA.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM