Jarosław Kaczyński: "W moim rządzie nie było nadużyć"

- To, czym zajmuje się ta komisja to sfera wymyślona - twierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński, który zeznawał przed sejmową komisją śledczą do spraw nacisków. Ponownie powtarzał, że nie zbierał haków na polityków PO.

Były premier w ramach tzw. swobodnej wypowiedzi skorzystał z okazji, aby pochwalić się ideami, którymi kierował się jego rząd. Mówił więc o tym, że jego gabinet walczył z korupcją, "korporyzacją społeczeństwa", prowadził "twardą i asertywną politykę zagraniczną", a także starał się przywrócić "centralny charakter nauczania patriotyzmu". Zauważał także, że gdy rządził "ludzie o wyróżnionej pozycji społecznej" nie mogli skryć się za immunitetem.

Jarosław Kaczyński przed komisją: Nie było inwigilacji opozycji

- I taka polityka, którą prowadziliśmy, budziła sprzeciw poważnych grup interesów. Efektem tego była niesamowita kampania przeciwko naszemu rządowi i oskarżenia o nadużycia - twierdził Jarosław Kaczyński i atakował komisję: - Stworzono medialną fikcję nadużyć. Nic takiego nie było. (...) To, czym zajmuje się ta komisja to sfera wymyślona, która ma minimalny związek z faktami - mówił.

Kaczyński: Komisja ds wirtualnych

Haki, teczki i rozmowy o żonie polityka PO? "Niczego takiego nie było"

Najważniejsze pytanie, które najbardziej interesowało śledczych, padło już na samym początku. - Czy zbierał pan haki na polityków opozycji? - pytał poseł Krzysztof Matyjaszczyk z SLD.

- Niczego takiego nie było - odpowiadał były premier. - Wypowiedzi Romana Giertycha [na ten temat - red.] to stek kłamstw. Nie było rozmów o żonie tego czy innego polityka, nie było teczek - dodawał. O to samo później pytał poseł Robert Węgrzyn z PO, powołując się także na słowa Ludwika Dorna, który nazywał Kaczyńskiego "kłamcą". - Giertych i Dorn kłamią. Będą osądzeni - odgrażał się prezes PiS zapowiadając jednocześnie proces cywilny, a nawet karny przeciwko byłemu ministrowie edukacji.

Kaczyński: Nie szukałem haków, to są pomówienia

Poseł Węgrzyn był także ciekawy, czy prawdą jest, że były premier zlecił prokuratorom, aby poszukali "ciekawych informacji o ciekawych osobach". - Nie przypominam sobie, aby prowadzono jakieś działania przeciwko politykowi opozycji - powtarzał były premier. Jednocześnie przyznawał, że z ówczesnym szefem CBA Mariuszem Kamińskim spotykał się wielokrotnie w czasie, gdy był premierem. Potwierdzał, że dostawał od niego informacje, ale w ramach obowiązującego prawa.

- CBA to pierwsza służba specjalna nie wywodząca się z PRL-u. Jestem dumny, że powstało, zresztą za poparciem Platformy Obywatelskiej - dodawał prezes PiS.

Kaczyński: Nie było zleceń na zbieranie materiałów na kogoś

"Ponoszę odpowiedzialność za nominację Kaczmarka, prezydent mi odradzał"

Podczas przesłuchania Jarosław Kaczyński przyznał także, że nominacja Janusza Kaczmarka na szefa MSWiA była błędem. Twierdził, że odradzał mu to jego brat, prezydent Lech Kaczyński. - Jednak ja go przekonywałem i prezydent się zgodził. Biorę za to odpowiedzialność. (....) Gdybym miał zdolność jasnowidzenia, to bym Kaczmarka nie powoływał. Mój żal jest jednak ograniczony, czasami człowiek czegoś nie wie i popełnia błąd - wyjaśniał prezes PiS. Ujawnił też, że dymisja Kaczmarka była spowodowana nie tylko sprawą związaną z przeciekiem o aferze gruntowej (były premier uważa, że to były szef MSWiA jest źródłem przecieku), ale - jak twierdził - "nad ministrem zbierały się chmury i to czarne". Nie powiedział jednak konkretnie, o jakie sprawy chodzi.

Komisja chciała przesłuchać Kaczyńskiego już ponad rok temu

Dlaczego były premier musiał stawić się przed komisją? Śledczym głównie chodzi o uzyskanie informacji związanych ze śledztwem w sprawie korupcji w Centralnym Ośrodku Sportu. Były minister sportu Tomasz Lipiec zeznał przed komisją naciskową, że Jarosław Kaczyński jako premier powiedział mu o obciążających go zeznaniach wicedyrektora COS. Prezes PiS miał być wezwany już przed komisję już w październiku 2008 roku, ale wniosek nie uzyskał w komisji większości. Ponownie wniosek został zgłoszony w grudniu 2009 roku. Poseł Robert Węgrzyn z PO uzasadniał wówczas, że Kaczyńskiego trzeba przesłuchać, bo jako premier nadzorował ministra sprawiedliwości i szefa CBA. Chciał także wiedzieć, jakie jeszcze informacje o prowadzonych śledztwach dostawał prezes PiS. Wniosek zaakceptowano tylko dlatego, że na obradach komisji nie było posłów PiS i SLD.

DOSTĘP PREMIUM